Progres i prokrastynacja.Każda ambitna i pracowita osoba doskonale o tym wie. A jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, to jesteś w błędzie.
Tym razem krótka refleksja na temat tego czemu pracujemy praktycznie non stop a i tak stoimy w miejscu. Czym jest prokrastynacja i jak z nią walczyć?
(Od razu pragnę zauważyć, że sama wciąż mam z tym ogromny problem, i ten post powstał bardziej z myślą o poruszeniu tego problemu niż o jego rozwiązaniu. Nie ma przepisu na to by zwalczyć prokrastynację do zera. To jest ciągły proces pracy nad sobą. Na końcu posta zamieściłam linka do filmiku, uświadamiającego to i owo)
Prokrastynacja to tymczasowe, szybkie zajęcie, którym wypełniamy lukę
czasu, która nam się tworzy między >teraz< a
>skończenie TEGO projektu<. Projekt może być mały ale
kłopotliwy (np. wykonanie dwóch ilustracji dla marudnego klienta) lub
duży (np. zrobienie dyplomu z animacji ;)) Im większy projekt i im
większe w nim pokładamy nadzieje, tym częściej będziemy go odkładać. Z różnych powodów. Z
obawy przed porażką. Z niesprecyzowania działań. Z niewiedzy jak zacząć. Odkładamy wszystkie czynności przybliżające nas do
skończenia projektu (np. konsultacje, spotkania z klientem) i robimy to w bardzo sprytny i złożony sposób, który mami nasz mózg, że robimy
mimo wszystko coś pożytecznego w tym czasie,
przez co łatwiej usprawiedliwiamy sobie winę i TYM CZĘŚCIEJ
PROKRASTYNUJEMY. Prokrastynacją może być cokolwiek. Temperowanie
ołówków. Porządkowanie biurka. Granie w gry komputerowe. Marnowanie mnóstwa czasu na
youtubie czy deviantarcie. Te ostatnie mają to do siebie, że dodatkowo
oszukujemy się, że robimy research, że się uczymy (oglądając tutoriale),
że szukamy inspiracji, ale tak naprawdę jest to tylko zastępcze
działanie, odraczające na później to co nieuniknione.
Przyczyny prokrastynacji:
♦ Perfekcjonizm.
Perfekcjoniści za dużo od siebie wymagają, wyolbrzymiają porażki, mocniej przejmują się krytyką i bardzo osobiście podchodzą do tego co robią. Choć to może wydawać się dziwne, właśnie te pracowite jednostki są najbardziej podatne na prokrastynację z powodu nieodzownego stresu, który jest częścią ich życia. (Ponieważ to zagadnienie jest dosyć skomplikowane, poświęcę na nie odrębny artykuł, więc wrócimy do tego tematu później)
♦ Słomiany zapał.
Dotyczy wszystkich ambitnych osób, które nie potrafią realnie ocenić sił na zamiary. Zwykle polega to na schemacie:
Bodziec → Entuzjazm → Akceptacja → Praca (ok 30% całości) → Refleksja (ile jeszcze przede mną) → Spadek entuzjazmu → Prokrastynacja.
Często działałam pod impulsem, co powodowało późniejsze rozczarowania. Zwykle miałam coś takiego po otrzymaniu maili z ofertami pracy od potencjalnych klientów. Człowiek czyta o projekcie, entuzjastycznie do niego podchodzi, wydaje mu się, że to może być coś super do portfolio, godzi się na głodowe stawki, lub zaniża stawki by nie odstraszać prywatnych klientów, a potem ma takich projektów 4 jednocześnie, i nie nadąża z żadnym bo do każdego ma minimum 5 grafik do zrobienia.. A potem nie wiadomo z czego rezygnować. Bo żaden z 4rech projektów nie jest jakoś bardziej pchnięty do przodu.
Ludzie odkładają pewne rzeczy na później, lub nawet odpuszczają tą
część która sprawia im problemy tylko dlatego, że zdają sobie sprawy ile pracy
jeszcze ich czeka. Widmo >nawału pracy< jest bardzo
przytłaczające, i nic dziwnego, że człowiek ucieka od pracy w
prokrastynację.
♦ Rutyna.
"Everyday I'm crunching" przenika naturalnie do naszego życia, i staje się częścią akceptowalnej rutyny. Przyzwyczajasz się do tego, że cały czas masz coś do zrobienia, aż przestajesz na to reagować właściwie. Praca 7 dni w tygodniu to brak weekendów więc żeby nie oszaleć, odkładasz zadania na później by doświadczyć choćby chwilowej ulgi. Rutyna znaczy, ze zaczynasz pracować schematycznie i bezrefleksyjnie. Twoje działania są przewidywalne, mylnie utrzymujesz się w przekonaniu, że pracujesz systematycznie i non stop, ale tak naprawdę 80% tego czasu to prokrastynacja której nie zauważasz, bo stała się częścią Twojej codziennej rutyny. Jeśli uważasz, że pracujesz cały czas, bo siedzisz całymi dniami przy biurku, przy komputerze, to zacznij zapisywać sobie godziny w których przechodzisz do programu w którym naprawdę pracujesz, i zapisuj moment w którym minimalizujesz okno. Naprawdę, wyniki mogą Cię zaskoczyć. W pracy dyrektor projektu kazał mi mierzyć ile czasu robię dane koncepty, bo musiał opracować grafik ile czasu trzeba przeznaczyć na dane komponenty. Zdziwiłam się jak wiele jestem w stanie zrobić w ciągu 4rech godzin.
♦ Nacisk na progres.
Mam wrażenie, że z żartobliwego podejścia do tematu, nagle pojawił się jakiś ogólny nacisk na POSTĘP. Nie wiem z czego to wynika, i szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć. Ja rozwijałam się we własnym zakresie i sama byłam sobie "batem i marchewką", czyli sama potrafiłam się motywować, nagradzać i robiłam wszystko w swoim ślimaczym tempie. A teraz w środowisku branżowym (dev, max3d, digart a nawet facebook (z powodu tworzenia FANPAGÓW artystów) wszyscy się cisną na progres. Ja się rozwijam, to niech ktoś się przyłączy i będziemy się okładać batem wzajemnie!! Po prostu pięknie :P Nie chcę nikogo tutaj krytykować, ale taki NACISK też do niczego nie prowadzi. Tylko do frustracji, bo zrobił się z tego tępy wyścig szczurów, i coraz mniej ludzi jest zadowolonych ze swoich postępów, a jak "biegną z kolegami" to tym bardziej odczuwają presję, bo porównują się między sobą, i jeśli komuś idzie lepiej, to cała reszta jest przepełniona goryczą. Chcą wskoczyć z poziomu <średnio zaawansowany> na "uber pro" i to przyćmiewa im całą resztę idei które można obrać sobie za cel.. Na dodatek każdy ma swoją własną subiektywną opinię o tym >kim jest wymiatacz<.
♦ Zbyt ambitne i dalekie cele do osiągnięcia.
Problem tkwi właśnie w obraniu dalekiego celu zamiast postawić sobie rozwój jako cel sam w sobie. Ja rozumiem że t zw. "crunching everyday" staje się częścią życia każdego z nas. Ale trzeba mieć też czas na rozrywkę, na rodzinę, na przyjaciół, na odpoczynek i na SEN. Im bardziej człowiek zmęczony tym więcej apokaliptycznych wizji się pojawia w umyśle. Niejednokrotnie mnie rozwalało, jak ktoś się wykręcał od wyjścia na piwo tym że musi expić, robić portfolio etc... kiedy był weekend, i kiedy wiedziałam że i tak będzie prokrastynować a nie robić to co powinien.
Zabawne jest w prokrastynacji to, że ona nas trzyma blisko miejsca w którym powinniśmy robić projekt. Jeśli masz do zrobienia dyplom w Warszawie, to nie będziesz myśleć o przeprowadzce gdzieś indziej. Jeśli masz do oddania 4 ilustracje dla klienta, to będziesz przez 2 tygodnie siedzieć na dupie garbiąc się przed komputerem, mimo że na same ilustracje poświęcisz tylko 20, 30 godzin z tego czasu.
Jak sobie z tym poradzić?
Osobiście jestem zwolennikiem opinii, że powinno się pokazywać w miarę systematycznie to co się robi. Ale nie pokazywać TOTALNIE wszystkiego (wielu ludzi w ten sposób postępuje, i łatwo ocenić teczkę czy galerię takiej osoby, jak wrzuca wszystko, to znaczy że pracuje mało. Zawsze w kreacji występować muszą GORSZE prace. Gorsze koncepty. Gorsze szkice. Nieudane studia anatomiczne, nieudane coś tam. To jest naturalne że podczas tworzenia mamy gorsze dni, lub po prostu jesteśmy zmęczeni, albo coś nam wychodziło i to spieprzyliśmy po drodze. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że portfolio to jest jakieś 40% wszystkiego co się zrobiło. Najlepsze rzeczy.
Jak zmienić podejście?
Kiedyś zarzekałam się, że nie
lubię "kończyć" obrazków. Że nie mam do tego cieprliwości. Że wolę
szkicować pomysły, bo zaczynanie prac idzie znacznie szybciej niż ich
kończenie. Ostatnio zmieniłam podejście, i zamiast myśleć >muszę
to wykończyć< myślę sobie >chcę zacząć to
wykańczać<. Różnica jest taka, że jeśli zaczynanie idzie Ci
łatwiej, to możesz to wykorzystać do kończenia poprzez dzielenie pracy
na małe kawałki, które możesz zaczynać :) Nie myślisz o kończeniu dużego
jpga, tylko o zaczynaniu następnego kawałka, który przybliża Cię do
finishu. Może to niewielka zmiana, ale naprawdę pomaga zwalczać niechęć
do doprowadzania prac do końca.
Kiedy następuje progres prokrastynacji?
Zwykle wtedy, kiedy zbyt mocno identyfikujesz się ze swoją pracą. Kiedy poświęcasz jej zbyt dużo uwagi i serca. Jeśli długo nie odnosisz w niej sukcesów, zaczyna Ci się się wszystko walić, bo chwiejne podpory determinacji w końcu puszczają. Jest to spowodowane wkładaniem ogromnej ilości czasu i energii w pracę, kiedy długo nie widać efektów. Takie coś od razu przechodzi, kiedy projekt trafia do sklepów i możesz w końcu pokazać swoją pracę :)
A na zakończenie daję Wam linka do video, opisującego w pigułce książkę "Nawyk Samodyscypliny" (naprawdę polecam obejrzeć to video!)
Jak macie jakieś własne sposoby, spostrzeżenia i może pomocne książki, dzielcie się w komentarzach :)
Edit: Dodaję tytuły książek, które wymieniliście w komentarzach jako bardzo pomocne :)
♦ "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Autor: Carnegie Dale.
♦ "Metody NLP" Autor: Gąsierkiewicz Ryszard
♦ "Nawyk Samodyscypliny" Autor: dr Neil Fiore (film podany powyżej jest recenzją tej książki w pigułce)
Edit: Dodaję tytuły książek, które wymieniliście w komentarzach jako bardzo pomocne :)
♦ "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Autor: Carnegie Dale.
♦ "Metody NLP" Autor: Gąsierkiewicz Ryszard
♦ "Nawyk Samodyscypliny" Autor: dr Neil Fiore (film podany powyżej jest recenzją tej książki w pigułce)
Pozdrawiam,
Telthona

Super artykuł! Też cholera mam z tym problem i cały czas z nim walczę. Dzięki za dobre słowa i oby więcej tak ciekawych postów :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że znalazłeś w tym coś pożytecznego. :] Najważniejsze to uświadomić sobie w czym tkwi problem. Jak znamy przyczyny to łatwiej nad tym pracować :D
UsuńPoruszyłaś ciekawy temat.
OdpowiedzUsuńTo co mi nieco pomaga (nieco, bo moim problemem jest trudny do wyjaśnienia głęboki opór przed rozpoczęciem czegoś nowego, który następuje tuż po napadzie pierwszego entuzjazmu)to przyzwyczajenie samej siebie i ludzi dookoła (udaje się to czasem nawet z pracodawcami) do faktu, że wszystkie rzeczy, które zamierzam wykonać są tak samo ważne jak praca. Nieistotne czy planowałam pójść pobiegać, wyjść do knajpy, umyć okna, poczytać książkę czy wybieram się na pogrzeb. Planowałam coś zrobić to to robię, nawet jeśli oznacza to przerwanie rozbabranej pracy.
Oczywiście różnie bywa z praktycznym zastosowaniem tej zasady. Czasami jest już naprawdę pożar w burdelu i wszystko odpuszczam, ale zazwyczaj właśnie wiedząc wcześniej, że wcale nie mam aż tak dużo czasu na pracę, czuję się przymuszona do koncentrowania tylko na niej. I po pierwszej opornej godzinie jest już dobrze. To daje ten plus, że pozwala mi z czasem realnie oceniać ile jakaś czynność zajmie przez co 'niewyobrażalny' nawał pracy staje się łatwiejszy do ogarnięcia, łatwiej pozwolić sobie na wolny dzień, albo stwierdzenie - dzisiaj i tak nic tego nie będzie, porobię coś innego (i nie odczuwanie z tego powodu wyrzutów sumienia).
Jest jeszcze sytuacja, kiedy zwyczajnie nie chce mi się czymś zajmować bo: nie idzie/temat nie podpadł/ciężko się dogaduje z pracodawcą, więc odechciewa się całej pracy/niepotrzebne skreślić. Wtedy ustalam sobie ile koniecznie chcę tego dnia zrobić. I jeśli nawet dobrze mi zaczyna iść, to po zrobieniu tego planu minumum i tak kończę pracę. Teoretycznie jest to strzelanie sobie w kolano bo mogłoby się okazać, że przez następne kilka godzin zrobię tyle co normalnie przez dwa dni, ale przynajmniej na mnie działa to w ten irracjonalny sposób, że czuję się potraktowana fair. Miał być koniec pracy - no to jest. Następnym razem siadam bez uczucia, że miało być kilka godzin a potem znowu całą noc siedziałam. Rzecz jasna siedzeniem całą noc to też może się skończyć, bo założenie sobie planu minimum działa w dwie strony: jeśli zajmuje więcej czasu niż chciałam to i tak siedzę.
U.
Określenie "pożar w burdelu" idealnie opisuje takie właśnie sytuacje awaryjne XD Mi się do tego jeszcze jednocześnie włącza poczucie paniki, i dopada taka bezsilność że nic nie jestem w stanie konstruktywnego zrobić.
UsuńJa z kolei mam tak, że jeśli coś obiecam że wykonam, to to WYKONAM. Co do tego wszyscy mogą być pewni, ale nie mogą być pewni co do czasu kiedy oddam projekt. Strasznie się ze wszystkim ociągam, czasem robię projekt 10 razy dłużej niż zakładałam.
A co do tego >ograniczania< czasu pracy. Właśnie ten Czasowy Czarodziej podkreślał, że to jest jedna z metod NLP. Ograniczasz sobie czas pracy np 4 godziny dziennie. A ponieważ człowieka natura jest taka by robić na przekór, to pracuje dłużej. A jak ustala ze ma mieć odpoczynek od 15, to działa na przekór i się ściga sam ze sobą o ile dłużej będzie pracować, a potem ma uczucie dumy, że pracował dwa razy więcej i odpoczywał dwa razy krócej ;D
Cóż, panika i bezsilność to w tej sytuacji uczucie tak odczywiste dla mnie, że nawet nie wspominałam:D
UsuńA co do przeciągania terminów. Też mi się zdarza, chociaż zazwyczaj w jakiś rzeczach robionych dla znajomych, albo non profit - o których od początku uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy będę się mogła zabrać. Generalnie to robię raczej szybko bo pracuję na to aby ludzie traktowali mnie poważnie z deadline'ami. Zdaję sobie sprawę z tego, że graficy często zawalają terminy, znikają bez wieści, albo podsyłają pierwszy materiał w ostatniej chwili i z tego bierze się obyczaj podawania wcześniejszych deadline'ów niż są w rzeczywistości potrzebne, ale mi to przeszkadza. Nie chcę mieć sytuacji, kiedy muszę wybierać pomiędzy dwoma rzeczami, z których każda jest pilna "na za tydzień", podczas kiedy obie spokojnie mogły być oddane za miesiąc.
Zauważyłam, że stwierdzenie, iż deadline jest dla obu stron, wciąż wprawia wiele osób w konsternację. Na szczęście albo ja trafiam coraz lepiej, albo to się zmienia i coraz łatwiej ludzie to akceptują.
Muszę zapoznać się z książką. Na razie przesłuchałam te linki: widzę, że przynajmniej część rzeczy bardzo pokrywa się z moimi własnymi obserwacjami. Chociażby to o tym aby mieć też inne zajęcia w których człowiek się sprawdza aby nie sprowadzać siebie do pracy. Myślę bardzo podobnie, chociaż zupełnie nie umiałam zdefiniować tej myśli i ubrać w słowa.
Hehe, no ja też bym chciała być traktowana poważnie, ale prawda jest taka że nie jestem stworzona do freelancingu. Jestem organizacyjną katastrofą. ;) Dlatego chwalę pracę w studio :D Bezpośredni kontakt z dyrektorem projektu jest po prostu czymś niezastąpionym :)
UsuńI tak, video świetne, też byłam zaskoczona jak wiele z wymienionych tam rzeczy bezpośrednio mnie dotyczy.
Freelancing ma plusy i minusy: konieczność zorganizowania sobie pracy to akurat dla mnie jeden z mniejszych minusów:D. Dobrze jak plusy wynagradzają, a z tym bywa różnie.
UsuńJa chętnie podjęłabym pracę w jakimś studio z tym, że jakoś na razie mnie żadne nie chce tak na stałe:D. Cóż, zakładam, że w końcu zachce. A chciałabym chociażby po to aby się przekonać czy sprawdziłabym się pracując cały czas mając kontakt z ludźmi.
W sumie najbliżej tego była półroczna praca jako koncept artysta na outsource'ie i jak dotąd była to chyba dla mnie najprzyjemniejsza sytuacja. Niby pracowałam w domu, ale za to w mniej więcej konkretnych godzinach, mając kontakt z artdirecorem, może nie bezpośredni, ale niemal natychmiastowy via mail. Czasami jeździłam do studia aby coś obgadać na żywo. Przede wszyskim pracowałam bez szczególnie wiszących nad głową terminów i przynajmniej kilka miesięcy nie zastanawiałam się czy będzie następne zlecenie i jakie. Jednocześnie wciąż miałam ten luksus, że mogłam zapakować tablet, wyjechać i pracować skąd chcę. Niemal ideał.
Ciekawy wpis! :)
OdpowiedzUsuńHm... ja chyba nie mam problemów z prokrestynacją, ponieważ gdy chcę pograć w jakąś grę albo pooglądać ca to nigdy nie wmawiam sobie że jest to reserch itp - jawnie się opierniczam :D
A tak na serio: mi bardzo pomaga duży dystans do siebie i przede wszystkim innych ludzi :) Warto pracować w swoim tempie i się nie spinać :) Jeśli chodzi zaś o nacisk na progres też to zauważyłam ostatnio na forach :> Ludzie to by chcieli żeby człowiek w tydzień stał się drugim Kekaiem :)
No dokładnie. Trochę się toksycznie robi z tego powodu. Wszyscy oczekują szybkich i łatwych efektów. Coraz rzadziej updatują galerie czy teczki dlatego, że wiedzą że to nie jest jeszcze >pro poziom<. :P
Usuń"Mi bardzo pomaga duży dystans do siebie i przede wszystkim innych ludzi :) Warto pracować w swoim tempie i się nie spinać :)"
UsuńRobiłaś kiedyś jakieś zlecenie dla klienta?
@Anonimowy
UsuńTak, robiłam nie raz :) Teraz pracuję jako grafik w firmie robiącej gry - a czemu pytasz :)?
@Telthona
Racja, no ale co zrobić ech, może przejdzie :)
podpisuje sie pod ty obiema rencyma :D
OdpowiedzUsuńnajlepsze prace wychodzą mi jak mam chill i kilka dnich wolnych od roboty :)
Mi też najprzyjemniej się pracuje jak niczego >nie muszę< :D
Usuńjak nic nie muszę to tylko jak fazę załapię to mi się pracuje genialnie, ale najczęściej takie coś nachodzi jak jestem w pracy i mam jakieś pisma do napisania (nie muszę chyba pisać, że wtedy jak się wyłączę to lipa może być więc często nie mam z tego jak skorzystać xD, kilka razy zdarzyło się, że zostałem przyłapany prawie na rysowaniu za namiętnym XD)
UsuńSamo życie. Twój opis pasuje jak ulał do zachowań, które - na szczęście raczej rzadko - mi się zdarzają. Nie mam nic do dodania w tym temacie; ładnie, klarownie i treściwie przedstawiłaś powszechny problem. Słusznie też piszesz, że ważne jest dobre podejście i umiar. Należy znaleźć czas na uczciwą pracę, ale i prawdziwy odpoczynek.
OdpowiedzUsuńNacisku na progres nie zauważyłam, ale najwyraźniej za mało śledzę co się dzieje na poziomie społecznościowym. Jeśli nawet... i tak będę uczyć się w swoim tempie. Wystarczą mi kolejne granice, które sama wyznaczam. Nie wyobrażam sobie, żeby naciskać kogokolwiek, aby szybko rozwijał się niezależnie od swoich predyspozycji psychicznych, manualnych, czasowych, etc. To bardzo indywidualna sprawa.
Dokładnie. Każdy z nas jest inny, ma inne warunku tworzenia, inną sytuację rodzinną, inne zobowiązania, i inne ambicje. Po prostu jest zalew perfekcjonistów ostatnio. :) Inną notkę szykuję z tej okazji. :]
UsuńCzekam więc z niecierpliwością na notkę. Masz celne obserwacje i uwagi :)
UsuńSamo życie... XD
UsuńStarego wykładowcę poproszono o krótki, półgodzinny wykład dla grupy doświadczonych rekinów biznesu. Zastanawiał się, co powinien w tym wykładzie zawrzeć. Powiedziano mu, iż biznesmeni ci, uczestnicząc w wielu szkoleniach, mają ich serdecznie dosyć, a tematykę zarządzania przeróżnymi dziedzinami, od zarządzania czasem do zarządzania ryzykiem, mają w małym palcu. Mają także dość wykładowców, mówiących im o tym co mają robić w warunkach kryzysowych. W końcu odetchnął z ulgą, zasnął, a następnego dnia pojawił się na sali wykładowej z dużą wazą w rękach. Zauważył, że nie wzbudziło to zbytniej uwagi zgromadzonych - byli przyzwyczajeni do różnych szkoleniowych rekwizytów - i pomyślał, że ten, kto charakteryzował grupę przed spotkaniem, ocenił ją trafnie. Poprosił o ciszę i zamilkł. Nie mówiąc nic, do wazy wkładać zaczął duże kamienie. Wkładał je ostrożnie i starannie, tak by wypełniły ją w całości. Czy tu jeszcze coś się zmieści? - zapytał, gdy waza była już pełna, a kilka dodatkowych kawałków dołożonych na końcu spadło na podłogę. Niektórzy słuchacze, których niecodzienny początek wciągnął, powiedzieli -nie, oczywiście że nie, niektórzy jednak uśmiechali się lekceważąco, świtało im bowiem, że coś podobnego już widzieli na jakimś szkoleniu. Wtedy, prowadzący z mądrą miną ciągle wlewał do filiżanki herbatę, która wylewała się na podłogę i jak się potem okazało, robił to specjalnie, a nie dlatego, że się zapomniał. Nie wiedzieli po co to robił, ale w końcu im powiedział, tu też zatem nie łamali sobie głowy, tylko czekali na wyjaśnienie. Ale wyjaśnienia nie było - stary profesor wyciągnął woreczek z grubym żwirem i zaczął go wsypywać w szczeliny między kawałkami skał. Czy tu jeszcze coś się zmieści? - zapytał ponownie, gdy żwir zaczął wysypywać się na podłogę. Chyba tak, bąknął ktoś, by mu sprawić przyjemność. Ma pan rację - powiedział wykładowca i zaczął dosypywać piasku, którym wypełnił całą wolną powierzchnię. A teraz? No, teraz to chyba już nie -powiedzieli słuchacze, których pokaz zaczynał niechętnie interesować. Mylicie się - powiedział i zaczął dolewać wody, aż przelała się przez brzegi. Dużo jej jednak zmieściło się w środku. I co o tym teraz myślicie? - zapytał. Więcej już rzeczywiście nie wejdzie do wazy niczego, więcej więc już nie pokażę. Chciałbym teraz, abyście powiedzieli mi, po co waszym zdaniem, to wszystko robiłem. To oczywiste - odpowiedzieli - chciał pan pokazać nam techniki właściwego zarządzania czasem. Świetnie pan to zrobił, rzeczywiście jasno pan pokazał, że zawsze można tak zorganizować swój plan zajęć, by zmieściło się jeszcze więcej obowiązków. Na pewno to wykorzystamy na zebraniach z naszymi menadżerami. Gdy im to pokażemy tak, jak pan nam, natychmiast zrozumieją, jak mogą poprawić wyniki. Nieprawda -powiedział wykładowca - nie o to mi chodziło. Chciałem wam uzmysłowić, że tych dużych kamieni nikomu nie udałoby się wrzucić na końcu. Chciałem was skłonić do refleksji, co w życiu każdego z was jest tym istotnym kamieniem, a co nie, u każdego z nas bowiem proces wrzucania już dawno się rozpoczął.
OdpowiedzUsuńOpowiadanko zaczerpniete z ksiazeczki z epickimi obrazkiami :D Gąsierkiewicz Ryszard - Metody NLP
:)
DOBRE o___o
Usuńczek mail ;)
UsuńDzięki Waldek :D
Usuńnp ;)
Usuńaż mnie ciekawi co to ;]
UsuńFragmenty książki mi przesłał :)
Usuńtak tez myślałem ;D
Usuńhehe za dużo do przeczytania a mam robotę więc jutro w robocie przy śniadaniu przeczytam i coś napiszę XD
OdpowiedzUsuńcoraz ciekawiej się tu robi i nie przeszkadza mi nawet że mało rysunków się robi :)
tak trzymaj
u mnie to jest tak, że mam wrodzonego lenia ;],
OdpowiedzUsuńtak jak ktoś na górze napisał, jeśli się przymuszę na początku to potem idzie z górki (oczywiście danego dnia)
Zauważyłem, że najgorsze jest to, że jak za dobrze idzie (nie mylić z fazą na rysowania, czy tworzenie), to od razu włącza się tryb "wyluzowania" i zaczyna się prokastynacja, co później jest zgubne,
czasem też jak dłuższy czas musi się pracować nad czymś co jest bardzo powtarzalne i dajmy na to musimy w ciągu miesiąca 40 obrazków trzasnąć na jedno kopyto to też
wkrada się taki element żeby choć popatrzeć na coś innego (deviant max i blogi się kłaniają), receptę na to wydają się rozsądnie dobrane inne zlecenia wystarczająco różne by wyrwać nas z monotonii i jednocześnie nie powodujące crunchu czasowego
zmęczenie i stres mają też swój udział, czyli jak mam coś n jutro i nie wyrabiam to mimo, ze zasypiam przy kompie to i tak siedzę bez sensu do 4 nad ranem, mimo, ze efektywność wynosi 15% (z nielicznymi wyjątkami) zamiast położyć się i wziąć w garść.
w związku z powyższym zacząłem prowadzić sobie różne tabelki (nie do końca dopracowany sposób przeze mnie) w których określam i odnotowuję terminy i czas ukończenia danych rzeczy (najgorzej jak prokastynacja włączy się gdy trzeba wypełnić te tabelki xD)
pomaga też organizowanie sobie tak pracy, by robić co jakiś czas krótkie przerwy z doświadczenia wiem, że dla mnie najlepiej działają ćwiczenia fizyczne (stawanie na głowie,rękach, pompki przysiady itp. ciężko tylko wejść w odpowiedni rytm xD)
osobiście to mi się lepiej pracuje pod presją przy konkretnych projektach (pewnie dlatego, że podobnie jak Telthona (wybacz, ze w 3 osobie ;]) mam jeszcze delikatną awersję do kończenia prac robionych dla siebie (wmawiam sobie, ze nie do końca mi to wyjdzie jak trzeba ;]
odnośnie wrzucania prac to już to sobie uzmysłowiłem, że im więcej roboty to tym mniej wrzucam, a jak już to staram się naprawdę skończone rzeczy (inna sprawa, ze szkice które wrzucam traktuję, jako swego rodzaju historię i archiwum rozwoju, i tak od początku do tego podchodziłem, wiem ze to może być strzał w stopę, ale jak na razie za bardzo mi to nie przeszkadzało w niczym)
To dziwne mam bardzo podobnie:p
UsuńPod presja adrenalina wskakuje a wyniki wcale nie musza byc mierne:)
"receptę na to wydają się rozsądnie dobrane inne zlecenia wystarczająco różne by wyrwać nas z monotonii i jednocześnie nie powodujące crunchu czasowego" Dla mnie taką odskocznią jest robienie dla siebie "niezobowiązujących, szybkich speedpaintów", które zwykle SĄ NA JEDNO KOPYTO :P Dlatego u mnie w galerii ciągle te same tematy, pozy i charaktery się przewijają. Kwestia odstresowania. Z tym że, te "szybkie obrazki" to często 5 godzin rysowania non stop, a do zleceń to ciężko 5 godzin non stop się przymusić :P Nie wiem od czego to zależy. Chyba od świadomości, ze jak robię dla siebie to mogę odpuścić pewne rzeczy, pospłaszczać na maksa warstwy i idzie mi praca wtedy znacznie szybciej. Nie wiem :P
UsuńI też niejednokrotnie siedziałam do 4, ba czasem nawet do 7 rano i "robiłam zlecenia" a potem Tomek marudził że od tygodnia mam "tryb zombie" włączony. Taki crunch, walka z siłą woli i ze swoją wytrzymałością. Sprawdzanie Jak bardzo da się nadwyrężyć swój organizm który ledwo trzyma piórko w ręce :P I też z tych 7 godzin siedzenia przy monitorze, jakaś godzina dwie max, rysowania :D
I co do wrzucania szkiców, etc. Też luźno do tego podchodzę. Pokazuję nawet czasem starsze zlecenia, w których już teraz jestem w stanie wytknąć sama sobie błędy :) Kwestia tylko tego, że jak rysujesz codziennie (ale naprawdę codziennie) To tygodniowo zawsze stworzy się kilka(czasem kilkanaście) nieudanych mazgajów, które zalegają na kompie lub od razu trafiają do kosza na śmieci ;P
hehe no cóż ja te starsze maziaje kolekcjonuję wręcz i wracam co jakiś czas przebierając i wyrzucając cześć z nich przy okazji śmiejąc się z siebie lub rzadko bo rzadko zadziwiając się xD (część ofc leci do kosza natychmiast ;])
Usuńja dla siebie z kolei sie często spinam szczególnie, bo planuje jakąś uber ilustrację wyczesać i nie idzie, za to naluzie staram się do ćwiczeń podchodzić i te o dziwo mi wychodzą właśnie fajnie i dośc przyjemnie nawet jakieś techniczne perspektywy, aksonometrie itp. (pomijam, że najfajniejsze szkice wychodzą mi na szkoleniach lub konferencjach, bo moge 3-4 godzinki non stop rysować, na zmianę ludzi i i z wyobraźni xD) a i jak dla siebie rysuję to za bardzo kombinuję zamiast sie skupić na konkretach, a przy zleceniu opracowuję już jakiś plan i działam w pewnych ramach (muszę nad tym popracować na co dzień ;])
ostatnio jak już zaczynam spadać ze stołka to prawie od razu idę spać bo to bez sensu, no chyba ze już naprawdę nóż na gardle to wtedy mogę działać 2 h prawie non stop pod wpływem stresu chyba oksytocyna daje kopa
a sprawdzanie możliwości organizmu to tez w sobie coś ma kiedyś też testowalem różne medytacje (nawet pomagało) i inne niezwiązane akurat z rysowaniem rzeczy (kilkudniowy post bez picia i jedzenia, i kilka innych głupot ;])
U mnie rowniez w wiekszosci wszystko sie zgadza z opisow w artykule. Najczestszym problemem jest brak koncentracji po pierwszej godzinie pracy na komputerze, wtedy mam silna potrzebe przejrzenia maili, szukania inspiracji itp itd.
OdpowiedzUsuńMozna powiedziec ze z ukierunkowaniem sie w digitalu walcze od niedawna tak naprawde chociaz podgladam wielu artystow od lat wiec zakladam , iz prawdopodobnie kazdy na poczatku musi wyczuc swoje tempo.Przykladowo zaczelam pierwsza prace 2 miesiecy temu i dopiero dzisiaj jestem w stanie wrocic do tych nieszczesnych detali ktore pochlaniaja olbrzymia ilosc czasu(w miedzy czasie okladajac reszte nieskonczonych projektow).
W zeszlym tygodniu treningi mnie wykonczyly i pakujac sie na komputer nie bylam w stanie wiele z siebie dac.Jako, ze w chwili obecnej nie pracuje profesjonalnie wiem ze moge sobie pozwolic na wlasne zarzadzanie czasu pracy na kompie, mimo tego sa takie dni kiedy siedzi sie przed ekranem po 10 h i wciaz ma sie wrazenie stac w miejscu. Dzieki przerwom regenerujemy sily i przywracamy checi powrocenia do skomplikowanych zagadnien procesow tworczych.Szkoda tylko ze ustalenie sobie czegos z gory przy organizacji planingu udaje sie zrealizowac (lub nie) dopiero po wielu dniowych/tygodniowych /miesiecznych zmaganiach sie z wyobraznia jak co ma ostatecznie wygladac (majac przy tym dodatkowe problemy z maszyna przy niechetnej redukcji olbrzymiej ilosci layer’ow).
Przed wrzuceniem prac na maxa/devianta mialo byc ich 10 w tym miesiacu a jest dopiero polowa nie do konca ukonczonych tak wiec jak widac plan znowu spalil na panewce.Pozdarwiam
Może powinnaś sobie ustawić nieco niższą poprzeczkę :) Ustalaj ze zrobisz np 3 grafiki. Jeśli ustalisz sobie mniejszą liczbę to szybciej je skończysz i nie będziesz myśleć o tej dużej liczbie jako o całości. Jak uważasz ze jesteś w stanie zrobić 10, to umów się sama ze sobą na 3, które już na bank będziesz w stanie zrobić. Wtedy do następnych dwóch podejdziesz z lepszym humorem bo już 3 masz z głowy, zaliczone. Chodzi o to, by jak najszybciej "odciążać" pełną sumę. Masz do zrobienia 10? to cały czas będziesz myślała o dziesięciu nieskończonych albo nawet nie zaczętych grafikach, i dodatkowo będziesz przeliczać grafikę na godziny. A jak ustalisz sobie mniejszą ilość, to jak ją zaliczysz, to do końca projektu pozostanie 7 grafik, a nie 10. I tak sukcesywnie zbliżasz się stopniowo do ukończenia całości, ale po prostu z lepszym humorem i zapałem, bo z doświadczenia wiem, że nic nie motywuje do dalszej pracy lepiej niż kawałek dobrze ukończonej roboty :)
Usuńmi jeszcze pomaga zebranie refek najpierw a potem wyłączenie internetu :) wiele razy łapałem się na tym że klikam z "default'u" w przeglądarkę jak jakiś tick nerwowy ale z racji wyłączonego neta zamykałem ją i wracałem do pracy :)
OdpowiedzUsuńu mnie to nie działa :D bez internetu jak bez ręki.
Usuńhehe dobry myk ale tak jak telthona, jak bez ręki, szczególnie, że jakaś muzyczka leci z neta zazwyczaj + czasem jakiś organizer z czasem itp.
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=4P785j15Tzk :D
OdpowiedzUsuńdobre ^^ był kiedyś jeszcze lepszy filmik, taki kolorowy, gdzie facet mówił, że prokrastynuje temperując ołówki... w całym domu :D Mimo ze ich nie potrzebował. To takie wyręczanie siebie z przyszłości. Bo może za tydzień będzie potrzebować ołówka. :D
Usuńhehe, układanie dokumentów, papierowych i na kompie, temperowanie, układanie przyborów, segregacja różnych pierdół, sprzątanie (genialna wymówka xD), robienie jedzenia itp. to mnie dotyka xD
UsuńHelo, ciekawy artykulik. Ja w prawdzie nie umiem tak ładnie pisać, ale spróbuję coś wystukać jak to wyglądało u mnie. Dawno temu maiłem mocną napinkę na cg. Chciałem robić wypasione ilustracje, super bajeranckie koncepciory, na chwilę znaleźć się w elicie :) Nawet nie zauważyłem, jak mocno obijało mi się to na zdrowiu i życiu prywatnym. Jak już się skapnąłem, że coś jest nie tak, zacząłem węszyć i szukać rozwiązania. Poruszyłem ten temat z moją dziewuchą. Okazało się, że nie tylko ja miałem z tym problem. W prawdzie dziewoja nie siedzi w klimatach cg, ale wydaje mi się, że problem ten dotyczy tu różnych sfer zawodowych. Cały ten stres i napina zaczęła nas mocno męczyć. Pewnego dnia jadąc autobusem i słuchając radyjka z komóry, natrafiłem na ciekawą audycję, poruszającą kwestie mojego problemu. Nie będę tu pisał o czym była cała audycja, ale koleś polecił pod koniec jedna książkę "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Autor: Carnegie Dale. Jako, że jestem lebrem i nie czytam :) ściągnąłem sobie audiobooka. Nie będę smucił, że jakaś książka mi pomogła, ale wyjaśniła mi dużo rzeczy na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Dzisiaj jak sobie przypomnę te stare czasy to się śmieje sam do siebie, no jak mogłem funkcjonować cały czas ze spiętą dupą :)
OdpowiedzUsuńMuszę tu częściej zaglądać.
zdrówko!
Tak Resh, dokładnie o to się tu rozchodzi. Ludzie się spieszą, spinają bo są ambitni i chcą >już teraz< być w elicie. Strasznie takie coś wyczerpuje i wypala psychicznie, zwłaszcza przy bolesnych porównaniach siebie do lepszych grafików którzy są w branży od 10 lat ;) Dzięki za książeczkę, na pewno po nią sięgnę :D Zupdatuję posta, i dodam te tytuły książek które ludzie wymienili w komentarzach :)
UsuńI dzięki za komentarz, jasne, zaglądaj częściej :D Mnie cieszą wszelakie dyskusje i wymiany poglądów. :)
Odpowiedź na pytanie "Jak zmienić podejście?" wydaje się bardzo przydatna. Od dzisiaj zmieniam podejście! :D
OdpowiedzUsuń