Parę dni temu rozmawiałam ze znajomą na temat tego jak ludzie potrafią w szybkim tempie poczynić duże postępy. Ten temat poruszyłam jeszcze z innymi znajomymi. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że te rozmowy oscylowały trochę na jakichś takich depresyjnych terenach analizy porównawczej, bo inni to szybciej się uczą, mają lepsze pomysły, zaczęli bardzo młodo, odnoszą sukcesy, albo po prostu tworzą portfolio, które wbija w ziemię.
Co zabawne, żaden z rozmówców nie wydawał się zazdrosny. A skoro to nie zazdrość, to co to jest?
Moim zdaniem jest to frustracja.
Ludzie wyobrażają sobie, że w tej czy tamtej firmie jest super, że prowadzenie własnego projektu jest super, że uczęszczanie na zajęcia z rysunku jest super, że uczenie się nowych mediów jest super, że wszyscy ludzie w tej branży są super, że jeśli będzie się pracoholikiem z pasją, to wszystko będzie super, będziesz odnosić sukcesy w pracy, twoje prywatne projekty będą oryginalne i przykują uwagę, i życie będzie cudowne.
Oczywiście są to takie wydumane wyobrażenia, bańka pełna oczekiwań, i w momencie kiedy choćby jeden z puzzli powyższej układanki się nie pojawi, to cała konstrukcja się sypie. Dzisiaj ludzie oczekują więcej od życia, bo mamy łatwiejszy dostęp do dużej ilości pozytywnych i motywujących informacji. Historie o niesamowitych sukcesach od zera do bohatera przykleiła się nam gdzieś w podświadomości, przez co oczekujemy akceptacji na wszelkich możliwych płaszczyznach... oraz jesteśmy bardziej wyczuleni na podobnych nam ludzi dookoła. Widzimy jak ciężko pracują, widzimy że prą do przodu, a nam wydaje się, że stoimy w miejscu. Dlaczego?
Moim zdaniem, na takie coś są podatni głównie ludzie kreatywni, bo prawdopodobnie wyobrażają sobie więcej i bardziej szczegółowo, niż ludzie z mniej rozwiniętą wyobraźnią. W ten sposób dodajemy dużo informacji od siebie, i potrafimy się wczuć w miejsce danej osoby.
Co ciekawe, łatwiej nam dodać pozytywne szczegóły, o których się gdzieś słyszało i zapamiętało, niż negatywne. Trudno nam wyobrazić sobie "drugą stronę medalu", przede wszystkim dlatego, że graficy rzadko się dzielą negatywnymi przeżyciami publicznie w internecie. Dlaczego nikt tego nie robi? Bo to wstyd? Mieć własne zdanie? Bo żeby wytłumaczyć coś negatywnego potrzeba napisać kilka akapitów, a leniwi odbiorcy przeczytają tylko pierwsze dwa zdania i nie zrozumieją sedna sprawy? A może po prostu chcemy pokazywać się publicznie tylko z dobrej strony, żeby oszczędzić sobie nerwów przy głębszych dyskusjach?
Ludzie chwalą się tym co się dzieje dobrego w ich życiu, przemilczając wszystkie gorzkie momenty, które również przytrafiają się im od czasu do czasu, przez co mamy zakrzywiony obraz wszystkich dookoła, a sami myślimy że jesteśmy jedynymi osobami na tej planecie, które mają problemy.
A potem się rozmawia z X czy z Y, których cenisz jako artystów, i się okazuje że mają oni kryzys artystyczny, nie mogą rysować, nic ich nie cieszy a wszelki przejaw kreatywności w internecie tylko podsyca ich depresyjne nastroje. I wtedy przeżywasz jakiś dziwny rodzaj szoku, że OMG, wszyscy mają te same paranoje, wszyscy tak samo czują się niedoceniani, bez względu na to jak daleko zaszli. Wyobraźcie sobie, że takie myśli mają profesjonaliści ze stażem 5+ lat aktywnej pracy w branży.
Trawa jest zieleńsza zawsze po drugiej stronie płotu.
Myślicie, że jak dostaniecie się do firmy X to wasz przysłowiowy wyścig się skończył. A jest zupełnie inaczej, praca w firmie przy projekcie stanowi naturalne przedłużenie wyścigu. Możesz pracować dla fajnej firmy, ale przy projekcie który jest mniej ważny, albo takim który nie do końca satysfakcjonuje Ciebie jako artystę. Dodatkowo, nawet jeśli jesteś zadowolony z projektu to stoisz w wyścigu z innymi firmami i innymi projektami, które bezustannie są bombardowane przez recenzentów, letsplayerów, i graczy :D Ludzie czasem skaczą od firmy do firmy, nie dlatego że było im źle, ale dlatego, że chcą pracować przy lepszych projektach (lepszych, czyli takich które mają lepszy score na metacritiku ;P) a potem się okazuje, czytając wpisy na forach, że nawet te "lepsze gry" mają taką samą ilość haterów. Albo okazuje się, że dobry score na metacritiku jest okupiony stresem i wycieńczeniem pracowników. Wszystko jak to się mówi zależy od punktu widzenia. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie będziesz w 100 procentach usatysfakcjonowany, bez względu na to gdzie się znajdujesz i przy czym pracujesz.
Wszystko ma swoje "ciemne strony medalu", i nawet przez ułamek sekundy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Kiedy pracujesz przy nowym IP, masz wolność kreacji ale nie wiadomo od
czego zacząć, a przy znanym IP, masz uwiązane ręce do tego co już jest w
danym świecie, jedyne co możesz zrobić, to trzymac się kanonu, trochę
ten świat napompować i przyozdobić. Zawsze będzie Cię coś irytować, czy to zarządznie projektu, czy sam projekt, czy weterani którzy nie chcą się uczyć, bo przecież wszystko wiedzą lepiej. Albo art director będzie za mało zdecydowany, albo bedzie tyranem .. albo designerzy beda coś zmieniać po drodze, albo wręcz przeciwnie, niczego nie da się już dodatkowo wcisnąć - potencjalnych irytujących czynników jest wiele - ale to co widzą inni, to suche fakty. Fakty dobrze wyglądają. Dla kogoś kto jest freelancerem praca w studio może wydawać się czymś cudownym. A prawda jest taka, że jak zaczynasz pracę w studio, to otwierają się przed tobą zupełnie nowe płaszczyzny do eksploracji. To trochę jak taki dungeon - każde nowe pomieszczenie mieści nowe powody do frustracji. A jak zmieniasz dungeon (projekt, firmę, branżę,) nagle możesz zauważyć, że wcześniejsze potwory, były łatwiejsze do pokonania, niż tutejsze. "I tam mieliśmy darmową coca-colę, a tu trzeba płacić." (cytat zasłyszany od kolegi w pracy) :P
Kiedy znajoma z pracy dopytywała się mnie, co moim zdaniem warunkuje to, że ktoś będzie odnosił sukcesy w grafice, odpowiedziałam, że nauczenie się życia z nieustannym poczuciem frustracji.
Zaczęła się śmiać, że taka umiejętność przydałaby się wszystkim, nie tylko grafikom.
Ale taka jest prawda. Jeśli ktoś jest pracowity, ale zbyt przejmuje się krytyką to prędzej się podda, i zajmie się czymś innym. Cele mogą się zmieniać, za to frustracja zostaje. Nie ważne gdzie jesteś, co robisz, jak wysoko zajdziesz. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy od ciebie. Nigdy nie zdobędziesz 100% poparcia społeczeństwa, zawsze będą ludzie którzy mają jakieś "ale".
Dlatego czasem lepiej odpuścić sobie ogarnianie nowinek w sieci. Nie dopuszczać do tego by się zalać potopem grafik, które od razu oceniasz i porównujesz do swoich. Czasem warto się wyłączyć, "ignorować internety" i po prostu robić swoje.
A wy jak radzicie sobie z frustracją?
Pozdrawiam!
Telka :)








