Około
dziesięciu lat temu na scenie sztuki cyfrowej zakwitł nowy nurt.
Były to tak zwane photomanipulacje. Na początku te
grafiki były po prostu nazywane "grafikami cyfrowymi", a
ich autorzy nie zawsze chętnie dzielili się sekretem ich
powstawania, wprowadzały w błąd wielu odbiorców, jako rzekomo ręcznie malowane dzieła.
Ta
odnoga sztuki miała wiele wzlotów i upadków, ludzie powoli
akceptowali fakt, że można miksować ze sobą wycięte fotografie i
nazywać je ilustracjami. Fotografie te, sprawnie skomponowane ze
sobą zachwycały realizmem i finezją. Tutoriale jak je robić w
photoshopie zasypywały czasopisma branżowe, między innymi polską
edycję Computer Arts. Co jakiś czas w tej dziedzinie wybuchały
skandale, bo okazywało się, że grafiki określane przez autora jako digital painting były tak naprawdę zgrabnymi zlepkami zdjęć.
Skandale wybuchały też na innych płaszczyznach; używane
komponenty w pracach okazywały się twarzami znanych aktorów, ktoś
wlepiał w tła zdjęcia "prosto z googla". Dyskusji na ten
temat były tysiące, i dużą rolę w uregulowaniu sprawy odegrał
portal DeviantArt, który specjalnie dla tej sztuki utworzył
oddzielny dział w sektorze "Digital art" oraz dodatkowy
dział "Stock Images and Resources" gdzie graficy mogli
spokojnie brać fotografie stockowe i komponować z nich ilustracje.
Przyzwolenie na użycie stocka zwykle wiązało się ze zobowiązaniem
zlinkowania źródła w opisie swojej grafiki, gdziekolwiek się ona
by nie pojawiła.
Photomanipulacja
długo była uznawana za tę trochę "gorszą stronę medalu",
bo każdy mógł się nią zajmować, wystarczył dobry smak, wiedza
gdzie szukać materiałów i średniozaawansowana wiedza korzystania
z photoshopa.
Ludzie
potrafili zaakceptować tę dziedzinę sztuki, jednak była ona dosyć
piętnowana jeśli chodzi o np. ilustrację książkową gdzie często
zamiast zatrudnić artystę grafika, wydawnictwo samo zajmowało się
produkowaniem okładek.
Wielokrotnie
zdarzały się sytuacje, kiedy graficy, którzy zajmowali się na
początku sklejaniem fotek, zaczynali używać brushy, stampa i powoli przeistaczali się w malarzy. Co ciekawe takim grafikom było
znacznie trudniej się przebić, bo odbiorcy tych grafik, podpatrując
ich wcześniejsze dokonania, zakładali, że ta osoba "czituje"
czyli dalej korzysta z fot, ale się już do tego nie przyznaje.
Jeśli podpatrzycie na konta grafików z działu photomanipulacji na
deviantarcie, możecie się przekonać jak bardzo negatywny feedback
te osoby otrzymywały, i dalej otrzymują.
Zdecydowanie
odmienną sytuację mają osoby, które najpierw zaczynały malować,
a potem stopniowo zaczeły wkomponowywać w swoje grafiki zdjęcia
tak, by nikt się na tym nie poznał. Z każdą następną pracą
używając coraz więcej pomocy w postaci dobrej rozdzielczości
fotografii.
Parę
lat minęło, Cghub zamknięto, internet pęka w szwach z darmowymi
tutorialami, gdzie graficy mówią "rysuj codziennie a będziesz
pro", tylko jakoś wszyscy zapomnieli wspomnieć "użyj
fotek". Zatem setki grafików zmagało się codziennym trudem,
raz po raz próbując robić coś realistycznie, ale unikając jak
ognia wszelkich pomocy typu - pipeta, tracing czy oglaboga WKLEJANIE
FOT. Te trzy rzeczy cały czas były postrzegane jako zło, wszyscy
CHCIELI wierzyć, że to co jest na tej czy na tej grafice jest
namalowane ręcznie. Po za tym grafika leży w dziale "drawings & paintings" a nie w dziale "photomanipulation"
więc to musi być prawda. Prawda?
I
nagle gumroad explodował, i nagle ktoś podpatrzył, że Craig
Mullins gdzieś tam wkleił obraz olejny innego artysty na swój
własny, i gdzieś tam Robotchiev mówi, że on używa grafik i prac
innych artystów, bo jest designerem a designer musi mieć świeże
pomysły, a potem wszyscy zaczęli zakrywać się tym, ze to jest
CONCEPT ART, że CONCEPT ART to PRODUCTION ART a w produkcji
najważniejsze są dobre pomysły i szybkość!
Więc
ludzie gryzą tę prawdę niczym czerstwy chleb, akceptują ją i
zaczynają wplatać w swój warsztat, i robią production art nawet
bez presji czasowej, idą na skróty, używają zdjęć, nazywają to
"digital painting", i cieszą się bo nagle się okazało
że jednak foty dużo przyspieszają i już nie masz problemów z
anatomią czy renderingiem. Oto "production art" - coś co
nigdy nie powinno wyjść poza studio stało się celem i sztuką
samą w sobie.
Tak
bardzo byliśmy naiwni i idealistyczni... Cała sfora świeżo
oświeconych artystów podzieliła się na dwa obozy, i co mnie
niesamowicie bawi, zaczęła się dyskusja TEGO SAMEGO RODZAJU, jakie
były 10 lat temu przy narodzinach nurtu "photomanipulation".
Prawdopodobnie
ta dyskusja ma miejsce, bo ludzie mają problem z terminologią i nie
potrafią zaszufladkować swojej pracy. Jeśli nie jest to digital
painting to w takim razie co to jest? A jak w ogóle określić co ma
prawo nazywać się digital paintingiem a co nie? Przecież nie
możemy wrzucać do jednego wora prac, które są malowane ręcznie,
i prac, które są patchworkiem zdjęć? Ile procent grafiki musi być
namalowane, żeby można było powiedzieć że jest digital
paintingiem? A ile procent fot musi być żeby było określone
photomanipulacją? Czy jeśli sklejone fotki są lekko podmalowane to
znaczy że to już painting? A jeśli ktoś maluje całą ilustrację
ale wklei zblurowaną fotkę spalonego lakieru na tło, to czy to już
jest photomanipulacja?
A
może powinniśmy po prostu dzielić grafiki nie według sposobu ich
wykonania a według ich przeznaczenia? Jeśli coś jest ilustracją
to jest ilustracją bez względu na media użyte, tak samo concept
art.
Czy
stoimy teraz nad przepaścią, z której jeśli skoczymy, to będziemy
już zawsze sceptyczni, zawsze podejrzliwi, zawsze zakładali
najłatwiejszą drogę? A może w ogóle przestanie nas to wszystkich
obchodzić. Nasi klienci, również oświeceni w procesie powstawania
tych rzeczy zaczną nam zaniżać stawki, będą wymagać bardziej
skomplikowanych i realistycznych rezultatów w któtszym czasie,
wszystko będzie się sprowadzać do cudownego wypluwania idealnych
grafik jak z karabinu maszynowego, rynek zostanie zalany, wszyscy
będą mogli to robić, aż do momentu kiedy jakiś manager
projektantki ubrań zauważy, że digital artyści kradną zdjęcia z
wybiegu :3
Ja
wiem, że jako graficy potrzebujemy refek. Musimy się uczyć jak coś
wygląda, a przecież jest niemożliwe, żebyśmy znaleźli gdzieś
dookoła domu zdechłą fokę, krokodyla czy pistolet z
drugiej wojny światowej. Nie mówiąc już o lawie, średniowiecznym
bucie czy głowicy nuklearnej. Musimy podpatrywać z refek. Ale
referencja to nie to samo co STOCK PHOTO.
Osobiście
cały ten ruch w kierunku używaniu zdjęć mnie bawi, bo jako
siostra fotografa wiem, że fotografowie też mają swoje prawa, i
możecie mi wierzyć lub nie, ale potrafią zrobić komuś niezły
shitstorm. Ludzie się tak oburzali, że Mullins ukradł i użył w
swojej grafice OBRAZ INNEGO ARTYSTY. Czyli kraść prace fotografa,
stylisty, makijażysty, projektanta ubrań można, ale innego
ilustratora to już nie? ;) Przecież fotograf też jest artystą! I
jakoś nas to już nie oburza? Nie bądźmy hipokrytami. Jeśli
przyzwalamy na kradzież pracy innych artystów takich jak fotograf,
stylista czy projektant to nie bądźmy wybiórczy. Jak kradniemy to
kradniemy wszystko, jak nie kradniemy, to nie kradniemy nic.
Sztuka
jest subiektywna. Żyjemy w iluzji własnej percepcji, gdzie to co
widzimy jest konfrontowane z tym co wiemy, i z naszym wyobrażeniem
jak to powstało. Stąd te bańki oczekiwań, stąd te skandale i
dyskusje. Każdy ma swój własny artystyczny kręgosłup moralny,
który jest mało elastyczny. Może on się nagiąć pod wpływem
ilości ludzi którzy myślą podobnie, i taka osoba przyjmuje
opornie opinię innych, lub twardo stoi na swoim jak ta czarna owca
przeciwko wszystkim.
Z
percepcją sztuki jest jak z religią (jak to wspomniała Suzanne Helmingh). Ktoś wierzy w swoje własne wymyślone zasady, i będzie
ich walecznie bronił, nawet jeśli nie ma to sensu. Tolerancja równa
się różnorodność, równa się wolność. Powinniśmy być
tolerancyjni. Nie może dochodzić do przewrotnych sytuacji, kiedy
ktoś kto był postrzegany jako guru, nagle jest mieszany z błotem.
To tylko dowodzi jak kruche są nasze relacje, między artystami,
fanami, ogólnie odbiorcami sztuki. Tylko coś pójdzie nie po myśli
motłochu, i już idą z widłami i pochodniami, zachowują się jak
horagiewki na wietrze i chcą obalić jednego czy drugiego,
zapominając jak wiele danej osobie zawdzięczają motywacji,
inspiracji i miłości do tego fachu.
Tolerancja
jest oznaką dojrzałości, i nasze cudowne community powinno w końcu
dojrzeć, oswoić się z tym, że nie wszyscy muszą działać w ten
sam sposób. I jeśli się zawiodłeś na cyfrowym hiperrealiźmie,
nie martw się. Hiperrealizm nie jest wymagany w concept arcie. Nie
jest wymagany w ilustracji. Jest mnóstwo firm robiących gry, które
preferują stylizowane grafiki. Ba, nawet topowe firmy które robią
realistyczne gry video, np Rocksteady, używało chociażby przy
postaciach do Arkham City bardzo stylizowanych concept artów. Także
to nie jest tak, że hej, wszyscy rzućmy się na photobashing, bo
wszyscy to robią, i jak nie nadążę to mnie hiperrealistyczna
konkurencja wygryzie. Słyszałam w kilku miejscach takie
powiedzonko, że "wszyscy profesjonaliści to robią",
jakiś artysta w danym tutorialu mówił że "wszyscy w
hollywoodzie tak robią", inny mówił, że "ci co nie
używają fot, są uparci i robią wszystko ręcznie kosztem swojej
kariery". Jeśli tak, to okey, mogę być "semiPro" z
moim "semirealizmem" :D Mi to nie przeszkadza, każdy ma
swoje preferencje, jak ktoś chce używać fot, niech to robi, jak
ktoś nie chce, niech nie robi, i tak przecież "najważniejszy
jest efekt końcowy". Jeśli ilustracja zachwyca, i inspiruje,
to spełnia swoją rolę. Jeśli concept art ładnie pokazuje design
postaci, lokacji czy broni, to spełnia swoją rolę. Nie powinniśmy
ich rozpatrywać pod względem sposobu wykonania. Nawet jeśli to tak
bardzo nas kusi...
***
PS:
a tak jeśli jesteście ciekawi, to ja nie korzystam z fot. Z dwóch
powodów. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam rysować, a po drugie
dlatego, że moja siostra naopowiadała mi dużo ciekawych historii o
kradzieży fotografii, o aferach, prawie autorskim. Szanuję pracę
fotografów tak samo jak innych artystów, stąd np uważam że
kopiowanie fotografii kurtki bez zmieniania jej koloru i designu jest
trochę szkodzące zarówno dla projektanta który tę kurtkę
zaprojektował, jak i modelki która tą kurtkę nosi, jak i
fotografa, który tę kurtkę sfotografował. Dodatkowo jest coś
takiego jak "prawo do wykorzystania wizerunku", więc
wszystkie modelki, które nie wyraziły zgody na używanie ich
wizerunków (w tym ciał ^^") teoretycznie miałyby prawo
grafika pozwać, za wklejanie brzuchów, twarzy czy nóg. Oczywiście
jest to mało prawdopodobne, ale była jedna głośna sytuacja, w
której nijaka Ellen Page, publicznie marudziła na studio Naughty Dog za... no
własnie ;) za postać Ellie, która do złudzenia przypominała
Ellen. Brzmi znajomo? To trochę zabawne, że akurat kolesie z Naughty
Doga tak promują używanie fotek :D (ja naprawdę obiektywnie nie
mam nic do ich prac, naprawdę, love peace Kuciara etc) Po prostu
uważam, że w dobie wschodzącego next genu, takich sytuacji może
zdarzać się więcej, szczególnie jeśli dużo młokosów się na
to rzuci bo starszy koledzy tak robią i to promują. Na szczęście
równolegle rozwija się technologia photoskanu, więc w
hiperrealistycznych grach będzie się po prostu podpisywało umowę
o używanie wizerunku z aktorami, którzy będą skanowani, więc
problem "designowania" twarzy zostaje rozwiązany.
A
wracając do designu ogólnie... rzeczywiście w wielu przypadkach praca concept artysty nie polega na
designowaniu rzeczy od nowa, a na sklejaniu już istniejących
elementów i komponowaniu ich w nowy sposób. Czyli concept artysta i tak robi coś ala
photobashing, ale nie musi dosłownie wklejać tych fot. Może je
przerysować.
Np.
designując postać historyczną używam już istniejących designów chociażby sprzączek od pasków. Nie wymyślę tych sprzączek od nowa,
jeśli mają być poprawnie historyczne. Więc po prostu kopiuję
design. Także hipotetycznie w takim momencie "kradnę"
design tej sprzączki, bo jakiś artysta kiedyś tą sprzączkę
wykonał. Ktoś może powiedzieć, że wkleić tą sprzączkę byłoby
szybciej. Czy to, że tego nie robię sprawia, że jestem
nieproduktywnym pracownikiem? I że marnuję czas? Póki co nikt mnie
do używania zdjęć nie przymusza. (I tak nie
zawsze zdjęcie będzie pod odpowiednim kątem, żeby się
nadawało do moich celów. Skoro grafik
i tak dużo czasu zużywa na research, to szukanie idealnej foty
byłoby dodatkową stratą czasu. Także czasem znacznie szybciej
narysujesz coś od nowa.) Oczywiście
wszystko zależy od okoliczności, celu grafiki, czasu jaki masz,
preferencji klienta i preferencji artysty.
Zdjęcia mogą być
skrótem, mogą ułatwić. Tak jak się mówi, to tylko kolejne narzędzie w
asortymencie grafika. Używaj jeśli chcesz, jeśli nie chcesz nie
używaj. Ja akurat wolę rysować.
Parafrazując Carla Segana; "jakbyśmy mieli zrobić concept art od podstaw, musielibyśmy
najpierw stworzyć wszechświat" :) Więc gdzie jest linia co
można kraść, a czego nie można - nikt jeszcze nie wie. I pewnie nigdy
się nie dowie. Po prostu cieszmy się pięknymi ilustracjami,
designem, pracujmy spokojnie, i pijmy kawę.
Pozdrawiam,
Telthona