26.01.2014

Wszyscy mają lepiej || Artykuł

Parę dni temu rozmawiałam ze znajomą na temat tego jak ludzie potrafią w szybkim tempie poczynić duże postępy. Ten temat poruszyłam jeszcze z innymi znajomymi. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że te rozmowy oscylowały trochę na jakichś takich depresyjnych terenach analizy porównawczej, bo inni to szybciej się uczą, mają lepsze pomysły, zaczęli bardzo młodo, odnoszą sukcesy, albo po prostu tworzą portfolio, które wbija w ziemię.
Co zabawne, żaden z rozmówców nie wydawał się zazdrosny. A skoro to nie zazdrość, to co to jest?
Moim zdaniem jest to frustracja.

Ludzie wyobrażają sobie, że w tej czy tamtej firmie jest super, że prowadzenie własnego projektu jest super, że uczęszczanie na zajęcia z rysunku jest super, że uczenie się nowych mediów jest super, że wszyscy ludzie w tej branży są super, że jeśli będzie się pracoholikiem z pasją, to wszystko będzie super, będziesz odnosić sukcesy w pracy, twoje prywatne projekty będą oryginalne i przykują uwagę, i życie będzie cudowne.

Oczywiście są to takie wydumane wyobrażenia, bańka pełna oczekiwań, i w momencie kiedy choćby jeden z puzzli powyższej układanki się nie pojawi, to cała konstrukcja się sypie. Dzisiaj ludzie oczekują więcej od życia, bo mamy łatwiejszy dostęp do dużej ilości pozytywnych i motywujących informacji. Historie o niesamowitych sukcesach od zera do bohatera przykleiła się nam gdzieś w podświadomości, przez co oczekujemy akceptacji na wszelkich możliwych płaszczyznach... oraz jesteśmy bardziej wyczuleni na podobnych nam ludzi dookoła. Widzimy jak ciężko pracują, widzimy że prą do przodu, a nam wydaje się, że stoimy w miejscu. Dlaczego?

Moim zdaniem, na takie coś są podatni głównie ludzie kreatywni, bo prawdopodobnie wyobrażają sobie więcej i bardziej szczegółowo, niż ludzie z mniej rozwiniętą wyobraźnią. W ten sposób dodajemy dużo informacji od siebie, i potrafimy się wczuć w miejsce danej osoby.
Co ciekawe, łatwiej nam dodać pozytywne szczegóły, o których się gdzieś słyszało i zapamiętało, niż negatywne. Trudno nam wyobrazić sobie "drugą stronę medalu", przede wszystkim dlatego, że graficy rzadko się dzielą negatywnymi przeżyciami publicznie w internecie. Dlaczego nikt tego nie robi? Bo to wstyd? Mieć własne zdanie? Bo żeby wytłumaczyć coś negatywnego potrzeba napisać kilka akapitów, a leniwi odbiorcy przeczytają tylko pierwsze dwa zdania i nie zrozumieją sedna sprawy? A może po prostu chcemy pokazywać się publicznie tylko z dobrej strony, żeby oszczędzić sobie nerwów przy głębszych dyskusjach?
Ludzie chwalą się tym co się dzieje dobrego w ich życiu, przemilczając wszystkie gorzkie momenty, które również przytrafiają się im od czasu do czasu, przez co mamy zakrzywiony obraz wszystkich dookoła, a sami myślimy że jesteśmy jedynymi osobami na tej planecie, które mają problemy.

A potem się rozmawia z X czy z Y, których cenisz jako artystów, i się okazuje że mają oni kryzys artystyczny, nie mogą rysować, nic ich nie cieszy a wszelki przejaw kreatywności w internecie tylko podsyca ich depresyjne nastroje. I wtedy przeżywasz jakiś dziwny rodzaj szoku, że OMG, wszyscy mają te same paranoje, wszyscy tak samo czują się niedoceniani, bez względu na to jak daleko zaszli. Wyobraźcie sobie, że takie myśli mają profesjonaliści ze stażem 5+ lat aktywnej pracy w branży.


Trawa jest zieleńsza zawsze po drugiej stronie płotu.
Myślicie, że jak dostaniecie się do firmy X to wasz przysłowiowy wyścig się skończył. A jest zupełnie inaczej, praca w firmie przy projekcie stanowi naturalne przedłużenie wyścigu. Możesz pracować dla fajnej firmy, ale przy projekcie który jest mniej ważny, albo takim który nie do końca satysfakcjonuje Ciebie jako artystę. Dodatkowo, nawet jeśli jesteś zadowolony z projektu to stoisz w wyścigu z innymi firmami i innymi projektami, które bezustannie są bombardowane przez recenzentów, letsplayerów, i graczy :D Ludzie czasem skaczą od firmy do firmy, nie dlatego że było im źle, ale dlatego, że chcą pracować przy lepszych projektach (lepszych, czyli takich które mają lepszy score na metacritiku ;P) a potem się okazuje, czytając wpisy na forach, że nawet te "lepsze gry" mają taką samą ilość haterów. Albo okazuje się, że dobry score na metacritiku jest okupiony stresem i wycieńczeniem pracowników. Wszystko jak to się mówi zależy od punktu widzenia. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie będziesz w 100 procentach usatysfakcjonowany, bez względu na to gdzie się znajdujesz i przy czym pracujesz.

Wszystko ma swoje "ciemne strony medalu", i nawet przez ułamek sekundy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Kiedy pracujesz przy nowym IP, masz wolność kreacji ale nie wiadomo od czego zacząć, a przy znanym IP, masz uwiązane ręce do tego co już jest w danym świecie, jedyne co możesz zrobić, to trzymac się kanonu, trochę ten świat napompować i przyozdobić. Zawsze będzie Cię coś irytować, czy to zarządznie projektu, czy sam projekt, czy weterani którzy nie chcą się uczyć, bo przecież wszystko wiedzą lepiej. Albo art director będzie za mało zdecydowany, albo bedzie tyranem ..  albo designerzy beda coś zmieniać po drodze, albo wręcz przeciwnie, niczego nie da się już dodatkowo wcisnąć - potencjalnych irytujących czynników jest wiele - ale to co widzą inni, to suche fakty. Fakty dobrze wyglądają. Dla kogoś kto jest freelancerem praca w studio może wydawać się czymś cudownym. A prawda jest taka, że jak zaczynasz pracę w studio, to otwierają się przed tobą zupełnie nowe płaszczyzny do eksploracji. To trochę jak taki dungeon - każde nowe pomieszczenie mieści nowe powody do frustracji. A jak zmieniasz dungeon (projekt, firmę, branżę,) nagle możesz zauważyć, że wcześniejsze potwory, były łatwiejsze do pokonania, niż tutejsze. "I tam mieliśmy darmową coca-colę, a tu trzeba płacić." (cytat zasłyszany od kolegi w pracy) :P

Kiedy znajoma z pracy dopytywała się mnie, co moim zdaniem warunkuje to, że ktoś będzie odnosił sukcesy w grafice, odpowiedziałam, że nauczenie się życia z nieustannym poczuciem frustracji.
Zaczęła się śmiać, że taka umiejętność przydałaby się wszystkim, nie tylko grafikom. 

Ale taka jest prawda. Jeśli ktoś jest pracowity, ale zbyt przejmuje się krytyką to prędzej się podda, i zajmie się czymś innym. Cele mogą się zmieniać, za to frustracja zostaje. Nie ważne gdzie jesteś, co robisz, jak wysoko zajdziesz. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy od ciebie. Nigdy nie zdobędziesz 100% poparcia społeczeństwa, zawsze będą ludzie którzy mają jakieś "ale". 
Dlatego czasem lepiej odpuścić sobie ogarnianie nowinek w sieci. Nie dopuszczać do tego by się zalać potopem grafik, które od razu oceniasz i porównujesz do swoich. Czasem warto się wyłączyć,  "ignorować internety" i po prostu robić swoje.

A wy jak radzicie sobie z frustracją?

Pozdrawiam!
Telka :)

14 komentarzy:

  1. Dobry artykuł poruszający ciekawe zagadnienie. :)

    Tak mi się skojarzyła ta cała frustracja obecnych artystów z koncepcją "pokolenia Y." Zauważam to wśród wielu znajomych niestety. Oczekiwania z kosmosu mają, ale cieszyć się chwilą i małymi sukcesami to już mało kto potrafi :| A artyści to zazwyczaj jedno wielkie stękanie i klepanie się po plecach. :<

    Całe szczęście ja mam niskie oczekiwania co do życia i ciesze się z pierdół xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nie umiem cieszyć tym co mam :P ja bym to raczej nazwała pokoleniem "nienażartych", lub "nienasyconych" bo bez wzgledu na to co się dzieje, chcą więcej i lepiej. Ehh :P Banda frustratów. Trochę Ci zazdroszczę że tak nie masz. Mam nadzieję że też kiedyś znajdę spokój :P

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam. Da się naprawić :D Wyjazd na tydzień na opuszczone bunkry w celach pseudo eksploracyjno - larpowych dużo potrafi pomóc, ew. zapisanie się do jednostki strzeleckiej też dobre. Po tygodniu taplania się w błocie i spaniu na betonie człowiek docenia ciepłą herbatę xD

      O i fakt, "nienażarci" też pasuje, szczególnie w kwestii nowych telefonów/tabletow/itp/itd ;)P

      Usuń
  2. ta frustracja to jest wszedzie, nie tylko u grafikow. kazda branza tak ma, u nas w pracy w sumie tez tak jest :P
    szczerze przyznam ze sama zaczelam sie na tym lapac od zeszlego roku, jak poszlam do collegu. bo moj wiek mniej wkurza, bo reszta grupy mlodsza o te 7 lat (ale leniwa :P ), bo co zerkne na cghub'a czy inny concept art.org to sie o wiele mlodszy i lepszy artysta znajdzie. i moge tak wyliczac godzinami ;) na poprawienie humoru zaczelam pozadkowac konto na deviantarcie ;) a naprawde kupe staroci tam mialam/mam ;)
    artykul fajny, pisz czesciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! xD Też w napływach frustracji porządkuję deviantarta xD
      A co do wieku - wielu ludzi tak ma. Też mam troche takie dziwne przeczucie że jakbym się zapisała na jakieś zajęcia teraz to byłabym jedną ze starszych osób. Ale na swój sposób to jest pokrzepiające chyba :D Widzisz tych wszystkich młodych ludzi którzy nie ogarniają tematu, i można się cieszyć, że ten etap ma się już za sobą xD :)

      Usuń
    2. haha, to fakt. ciekawe jest za to, ze na accessie bylam jedna z mlodszych osob, bo tu jest calkiem normalne ze ida na studia ludzie ok 40/50tki ;)
      jednak najbardziej mnie rozbraja text wykladowcy z pytaniem, czy ludzie pamietaja 9/11, no bo wtedy to mieli z 10 lat xDDD

      Usuń
    3. Haha, no to w sumie ciekawe xD Historia się dzieje na naszych oczach :D Fajnie wiedzieć że się pamięta 9/11, tupolewa i początki cyber hełmów XD .. . ... Żyjemy w ciekawych czasach.

      Usuń
  3. Hmm, ja jak widzę osobę która ma takie problemy myślę sobie, że to kombinacja złych decyzji z przeszłości z wygodnictwem/lenistwem by coś zmienić.

    Za podejmowanie złych decyzji nikogo nie winie, to nie takie łatwe. Sam czuje, że byłem jeszcze stosunkowo niedawno jak X i Y tyle, że stałem przed wyborem. Raz sobie wmawiałem, że będzie mi lepiej gdzie X raz Y ale zawsze było jakieś "ale" coś mi przeszkadzało, okłamywałem sam siebie, że to najlepsze kierunki.
    W końcu zrozumiałem, tylko sobie wmawiałem co chce robić, a prawdziwy cel leżał pod latarnią więc nie zauważyłem.
    Czasem warto się zastanowić, czy to co chcemy robić to nie aby to co robi pan Z :P
    Łatwo rozpoznać kiedy podejmujemy dobrą decyzje po dłuższym okresie wahania. Kiedy czujesz, że zrzucasz wielki głaz z piersi i nagle wszystko jest bardziej kolorowe, znaczy, że podjąłeś dobrą decyzje.

    W ambicji nie ma niczego złego, lepsze to niż dziadować w chujowej pracy za marne grosze jak niewolnik. Jak ktoś sobie mówi, że mu tyle wystarczy to albo sam siebie okłamuje, albo powinien zacząć planować swój pogrzeb bo to już jedyne do czego zmierza jego "życie".
    Nigdy nie jest na tyle dobrze by nie mogło być lepiej, zmiana zdania na temat tego co chcemy w życiu osiągnąć, to nie coś czego powinniśmy się wstydzić.
    A bez celu po co ruszać w drogę... nuda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tutaj się nie zgodzę. Życie samo w sobie jest na tyle fascynujące, że nawet siedząc na poprzecieranej kanapie w akademiku da się je docenić. Niektórzy nie potrzebują jakiegoś ambitnego celu, żeby cieszyć się życiem, nie potrzebują uznania, wybitnych umiejętności, dobrej pracy. Czerpią satysfakcję z wydarzeń, relacji, przeżyć i wrażeń - a nie z sukcesów czy osiągnięć.

      Ja akurat lubię mieć cel i pasję, ale czasami wydaje mi się, że może właśnie marnuję na nie za dużo czasu, który mogłabym poświęcić na "życie" - czyli podróże, znajomości, albo po prostu siedzenie w fotelu z herbatą. Zazwyczaj szybko mi przechodzi, ale rozumiem ludzi, którzy tak właśnie wolą spędzić swój czas.

      Nie rozumiem, dlaczego od razu "zacząć planować swój pogrzeb bo to już jedyne do czego zmierza jego życie". Życie samo w sobie jest całkiem fajne, dostarcza mnóstwa fascynujących bodźców i to nawet wtedy, kiedy nie ma się jakichś wzniosłych celów czy ambicji.

      Usuń
    2. Też mam czasem myśli, że jestem monotematyczna i mam klapki na oczy jeśli chodzi o inne aspekty życia niż praca :P Trochę zazdroszczę tym wszystkim beztroskim ludziom, którzy potrafią cieszyć się chwilą, i są zadowoleni z tego co im życie samo przyniesie.

      Żeby trochę sprostować: ja ten artykuł napisałam głównie po to, by pokazać, że natura człowieka jest taka, że nigdy nie będzie w pełni nasycona, i to się może tyczyć różnych aspektów życia.
      Także Kiciputek, nawet jeśli Twoje myśli oscylują na innych płaszczyznach niż tylko praca i praca, to sama widzisz, że schemat masz podobny. Odnosisz sukcesy w branży komiksowej, a zauważasz że za mocno się temu poświęcasz i chciałabyś spędzać więcej czasu na podróżach i znajomościach. Właśnie o to mi chodzi. Nie ważne co robisz, zawsze będziesz myśleć jak by było fajnie, gdybyś robiła coś innego/pracowała inaczej/żyła gdzieś indziej/była bardziej/ lub mniej socjalna.

      Niektórzy znajomi mi mówią, że mam fajnie, bo mam stałą pracę w studio, i robię fajne rzeczy. A ja im mogę mówić: a ja uważam że Ty masz fajnie, bo jesteś na freelansie i możesz się wyspać ;__; Same thing. Z Twojej perspektywy zawsze znajdzie się ktoś kto ma lepiej, nawet jeśli ten ktoś widzi sytuację zupełnie na odwrót. :P

      Usuń
    3. Jasne, ja się z Tobą totalnie zgadzam, tylko z Przemysławem niekoniecznie ;)

      Usuń
    4. A czy ja napisałem, że ambicja to tylko praca ;) podróże i poznawanie nowych rzeczy/ludzi to również jakiś cel. Mówiłem raczej o sytuacji kiedy - w twoim przypadku - to gdzie mieszkasz wystarczy ci za świat, a twoi znajomi za ludzi których chciałaś poznać.

      Jak ktoś marzy o tym by zjeść najsmaczniejszy barszcz na świecie to też może. Każdy ma swoje ambicje. :3

      Usuń
  4. Uf... Cieszę się, że to napisałaś. Myślałam, że to tylko ja jestem taka nieodporna. XD Często porównuję moje prace do cudzych. Najgorzej jest, jak się widzi prace małolatów, które poziomem przerastają Twoje. Po takich sytuacjach zbieram się z podłogi przez kilka dni. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej ! Bardzo fajny i życiowy artykuł ;) depresję twórczą podobnie jak inni przechodziłam jakiś czas temu ,bo ciągle przeglądałam internet i widziałam prace tylu fajnych młodych ludzi , i oni mają tylu fanów i mają świetną prace .
    A ja jestem już taaaaaka stara....
    Moim remedium okazało się wyizolowanie trochę od neta i całego natłoku grafik.Dałam swoim myślą odpocząć od grafiki i dziedziny sztuki ogólnie i dałam sobie być człowiekiem bez ciągłej krytyki.
    Jestem też dumną matką polką ,więc dałam sobie nią być więcej niż szanująca ,pracująca mathera powinna.
    Wróciła chęć do tworzenia jakoś ... zadowolenie z życia też...skill jakoś samonośnie się podniósł ,a bynajmniej produktywność.
    Świat pędzi jak szalony ,fora ,facebooki wpędzają nas w wir szaleńczej pogonia za skillem , prestiżem ,pracą... a umyka coś ważnego w międzyczasie.
    Stuprocentowe zadowolenie z własnej twórczości chyba nie jest możliwe ,ale warto sobie czasem przymróżyć na siebie oko .Tak moim skromnym zdaniem.
    Pozdrófka całuski ;)

    OdpowiedzUsuń