30 listopada 2012

Exotique dragon || Speedpainting


Just to remind that this blog is also for my artworks ;) Speedpainting 1,5 h

23 listopada 2012

Dlaczego krytyka nie działa

Od razu pragnę zaznaczyć, że artykuł ten jest kierowany do ludzi (zwłaszcza perfekcjonistów), którzy mają problem z otrzymywaniem krytyki. Wiem, że są na świecie jednostki, które doceniają każde słowo adresowane do nich. Jeśli jesteś taką osobą, nie czytaj tego artykułu, bo będzie on wzbudzał w Tobie zdecydowany sprzeciw lub przeczytaj i zostaw swój punkt widzenia w komentarzu pod artykułem :)

Problem, który chcę poruszyć jest prosty. Czym jest krytyka i dlaczego reagujemy na nią negatywnie? Głowiłam się nad tym zagadnieniem latami. Chyba mam już odpowiedź :)
Zapraszam do lektury, i jak zwykle - miej na uwadze, że są to moje subiektywne spostrzeżenia, powstałe na bazie własnych doświadczeń jak i obserwacji zachowań moich przyjaciół, oraz luźno zaobserwowane w środowiskach branżowych (praca) i internetowych (serwisy max3d.pl i deviantart.com) oraz zasłyszane od znajomych. PS: odniesienia do psychoanalizy Freuda są luźne i nienaukowe :)

Krytyka w ogólnym rozumieniu to analiza i ocena dobrych i złych stron z punktu widzenia określonych wartości.
Konstruktywna krytyka to to samo, ale wzbogacone o sugestie rozwiązań zauważonych problemów. Czy każdy kto prosi o konstruktywną krytykę o tym wie? Często czytam wstępy grafików w stylu: "mówcie co poprawić, liczę na konstruktywną krytykę". Ale konstruktywna krytyka odpowiada  na pytanie JAK poprawić. A nie CO poprawić. To zasadnicza różnica. I zauważyłam, że graficy często denerwują się i tłumaczą, jak dostają gotowe rozwiązania na tacy. Np w pracy lub szkole, chodząc po grafikach, jeśli skomentujesz ich konkretną pracę to jest wszystko w porządku. Jednak jest zupełnie inaczej, kiedy sugerujesz konkretne rozwiązanie. Jak dajesz rozwiązanie, to "zaatakowany krytyką grafik" nie będzie mógł zignorować Twoich słów dlatego, że a) nie wie jak coś zrobić b) nie umie. Jak dajesz mu rozwiązanie a on go nie stosuje, to od razu widać, że MU SIĘ NIE CHCE. Dlatego często graficy są źli i naburmuszeni, kiedy otrzymują konstruktywną krytykę. "Nie mam już do tego sił" lub "tak miało być" to najczęstsze riposty na dobre rozwiązanie problemu.
Krytyka moim zdaniem powinna rozwijać osobę, do której jest adresowana. Jednak po kilku latach obserwacji dochodzę do wniosku, że jest zupełnie na odwrót.


Dlaczego krytyka nie działa?
Jesteś rysownikiem a co za tym stoi, masz bardzo wymagającego wewnętrznego krytyka. Jest on przewodnikiem na drodze Twojego rozwoju. Motywuje, ocenia, wyznacza cele do osiągnięcia a jednocześnie jest najsurowszym sędzią. I to właśnie przez niego, cała krytyka z zewnątrz odbija się od Ciebie jak od ściany. Jesteś wymagający więc porównujesz swoje prace do prac lepszych grafików. Krytyka, nawet ta konstruktywna nie działa, ponieważ sam w głębi duszy wiesz, że jesteś do bani. Wiesz to nawet lepiej niż wszyscy sceptycy komentujący i hate'ujący Twoje prace. Wiesz, jak wiele Ci jeszcze brakuje... więc... publikujesz kolejne prace, by inni UTWIERDZILI CIĘ w fakcie, że jest inaczej, a nie po to, by dostać po twarzy sugestiami, że anatomia nie taka, lub perspektywa się sypie.

Twój wewnętrzny krytyk: lub inaczej, Twoje superego, (ponieważ ten mechanizm wyolbrzymia Twoje predyspozycje, kreuje idealną wizję Ciebie i porównuje ją ze stanem doczesnym) ma więc  dużą rolę w sceptycznym podejściu do nauczycieli i ludzi, którzy starają się Tobie pomóc. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy kiedy posiadamy bardzo nieprzyjemnego wewnętrznego krytyka, który jest tak surowy, że nie przyjmujesz więcej krytyki z zewnątrz, bo ta którą sam jesteś w stanie sobie zapewnić w zupełności wystarczy. W efekcie dążysz nie do zadowolenia "siebie" lub innych ludzi, lecz do zadowolenia tego parszywego wewnętrznego krytyka co jest niezwykle trudne.

Grafik więc z jednej strony czuje się samowystarczalny jeśli chodzi o negatywny feedback a co za tym idzie - nie chce słuchać dodatkowego wytykania błędów. Z drugiej zaś strony zaczyna interpretować każdy neutralny komentarz jako negatywny. Odpycha od siebie nauczycieli, oceniając ich predyspozycje i portfolio. Często ignoruje dobre rady wypowiedziane przez średnio zaawansowanych grafików. Właściwie to ignoruje wszystkie rady, bo w ogóle nie radzi sobie z krytyką. Identyfikuje się z własną pracą, przez co jeśli ktoś ją podważa, to zaczyna się chwiać jego poczucie własnej wartości.  Więc mimo, że nie stosuje się do porad to i  tak reaguje na każdą opinię emocjonalnie - przejmuje się tym co piszą inni.

Skoro więc konstruktywna krytyka dostarcza nam tylu negatywnych emocji, czemu wciąż poddajemy się ocenie?
Moim zdaniem publikujemy, bo zawsze jest szansa otrzymania pozytywnych opinii. Chcemy usłyszeć coś dobrego.  I trzeba umieć to przyznać. Liczymy, że pozytywne komentarze podbudują nam samoocenę i jednocześnie albo zadowolą, albo uciszą niespokojnego wrednego krytyka tkwiącego nam w głowie.

Zabawne jest też to, ze mimo wszystko superego ma jakiś system samozachowawczy i gdy otrzymujesz zbyt dużo negatywnych opinii to staje w Twojej obronie usprawiedliwiając się:  Wiem, że mogę zrobić to lepiej, ale >jeszcze< nie potrafię. Ma on wysokie mniemanie o Twoich możliwościach i predyspozycjach, oraz stara się wyjaśnić sobie i otoczeniu, dlaczego te wysokie wymagania nie są jeszcze spełnione. Będziesz więc wykręcać się tym, że dopiero zacząłeś, że szkoła jest absorbująca, że nie masz czasu.

Sama pamiętam, jak tłumaczyłam się przed ludźmi w ten sam sposób. Pamiętam nawet, że dostawałam naprawdę długie komentarze z tym, co mogłabym poprawić i zmienić. Ciekawe jest jednak to, że mimo iż czytałam te komentarze, i wydawało mi się, że je rozumiem - ich treść po prostu do mnie nie trafiała. Jakiś czas temu przejrzałam pobieżnie swoją teczkę na maxie3d, i nadziwić się nie mogłam jak dużo naprawdę pomocnych komentarzy tam dostawałam. Teraz je >rozumiem<. Wtedy nie do końca wiedziałam o czym oni do mnie mówią, reagowałam dziecinnie i impulsywnie tłumacząc się i wykręcając. Dlatego właśnie krytyka, zwłaszcza na wczesnych etapach rozwoju nie ma zupełnie sensu. Najwyraźniej do otrzymywania konstruktywnej krytyki trzeba po prostu dojrzeć.

Skąd takie przemyślenia? Od jakiegoś czasu znajomi podsyłają mi swoje grafiki do skomentowania Podsyłają i pytają, co ja o nich myślę. Mogę spędzać z pół godziny, nad każdą pracą, analizować, zaznaczać błędy, sugerować co można by poprawić, generalnie dokonywać konstruktywnej krytyki. Zmarnowałam na to dużo czasu i energii by w końcu dojść do wniosku, że to jest totalnie bezsensowne. Oni nie wprowadzają korekt, nie robią więcej niż dwóch poprawek, w sumie rzadko  poprawiają cokolwiek. I zawsze mam wrażenie, że są na mnie obrażeni lub niezadowoleni moją opinią :P Zdaję sobie sprawę, że sama reagowałam tak samo, jak byłam po drugiej stronie :P Wysyłałam znajomym obrazki, licząc, że powiedzą coś dobrego, a dostawałam krytykę którą miałam gdzieś :P Mimo wszystko pozory rozwoju były zachowane, bo ciągle podsyłałam nowy crap do skomentowania.
Więc teraz, jako komentator, po kilku miesiącach zmagań dochodzę do wniosku, że jedyne co jest dopuszczalne w takich sytuacjach to pozytywny feedback. Przez długie lata myślałam, że pozytywny feedback to konstruktywna krytyka podana na tacy w miły sposób. Wierzyłam, że konstrukcja "kanapki" się sprawdza - czyli chwalimy za coś, potem wytykamy błędy a potem mówimy znowu coś pozytywnego, żeby załagodzić te negatywy (jest na taką budowę komentarza jakaś bardziej fachowa nazwa, ale totalnie wyleciała mi z głowy) Ale tak naprawdę ta zasada się nie sprawdza. Stosunek zapychaczy do właściwej treści jest 2:1. I takie komentarze są uznawane albo za zbyt sympatyczne albo za zbyt czepialskie (kiedy odwróci się proporcje pozytywów do negatywów), a im dłuższy komentarz i im więcej starasz się przemycić konstruktywnej krytyki, tym bardziej nijaka będzie Twoja postawa i tym mniejszy ładunek emocjonalny niesie. Jak masz komentarz jednozdaniowy, to go przyswajasz szybko i klarownie. Jak masz komentarz na 3 akapity, to 80% treści wyparuje i nie zostanie przyswojona.
Z kolei krótkie i związłe komentarze są uważane albo za haterstwo albo za bezwartościowe lizanie tyłka.
Dlatego w naszym graficznym środowisku portale jak deviantart są uważane za przedszkole, bo wszyscy się tam zachwycają nawet totalnym crapem (co jest w dużym stopniu spowodowane bardziej społecznym aspektem portalu i tym że jakieś 80% użytkowników to dzieciaki), więc nie ma co liczyć na konstruktywną krytykę... z kolei na max3d.pl pokazuje się swoje twory przed lożą szyderców, żeby szanowna zmieszała je z błotem. Warto uczestniczyć na obu, bo jeden motywuje, a drugi uczy pokory, ale żaden tak naprawdę nie rozwija Ciebie jako twórcy.

Czym więc tak naprawdę jest pozytywny feedback? Moim zdaniem jest on podkreślaniem samych dobrych cech obrazka z ignorowaniem błędów. Jest to dobre z wielu powodów:
  • motywuje twórcę do dalszego pracowania nad obrazkiem w przeciwieństwie do konstruktywnej krytyki, która do tego zniechęca. Przykład: jak powiem same miłe rzeczy o grafice to znajomy potrafi posiedzieć nad nią dodatkowe 2,3 godziny, mimo że naprawdę nie trzeba. A jak wskażę mu błędy, powiem co i w jaki sposób ma poprawić żeby było lepiej to... w dziewięćdziesięciu procentach przypadków - zostawia obrazek mówiąc "a, dobra, to zrobię następnym razem lepiej". Nawet nie próbuje wprowadzić zasugerowanych zmian :D I racja, sama reaguję tak samo: jak ktoś mi mówi, żebym zrobiła tło (którego nie cierpię robić) poprawiła rękę (nie cierpię rysować dłoni) i zrobiła rimlight na nowo bo jest zbyt konturowy... to autentycznie mi się odechciewa. A jak ktoś mi mówi "zostaw już ten obrazek, jest dobrze!" to spędzam nad nim dodatkowe 3 godziny. Tak na przekór :P Dzieje się tak chyba dlatego, że w tej negatywnej sytuacji wydaje Ci się, że musisz "obrazek ratować" i że prawdopodobnie Ci się to nie uda, więc szkoda czasu na poprawki. Zasada ta sprawdza się w 90% wśród ludzi którzy podsyłają mi grafiki do oceny.
  • pogłębia dobre cechy twórczości autora -  poprzez podkreślanie unikatowych cech obrazków możesz wskazać autorowi cechy warte rozwijania. Dzięki temu autor wie, że jest na drodze z wieloma możliwymi wyjściami.
  • twórca nie skupia się na błędach - dzięki czemu jest większa szansa, że będzie eksperymentować, próbować nowych rzeczy.
  • autor staje się bardziej świadomy i pewny siebie - co pomaga mu w podejmowaniu racjonalnie dobrych decyzji. Staje się zdeterminowany i pozytywnie nastawiony na rozwój.
  • pozostawia krytyka i autora w dobrych relacjach  
Jak widać, pozytywny feedback niesie ze sobą znacznie bardziej pozytywne wartości niż konstruktywna krytyka, nawet ta w formie "kanapki". Wiem, że może to wydawać się trochę naiwne, jak się o tym czyta, ale moim zdaniem krytyka powinna pomagać. A nie demotywować, zmuszać do pracy, zmuszać do nauki.  To po prostu rodzi negatywne emocje, frustrację i poczucie beznadziei, zwłaszcza jak krytyk jest to bólu szczery.

Komentarze negatywne na dodatek mają znacznie większe pole rażenia niż pozytywne. Możesz otrzymać 100 pozytywnych komentarzy, ale Ty i tak zapamiętasz te 2 negatywne, które odebrały Ci chęci. Mało tego: im dłuższy komentarz, tym jest mniej skuteczny - nawet mega dobra krytyka z odniesieniami do źródeł, z których można się uczyć lub czerpać inspirację, jest nieskuteczna i nie daje rezultatów bo w tych przypadkach następuje coś co ja sama nazywam "przeładowaniem treścią". Młodzi graficy dowiadują się jednej niesamowitej rzeczy, i są nią tak przejęci, że reszta komentarza mimo, że przeczytana, to nie zostaje zrozumiana, bo mózg dostał zbyt dużo informacji na raz. Szczerze mówiąc, ja jeszcze teraz wracam do komentarzy Gutka z przed dwóch lat, i za każdym razem wyłapuję coś nowego, mimo, że czytałam te komentarze wiele razy ;P Jak dostawałam taką krytykę w momencie kiedy ledwo odkryłam tryby mieszania warstw w Photoshopie, to te komentarze były dla mnie naprawdę napisane językiem kosmity :)
Wiedzę trzeba dozować. Małymi porcjami. I nie można oczekiwać od młodego grafika, że jak 3 razy się mu powie, że perspektywa jest zła, to że nagle zacznie robić ją dobrze. Jeden długi komentarz wyjaśniający problem tylko PORUSZA ten problem. Nie zastąpi rocznego kursu perspektywy, przeczytania książki na temat ze zrozumieniem i 100 godzin praktyki. To musi trwać. I przede wszystkim sam grafik musi dojrzeć do zmierzenia się z tym problemem.

Kiedy krytyka jest dobra i zaczyna przynosić Ci i innym ludziom korzyści?
Moim zdaniem, krytyka jest bardziej wymysłem, który pomaga publice niż autorowi. Ludzie oceniając, i analizując czyjeś błędy SAMI się na nich uczą. A pozostali użytkownicy, którzy nie udzielają się w dyskusji, analizują i pracę i ocenę  i wyciągają z tego wnioski. I teraz gorzka prawda: to ile dany autor zrozumie z otrzymanej krytyki to jest totalna ruletka. Tak jak mówiłam, autor ma wewnętrznego krytyka, który "wie lepiej" i "się tłumaczy". Na dodatek, każda osoba ma zupełnie indywidualne podejście do życia. Ma inne doświadczenia, wspomnienia, przeszłość. A to ona warunkuje to, jaki mamy charakter i ile jesteśmy w stanie przyswoić.

Znam ludzi, którzy zamiast publikować na maxie, po prostu czytają cudze wątki. Uczą się na nich. To lepsze niż bezosobowa książka. I to jest dla nich dobre. Ale niekoniecznie dobre dla samych twórców, którzy zlinczowani regenerują siły na hurraoptymistycznych portalach typu deviantart (polecam xD)

Warto więc to sobie uświadomić, że krytyka dosłownie mija się z celem (omija adresata), i wraca do autora krytyki i pozostałej publiczności jak bumerang.
Sytuacja ta może się zmienić tylko pod  jednym warunkiem. Kiedy świadomie prosimy o pomoc przy czymś KONKRETNYM. Masz problem z rysowaniem teł? Poproś kogoś kto umie o krótki instruktaż. Kiedy prosisz o coś konkretnego, łatwiej jest Ci się skupić. Lepiej świadomie zaakceptować, że coś Ci nie idzie niż wysyłać ogólnie obrazki do skomentowania. Ale do takiego podejścia też trzeba po prostu dojrzeć.

Obcy ludzie więc będą się uczyć na Twoich błędach.. a Ty będziesz się uczyć na cudzych. Nie patrz na własne błędy i nie rozpamiętuj ich bo to destrukcyjna pożywka dla parszywego wewnętrznego krytyka którego karmisz i tak już od dawna.

Co robisz po otrzymaniu krytyki?
Ja zwykle się z nią potulnie zgadzam, i podkreślam że wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć. I co dalej? Nie poprawiam obrazka. Chyba że:
a) jakiś wymiatacz zrobi mi overpainta, i pokaże, że moja grafika ma potencjał do bycia czymś naprawde lepszym
b)  ktoś wytknie mi błąd którego sama nie zauważyłam
c) co najmniej 5 osób wytyka mi ten sam błąd o którego istnieniu wiem, wtedy się wkurzam, poprawiam i wrzucam poprawione
Z całą resztą krytyki się po prostu zgadzam, i obiecuję że "następnym razem będzie lepiej". Rzadko kiedy jednak te rady są pomocne przy "następnym razie", bo generalnie otrzymuje się komentarze dotyczące tego co by można poprawić w konkretnym obrazku...

Droga od publikacji pierwszych szkiców wygląda mniej więcej tak:
Publikujesz kolorowy crap, wszyscy Cię chwalą, cieszysz się, pracujesz dalej ale po pewnym czasie zaczynasz się denerwować, że traktują Cię zbyt łagodnie więc...
Publikujesz nieco mniej kolorowy crap, i mówisz, że chcesz dostać KONSTRUKTYWNĄ krytykę. I ją dostajesz. W dużych ilościach. I czujesz się w pewnym momencie jakbyś był w pułapce bo bombardują Cię komentarzami typu: anatomia spieprzona, perspektywa zła, kolor zdechły.
Zbierasz siły na następne obrazki, starasz się, wiesz, że idzie Ci lepiej, myślisz, że "teraz im pokażesz", i publikujesz nieco poważniejsze grafiki, prosząc o ZMIESZANIE Z BŁOTEM. I oni serio mieszają Cię z błotem. A jaka jest Twoja reakcja? TŁUMACZYSZ SIĘ.

Więc jak? Krytyka obrazka w ogóle nie ma sensu?
Moim zdaniem ma sens, ale inny niż zakładamy. Pisemna krytyka, otrzymywana  nawet w ogromnej ilości nie trafia do adresata, albo trafia do niego z dużym opóźnieniem czasowym. Warto to sobie uświadomić i nie złościć się, że ktoś nie stosuje się do Twoich sprawdzonych rad, i nie złościć się jak otrzymujemy złote rady od innych. Trzeba pamiętać, że krytyka powstaje w dobrej wierze i z dobrymi intencjami. To czy nam się to przyda, zależy od nas, ale warto brać pod uwagę to, że ludzie poświęcają Ci swój czas i energię. Jeśli więc jesteś wytrwałą osobą to taka krytyka pomoże Ci poprawić grafiki do portfolio, oczywiście pod warunkiem, że będziesz te poprawki wprowadzał co jest NIEZWYKŁĄ wręcz rzadkością. W każdym innym przypadku mimo dobrych chęci krytyków krytyka kierowana do Ciebie może wzbudzać emocje ale nie będzie Cię rozwijać.

Oczywiście gdyby wszyscy doszli do tych samych wniosków co ja, to fora byłyby opustoszałe. To się nigdy nie stanie, bo zanim ktoś do tych wniosków dojdzie, to przeżyje parę lat otrzymując konstruktywną krytykę którą ma gdzieś. Twórcy potrzebują publiki. A publika potrzebuje dyskusji. Portale jednak mają jedną cechę której nic nie zastąpi: gromadzą dużo ludzi z jednej branży pod jedną banderą. To buduje mikrospołeczność, i to jest dobre. Poznajesz ludzi myślących podobnie, więc skorzystaj z tego, rozwijaj te znajomości, i zobacz jak daleko można pójść jeśli się wzajemnie motywuje i wyznacza nowe poprzeczki.

Ludzie po prostu nie wiedzą o co proszą. To tak jak mówił Ford. "Jeśli zapytałbym czego ludzie chcą, odpowiedzieliby, że szybszego konia". Więc co jest lepsze od konstruktywnej krytyki obrazka?


Moim zdaniem dużo lepiej spisuje się krytyka ogólna, czyli jak ktoś stara się ocenić całą Twoją teraźniejszą twórczość a nie poszczególne obrazki. Wyszukać patterny i podkreślać te blokujące Twój rozwój. Krytyka powinna globalnie wpływać na Twoje poczynania. Powinna wskazać Ci obszary z którymi masz problemy. Tego typu komentarze możesz dostać zarówno pisemnie (np. ludzie na forach trafnie i szybko są w stanie wskazać Twoją "comfort zone") ale lepszej jakości krytykę da Ci jakiś inny grafik, w bezpośredniej rozmowie. Ktoś kto Cię zna dłużej ale potrafi przekazać wiele cennych informacji. To jest ważne, żeby poznać jak Twoje poczynania wyglądają z cudzej perspektywy. Uczysz się wtedy dystansu do siebie, i często masz dużo motywacji, żeby próbować nowych technik. Takie rozmowy to nie są dwa, trzy zdania. Zwykle są to przegadane godziny ze znajomymi. Tylko żeby coś z tego wyciągnąć, trzeba być naprawdę otwartym na krytykę i pokornym w stosunku do siebie i osoby która poświęca Ci swój cenny czas.
Osobiście cenię sobie taką formę krytyki najbardziej. Jest bezpośrednia. I bardziej spersonalizowana do Twojej osoby. Tak naprawdę to jest bardziej trening niż krytyka. Trening charakteru i próba zmienienia podejścia do tego co i w jaki sposób się robi. Tu przy okazji chciałabym bardzo mocno podziękować zarówno Gutkowi, jak i Tomkowi, którzy mają naprawdę dużo cieprliwości do mnie, i naprawdę dziękuję im za ten czas poświęcony na obgadywaniu moich problemów z formą, kolorem, bryłą, perspektywą. Tak naprawdę to dopiero odkąd zaczęłam takie rozmowy prowadzić z Tomkiem zeszłego roku, mimo że przyszło mi to opornie (moja duma, frustracja, złość i emocjonalność naprawdę blokowały dostęp do wszelkiego rodzaju >PRAWDZIWEJ< krytyki.) Po wielu kłótniach, w końcu jestem w miejscu akceptującym nowe sugestie, nowe rozwiązania. I dopiero takie treningi sprawiają, że autentycznie czuję skoki jakości. Dopiero teraz czuję, że się naprawdę rozwijam.


Dlatego prosta konkluzja:
Konstruktywna krytyka rozwija osobę krytykującą oraz inne osoby śledzące dyskusję.
Pozytywny feedback rozwija i motywuje grafika, do którego jest kierowany.
Do otrzymywania krytyki trzeba dojrzeć.

Osobiście uważam, że ważniejsze na drodze rozwoju jest uczenie się nowych rzeczy niż skupianie się na naprawianiu błędów. A krytyka przede wszystkim opiera się na wytykaniu błędów, znajdowaniu problemów i proponowaniu rozwiązań. Poprawianie błędów to patrzenie do tyłu. Uczenie się nowych technik to patrzenie do przodu. Nikt zbyt szybko nie poszedł do przodu, ciągle naprawiając stare błędy. Za to zauważyłam, że jeśli czasem przymknie się oko na błędy a zacznie się iść w nieco innym kierunku niż dotychczas to.. te błędy same zanikają. Dlatego, nie traćcie czasu na patrzenie w tył. Eksperymentujcie!



I na samo zakończenie mądrość Konfucjusza:
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. 
Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.


Pozdrawiam, 
Telthona

8 listopada 2012

Bycie perfekcjonistą boli || Artykuł

Każdy z nas ma jakieś cele. To, czy je osiągniemy i w jakim tempie zależy tylko od naszego charakteru. Te kilka akapitów poświęcę na ukazanie wad i zalet bycia perfekcjonistą. (Oczywiście żaden ze mnie psycholog, ale nie trzeba nim być by zauważyć pewne schematy, którymi podążamy jako perfekcjoniści. Zapraszam do lektury, i nie bądźcie źli, jeśli niechcący nacisnę komuś na czuły punkt. Taka nasza natura, że nie lubimy być krytykowani ;))

Artysta to charakter. Nie umiejętności.
Jesteś artystą nie dlatego, że posiadasz umiejętności, a dlatego, że masz charakter który pozwolił Ci te umiejętności rozwinąć. Wszystkiego DA SIĘ WYUCZYĆ. Różnica polega na tym, że jak uczysz się z własnej woli, to osiągasz więcej niż kiedy uczysz się z przymusu. Ta "własna wola" to właśnie Twój talent. (który często mylony jest z umiejętnościami)
 
Nigdy nie uważałam się za artystkę. Słowo >artysta< zawsze miało dla mnie jednocześnie niesamowicie pejoratywny wydźwięk ("ci wszyscy ARTYŚCI po szkołach PLASTYCZNYCH") i oznaczało dla mnie coś niedostępnego. (patrzyłam na prawdziwych artystów na ASP (tak, zdarzali się tacy, nawet jeśli nie lubiłam ich jako ludzi, to jako artyści przedstawiali bardzo wysoki poziom) i wiedziałam, że nigdy nie będę wystawiać w galeriach, nigdy nie będę jedną z nich) Długo nie rozumiałam, dlaczego na ASP nie uczą nas żadnych technik czy warsztatu. Jeden z profesorów powiedział mi, że skoro tu jestem, to znaczy że już wszystko >umiem<. Dopiero na 3cim roku doszło do mnie, że oni nam po prostu prali mózgi szlifowali charaktery. Bo to charakter jest ważniejszy. Nie jakieś tam umiejętności. Jeśli jesteś zdeterminowany, umiejętności przyjdą same.

Co ciekawe, słowo >artysta< jest równie często używane w branży rozrywkowej jak i na rynku dzieł sztuki współczesnej mimo, że znaczy zupełnie co innego w tych dziedzinach, dlatego dla wygody pisania umówmy się, że wszyscy ludzie mający kreatywne skłonności są artystami. (Kreatywne: czyli stwarzają coś nowego z tego co już jest). Moja mama jest artystką w układaniu kwiatów. Moja siostra lubi urządzać wnętrza. Moja druga siostra jest fotografem. To co czyni z nas artystów to nie poziom umiejętności, a kreatywność i charakter, który mobilizuje nas do tworzenia.
Osoba kreatywna to taka, która wciąż potrzebuje nowych bodźców, wciąż próbuje od nowa. Nawet jeśli chwilowo jest zadowolona z własnej pracy, zawsze powraca niedosyt, który napędza kolejną falę frustracji mobilizującą do dalszych prób. Ten kto przestał próbować, spoczął na laurach. Ten kto ciągle próbuje, ciągle się uczy. Motorem napędzającym tą machinę jest perfekcjonizm. Dążenie do SUBIEKTYWNEJ doskonałości. Uważam, że każda kreatywna osoba ma w sobie wiele perfekcjonizmu, ale objawiać się może on w różnoraki sposób.   

Perfekcjonista to osoba, która utożsamia się z tym co robi. Ma pasję do jakiejś dziedziny, i stara się osiągnąć w niej wszystko. Duży nacisk kładzie na rozwój. Wie, że osiągnięcie celu wiąże się z ciężką systematyczną pracą. Wie, że to musi trwać. Ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że rozwija się powoli, stara się przyspieszyć ten proces, kombinuje jak chodzić na skróty. Często perfekcjoniści są niecierpliwi, nigdy nie zadowoleni z własnych efektów, mają albo zaniżone poczucie własnej wartości albo wręcz przeciwnie, zawyżone. Mają wrażenie że ciągle muszą udowadniać sobie i otoczeniu, że są wartościowi. Interesują się tym, co myślą o nich inni. Często skupiają się na dosyć wąskich dziedzinach wiedzy i umiejętności by osiągnąć w nich subiektywną doskonałość. Niemal zawsze łączą swoją pasję z życiem osobistym. Mają wysokie poczucie konkurencyjności. Ludzi ze swojej dzidziny traktują jako konkurentów, potencjalne źródła wiedzy ale również jako przyjaciół (perfekcjoniści mają skłonności do przyjaźnienia się z innymi perfekcjonistami bo rozumieją swoje problemy lepiej niż inni ludzie)

Czy jesteś perfekcjonistą?
Test na perfekcjonizm (jeśli przynajmniej 5 stwierdzeń brzmi Ci znajomo, to zdałeś test. Jeśli uznasz wszystkie za swoje, to Ci współczuję) :
♦ Wymagam od ludzi dużo, a od siebie jeszcze więcej
♦ Żyję w stresie, bo stres mnie napędza.
♦ Moja praca to ja.
♦ Moja praca to moja pasja.
♦ Nie zadawalam się półśrodkami.
♦ Wszystko musi być perfekcyjne.
♦ Kocham swoją pracę.
♦ Chyba jestem pracoholikiem.
♦ Praca jest ważniejsza niż odpoczynek.  
♦ Robię więcej niż muszę.
♦ Nie mam czasu na rozrywki, >muszę pracować< (w weekend)
♦ Kolejne zlecenie? Co prawda jeszcze tamte dwa nie skończone, ale dobra! Lubię wyzwania!
♦ Pracuję 7 dni w tygodniu. To naturalne.
♦ Nigdy nic nie jest skończone.
♦ Nie wiem kiedy byłem ostatnio na wakacjach.
♦ Chcę być najlepszy.
♦ Powinienem teraz siedzieć w domu i expić (piątkowe piwo ze znajomymi)
♦ Nie jestem uzależniony od komputera.
♦ INTERNET NIE DZIAŁA?! JAK JA MAM PRACOWAĆ!?
♦ Nie obchodzi mnie co inni o mnie myślą.
♦ Może założyć FANPAGEA na facebooku?
♦ Może zapiszę się na jakiś kurs.
♦ Kursy są za drogie, lepiej pocrunchuję w domu.
♦ Muszę poprawić portfolio (przed wysłaniem CV do firmy)
♦ Muszę ZROBIĆ folio (2 miesiące od niewysłania CV do firmy)
♦ Jestem beznadziejny.
♦ Boże, taki crap na neta wrzucam a oni i tak się zachwycają :/
♦ Boże, ja TO wrzuciłem do folio? Pijany byłem czy co?
♦ Muszę wyczyścić galerię na stronie, bo siara straszna.
         
Pułapki perfekcjonizmu.
  • Strach przed przeciętnością. - chcesz być coraz lepszy w tym co robisz. Czujesz presję, że powinieneś szybko się rozwijać. Nie czujesz satysfakcji jeśli każda następna praca nie prezentuje wyższego poziomu niż Twoje wcześniejsze prace.
  • Overthinking - obmyślanie co by było gdyby. Zwykle pesymistyczne myślenie na temat tego jak inni ludzie mogli odebrać dane zdarzenie, sytuację. Zakładanie apokaliptycznych wersji zdarzeń i wyolbrzymianie każdej porażki która Cię spotka. Stan paniki. Przykład: "Nie odpisali z firmy do której wysłałem portfolio.. Cholera, powinienem z tym poczekać, mogłem poprawić kilka prac przed wysłaniem, a w sumie to mogłem zrobić jeszcze dwie nowe.. mogłem nie wysyłać, a tak to jestem już tam spalony." albo "o niee, nie radzę sobie z tym zadaniem, cały tydzień próbuję i próbuję i mi nie idzie, w koncu przenieśli to zadanie na innego grafika, z pewnością są mną rozczarowani, jak tak dalej pójdzie to mnie wyrzucą"
  • Stawianie sobie zbyt wygórowanych wymagań. - chcesz robić więcej niż od Ciebie wymagają. Więcej i lepiej. Ponieważ jednak czasem nie starcza Ci czasu na zrobienie wszystkiego tak dobrze jak TY byś chciał, pojawia się poczucie frustracji i niezadowolenia z oddanego produktu.
  • Zazdrość - widzisz różnice między swoją galerią a galerią X? Perfekcjonista będzie wyolbrzymiał zalety innych, a sobie będzie wyolbrzymiał wady. Będzie szukać informacji ile X ma lat i jak długo pracuje w branży, by wytłumaczyć sobie czemu jest aż tak lepszy. Wkurza się jak ktoś młodszy radzi sobie lepiej, ignorujac multum starszych od siebie ludzi którym nie idzie tak dobrze jak jemu. Postrzegasz siebie jako kogoś gorszego niż inni? To właśnie zazdrość. Jest toksyczna, bo w zbyt dużej ilości może dobrowadzać do depresji.
  • Prokrastynacja (to już omówiliśmy :) )

Różne twarze perfekcjonizmu
Poniżej kilka typowych przykładów perfekcjonistów. (typy wzięte z życiowych subiektywnych obserwacji)
(Niektórzy całe życie są jednym typem, niektórzy ewoluują z typu do typu, a niektórzy mieszają typy ze sobą, powodując jeszcze bardzo wybuchową mieszankę. Jeśli uważacie, że znacie jakiś dodatkowy typ, walcie śmiało opis :P)

Nauczyciel - perfekcjonista cieszący się tym, że może doradzać innym. Chętnie dzieli się swoją wiedzą, niczego w zamian nie oczekuje, bo wie, że sam osiągnął dużo dzięki bezinteresownej pomocy innych. Widzi okazję do poprawienia i utrwalenia swoich umiejętności niemal w każdych okolicznościach. Utwierdzony w przekonaniu, że ucząc innych przy okazji utrwala swoją wiedzę. Cieszą go sukcesy innych równie mocno jak jego własne. Sam wie, że rozwój trwa całe życie, i że wciąż może się jeszcze wiele nauczyć, ale nie lubi kiedy ktoś podważa jego autorytet poprzez krytykowanie jego pracy.

Zawodnik - ma poczucie życia w wyścigu. Nie dzieli się wiedzą, skupiony jest na sobie i na własnych celach. Kiedy ktoś stara się mu pomóc, zwykle uważa taką osobę za podejrzaną. Uważa, że nikt nie pomaga bezinteresownie. Unika mówienia o sobie, ale chętnie wyciąga informacje od innych. Łatwo ocenia ludzi z tej samej branży. Zwykle nie zauważa ludzi na niższym poziomie niż jego własny. Łatwo wytyka błędy innym, za to nie przejmuje się krytyką kierowaną w jego stronę.

Panikarz - ciągle w biegu, ciągle spóźniony. Bierze na siebie więcej niż jest w stanie unieść, a potem nie śpi i nie je ze stresu. Łatwo popada w stan beznadziei. Często opada na dno z powodu braku motywacji. Żywy kłębek nerwów.

Teoretyk - przeczytał (choćby pobieżnie) możliwie wszystkie książki na dany temat. Uznaje się za specjalistę. Teorię ma opanowaną w jednym palcu. Zna nazwiska, daty, terminy. Zachęca ludzi do czytania książek, których sam nie przeczytał do końca. Łatwo przychodzi mu ocenianie innych. Ma skłonności do uczenia innych. Czasem jego poziom praktyki nie odzwierciedla poziomu wiedzy na dany temat, co nie przeszkadza mu w tytułowaniu się specjalistą. W pewnym sensie może być hipokrytą, bo nie stosuje technik które poleca innym.

Samouk - brnie czasem nieco pod prąd. Ignoruje krytykę, złości się jak ktoś mu chce pomóc. Odstrasza bezinteresownych nauczycieli. Chce wszystko robić sam, dochodzić do wszystkiego własną drogą, we własnym tempie. Dumny ze swojej samodzielności i samowystarczalności. Bardzo osobiście podchodzi do tego co się powie o jego pracach. Z tego powodu bardzo często powtarza błędy, popada w rutynę i przykrywa to wszystko otoczką "stylu". Ma parcie na progres, może być systematyczny ale jego poziom stoi w miejscu i nie odzwierciedla czasu poświęconego na naukę. Skupiony na umiejętnościach, kiedy jedyne co go blokuje to charakter. Trudne przypadki mogą latami powtarzać te same błędy, z powodu nie doceniania krytyki i niechęci do zawdzięczania komukolwiek czegokolwiek.

Zegarmistrz - nigdy nie ma na nic czasu. Żeby wyjść z nim na piwo, musisz się umawiać na dwa tygodnie wstecz. Żyje według określonego grafika zadań, dzięki czemu nigdy się z niczym nie spóźnia.

Złota rączka - czego się nie dotknie - działa. Ma jednak problem z określeniem się. Jest niecierpliwy, dlatego często zmienia dziedziny. Wszystko mu wychodzi, więc nie jest w stanie określić co sprawia mu najwięcej frajdy. Chciałby w czymś być wybitnie lepszy, ale wszystko wychodzi mu tak samo dobrze. Ma to swoje zalety, np może próbować różnych rzeczy i nie ma poczucia straty czasu. Ale z drugiej strony, jeśli jest się od wszystkiego to jest się do niczego. Trzeba podjąć decyzję samemu, inaczej będzie się bimbać od jednej rzeczy do drugiej, przez co z niczego nie osiągnie się wyraźnego postępu.

Idealista - wymaga od siebie za dużo, więc nic dziwnego że wymaga też dużo od otoczenia. Szkoła działa gorzej niż przewidywałeś? Nauczyciel jest Twoim zdaniem niekompetentny? A reszta studentów nic w domu nie robi tylko imprezuje? Przywdziewasz więc pozę obrazobórczą, kipisz sarkazmem i ironią a wszystko dla iddylicznej idei >naprawienia systemu<. Najgorsza pułapka perfekcjonizmu, bo skazuje Cię jako jednostkę jawnie idącą pod prąd na (ostracyzm społeczny) społeczną izolację. Osoba postępująca w ten sposób często nie widzi różnicy między sobą a innymi ludźmi. Zakłada swoje działania jako jedyne słuszne i gardzi resztą świata która działa inaczej. Ma tendencje do wywracania zastanego burdelu do góry nogami, i mimo ze działa w dobrej wierze, jej działania często są destrukcyjne nie tylko dla otoczenia, ale przede wszystkim dla samej siebie. Uparcie wierzy w swój system wartości. Najbardziej skrajne echo perfekcjonizmu. Przeżyłam, nie polecam :P Jeśli ktoś ma podobnie: naprawdę sugeruję zmienić podejście i zająć się naprawianiem siebie. Bo to Ty jesteś popieprzony, a nie reszta świata.

Co robić żeby nie oszaleć?
Kończ projekty. Kończ obrazki. Będziesz mieć wtedy poczucie progresu. Rób od czasu do czasu coś tylko dla siebie. 

Kolekcjonuj skończone obrazki w jednym folderze, tak by mieć do niego łatwy dostęp przed wysyłaniem portfolio. Aktualizuj ten folder raz na kilka miesięcy, nawet jeśli nie zamierzasz zmieniać pracy. 

Nie bój się pomocy innych. Każdy ma coś wartościowego do powiedzenia. Nawet Twoja mama, która nie zna się na digitalu. 

Nie ścigaj się. Życie to nie wyścig. Jak będziesz się ścigał, to zobaczysz że życie zleci Ci strasznie szybko, i nikt nie będzie w stanie cofnąć zegara, by naprawić błędy i zacząć ŻYĆ.  

Znajdź sobie inne, dodatkowe i mniej stresujące zajęcie. Gotuj. Naucz się robić drinki. Rób kartki okolicznościowe. Lub wyrabiaj biżuterię. Bądź kreatywny bez stresu. Zobaczysz, że drobne sukcesy w dodatkowych dziedzinach dają wystarczająco dużo radości by zrównoważyć te depresyjne emocje z pracy :)

Walcz z zazdrością :) Najlepszym sposobem jest szczere zaprzyjaźnienie się z kimś z tego samego sektora wiedzy. Ciesz się jego sukcesami, i motywuj go gdy ma doła. Odwdzięczy się tym samym :)

Postaw sobie rozwój sam w sobie jako cel. Będzie to cel samospełniający się za każdym razem kiedy weźmiesz ołówek lub piórko tabletu do ręki.



Tyle mądrości na dzisiaj!
Pozdrawiam,
Telthona

4 listopada 2012

Progres prokrastynacji || Artykuł

Progres i prokrastynacja.Każda ambitna i pracowita osoba doskonale o tym wie. A  jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, to jesteś w błędzie.
Tym razem krótka refleksja na temat tego czemu pracujemy praktycznie non stop a i tak stoimy w miejscu. Czym jest prokrastynacja i jak z nią walczyć?
(Od razu pragnę zauważyć, że sama wciąż mam z tym ogromny problem, i ten post powstał bardziej z myślą o poruszeniu tego problemu niż o jego rozwiązaniu. Nie ma przepisu na to by zwalczyć prokrastynację do zera. To jest ciągły proces pracy nad sobą. Na końcu posta zamieściłam linka do  filmiku, uświadamiającego to i owo)

Prokrastynacja to tymczasowe, szybkie zajęcie, którym wypełniamy lukę czasu, która nam się tworzy między >teraz< a >skończenie TEGO projektu<. Projekt może być mały ale kłopotliwy (np. wykonanie dwóch ilustracji dla marudnego klienta) lub duży (np. zrobienie dyplomu z animacji ;)) Im większy projekt i im większe w nim pokładamy nadzieje, tym częściej będziemy go odkładać. Z różnych powodów. Z obawy przed porażką. Z niesprecyzowania działań. Z niewiedzy jak zacząć. Odkładamy wszystkie czynności przybliżające nas do skończenia projektu (np. konsultacje, spotkania z klientem) i robimy to w bardzo sprytny i złożony sposób, który mami nasz mózg, że robimy mimo wszystko coś pożytecznego w tym czasie, przez co łatwiej usprawiedliwiamy sobie winę i TYM CZĘŚCIEJ PROKRASTYNUJEMY. Prokrastynacją może być cokolwiek. Temperowanie ołówków. Porządkowanie biurka. Granie w gry komputerowe. Marnowanie mnóstwa czasu na youtubie czy deviantarcie. Te ostatnie mają to do siebie, że dodatkowo oszukujemy się, że robimy research, że się uczymy (oglądając tutoriale), że szukamy inspiracji, ale tak naprawdę jest to tylko zastępcze działanie, odraczające na później to co nieuniknione.

Przyczyny prokrastynacji:

♦ Perfekcjonizm. 
Perfekcjoniści za dużo od siebie wymagają, wyolbrzymiają porażki, mocniej przejmują się krytyką i bardzo osobiście podchodzą do tego co robią. Choć to może wydawać się dziwne, właśnie te pracowite jednostki są najbardziej podatne na prokrastynację z powodu nieodzownego stresu, który jest częścią ich życia. (Ponieważ to zagadnienie jest dosyć skomplikowane, poświęcę na nie odrębny artykuł, więc wrócimy do tego tematu później)

♦ Słomiany zapał.
Dotyczy wszystkich ambitnych osób, które nie potrafią realnie ocenić sił na zamiary. Zwykle polega to na schemacie:
Bodziec → Entuzjazm → Akceptacja → Praca (ok 30% całości) → Refleksja (ile jeszcze przede mną) → Spadek entuzjazmu → Prokrastynacja.
Często działałam pod impulsem, co powodowało późniejsze rozczarowania. Zwykle miałam coś takiego po otrzymaniu maili z ofertami pracy od potencjalnych klientów. Człowiek czyta o projekcie, entuzjastycznie do niego podchodzi, wydaje mu się, że to może być coś super do portfolio, godzi się na głodowe stawki, lub zaniża stawki by nie odstraszać prywatnych klientów, a potem ma takich projektów 4 jednocześnie, i nie nadąża z żadnym bo do każdego ma minimum 5 grafik do zrobienia.. A potem nie wiadomo z czego rezygnować. Bo żaden z 4rech projektów nie jest jakoś bardziej pchnięty do przodu.

Ludzie odkładają pewne rzeczy na później, lub nawet odpuszczają tą część która sprawia im problemy tylko dlatego, że zdają sobie sprawy ile pracy jeszcze ich czeka. Widmo >nawału pracy< jest bardzo przytłaczające, i nic dziwnego, że człowiek ucieka od pracy w prokrastynację.

♦ Rutyna.
"Everyday I'm crunching"  przenika naturalnie do naszego życia, i staje się częścią akceptowalnej rutyny. Przyzwyczajasz się do tego, że cały czas masz coś do zrobienia, aż przestajesz na to reagować właściwie. Praca 7 dni w tygodniu to brak weekendów więc żeby nie oszaleć, odkładasz zadania na później by doświadczyć choćby chwilowej ulgi. Rutyna znaczy, ze zaczynasz pracować schematycznie i bezrefleksyjnie. Twoje działania są przewidywalne, mylnie utrzymujesz się w przekonaniu, że pracujesz systematycznie i non stop, ale tak naprawdę 80% tego czasu to prokrastynacja której nie zauważasz, bo stała się częścią Twojej codziennej rutyny. Jeśli uważasz, że pracujesz cały czas, bo siedzisz całymi dniami przy biurku, przy komputerze, to zacznij zapisywać sobie godziny w których przechodzisz do programu w którym naprawdę pracujesz, i zapisuj moment w którym minimalizujesz okno. Naprawdę, wyniki mogą Cię zaskoczyć. W pracy dyrektor projektu kazał mi mierzyć ile czasu robię dane koncepty, bo musiał opracować grafik ile czasu trzeba przeznaczyć na dane komponenty. Zdziwiłam się jak wiele jestem w stanie zrobić w ciągu 4rech godzin. 

♦ Nacisk na progres.
Mam wrażenie, że z żartobliwego podejścia do tematu, nagle pojawił się jakiś ogólny nacisk na POSTĘP. Nie wiem z czego to wynika, i szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć. Ja rozwijałam się we własnym zakresie i sama byłam sobie "batem i marchewką", czyli sama potrafiłam się motywować, nagradzać i robiłam wszystko w swoim ślimaczym tempie. A teraz w środowisku branżowym (dev, max3d, digart a nawet facebook (z powodu tworzenia FANPAGÓW artystów) wszyscy się cisną na progres. Ja się rozwijam, to niech ktoś się przyłączy i będziemy się okładać batem wzajemnie!! Po prostu pięknie :P Nie chcę nikogo tutaj krytykować, ale taki NACISK też do niczego nie prowadzi. Tylko do frustracji, bo zrobił się z tego tępy wyścig szczurów, i coraz mniej ludzi jest zadowolonych ze swoich postępów, a jak "biegną z kolegami" to tym bardziej odczuwają presję, bo porównują się między sobą, i jeśli komuś idzie lepiej, to cała reszta jest przepełniona goryczą. Chcą wskoczyć z poziomu <średnio zaawansowany> na "uber pro" i to przyćmiewa im całą resztę idei które można obrać sobie za cel.. Na dodatek każdy ma swoją własną subiektywną opinię o tym >kim jest wymiatacz<.

♦ Zbyt ambitne i dalekie cele do osiągnięcia.
Problem tkwi właśnie w obraniu dalekiego celu zamiast postawić sobie rozwój jako cel sam w sobie. Ja rozumiem że tzw. "crunching everyday" staje się częścią życia każdego z nas. Ale trzeba mieć też czas na rozrywkę, na rodzinę, na przyjaciół, na odpoczynek i na SEN. Im bardziej człowiek zmęczony tym więcej apokaliptycznych wizji się pojawia w umyśle. Niejednokrotnie mnie rozwalało, jak ktoś się wykręcał od wyjścia na piwo tym że musi expić, robić portfolio etc... kiedy był weekend, i kiedy wiedziałam że i tak będzie prokrastynować a nie robić to co powinien. 
Zabawne jest w prokrastynacji to, że ona nas trzyma blisko miejsca w którym powinniśmy robić projekt. Jeśli masz do zrobienia dyplom w Warszawie, to nie będziesz myśleć o przeprowadzce gdzieś indziej. Jeśli masz do oddania 4 ilustracje dla klienta, to będziesz przez 2 tygodnie siedzieć na dupie garbiąc się przed komputerem, mimo że na same ilustracje poświęcisz tylko 20, 30 godzin z tego czasu.

♦ Przemęczenie.
"Pracuję non stop, mam prawo odpocząć!" I zamiast wyjść z przyjaciółmi do pubu, do kina, do parku, pobiegać siedzimy dalej w środowisku w którym pracujemy więc nasze myśli ciągle wracają do projektu. Grasz w grę od 9 do 3 w nocy? A potem masz wyrzuty sumienia, że mogłeś w tym czasie zrobić coś pożytecznego. 

Jak sobie z tym poradzić?
Osobiście jestem zwolennikiem opinii, że powinno się pokazywać w miarę systematycznie to co się robi. Ale nie pokazywać TOTALNIE wszystkiego (wielu ludzi w ten sposób postępuje, i łatwo ocenić teczkę czy galerię takiej osoby, jak wrzuca wszystko, to znaczy że pracuje mało. Zawsze w kreacji występować muszą GORSZE prace. Gorsze koncepty. Gorsze szkice. Nieudane studia anatomiczne, nieudane coś tam. To jest naturalne że podczas tworzenia mamy gorsze dni, lub po prostu jesteśmy zmęczeni, albo coś nam wychodziło i to spieprzyliśmy po drodze. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że portfolio to jest jakieś 40% wszystkiego co się zrobiło. Najlepsze rzeczy. 

Jak zmienić podejście?
Kiedyś zarzekałam się, że nie lubię "kończyć" obrazków. Że nie mam do tego cieprliwości. Że wolę szkicować pomysły, bo zaczynanie prac idzie znacznie szybciej niż ich kończenie. Ostatnio zmieniłam podejście, i zamiast myśleć >muszę to wykończyć< myślę sobie >chcę zacząć to wykańczać<. Różnica jest taka, że jeśli zaczynanie idzie Ci łatwiej, to możesz to wykorzystać do kończenia poprzez dzielenie pracy na małe kawałki, które możesz zaczynać :) Nie myślisz o kończeniu dużego jpga, tylko o zaczynaniu następnego kawałka, który przybliża Cię do finishu. Może to niewielka zmiana, ale naprawdę pomaga zwalczać niechęć do doprowadzania prac do końca.

Kiedy następuje progres prokrastynacji?
Zwykle wtedy, kiedy zbyt mocno identyfikujesz się ze swoją pracą. Kiedy poświęcasz jej zbyt dużo uwagi i serca. Jeśli długo nie odnosisz w niej sukcesów, zaczyna Ci się się wszystko walić, bo chwiejne podpory determinacji w końcu puszczają. Jest to spowodowane wkładaniem ogromnej ilości czasu i energii w pracę, kiedy długo nie widać efektów. Takie coś od razu przechodzi, kiedy projekt trafia do sklepów i możesz w końcu pokazać swoją pracę :)

A na zakończenie daję Wam linka do video, opisującego w pigułce książkę "Nawyk Samodyscypliny" (naprawdę polecam obejrzeć to video!)


Jak macie jakieś własne sposoby, spostrzeżenia i może pomocne książki, dzielcie się w komentarzach :)

Edit: Dodaję tytuły książek, które wymieniliście w komentarzach jako bardzo pomocne :)
♦ "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Autor: Carnegie Dale. 
♦ "Metody NLP"  Autor: Gąsierkiewicz Ryszard
♦ "Nawyk Samodyscypliny" Autor: dr Neil Fiore (film podany powyżej jest recenzją tej książki w pigułce) 

Pozdrawiam, 
Telthona