6 czerwca 2013

The International Art and Design Symposium 2013 || Relacja


Te cztery dni były przeurocze. Już teraz jestem pewna, że oficjalna relacja z tego wydarzenia (o ile się pojawi) będzie obfitować w super ujęcia, pokażą uśmiechnięte twarze, fajną salę z kolorowymi światłami, nagą modelkę i szkicujących artystów i będzie to wszystko wyglądało tak, jak można sobie to tylko wyobrazić.  A jak było naprawdę?

Bilety były drogie, organizacja była BEZNADZIEJNA, większość ludzi była interesowna, a wykłady były rozlazłe w czasie. Codziennie sympozjum zaczynało się o randomowej godzinie, były różnego rodzaju problemy techniczne i przez cały czas trwania imprezy czułam się jak na jakimś byle jakim plenerze zorganizowanym przez ASP. Nikt nic nie wie, nic nie wiadomo... ale po kolei...


o r g a n i z a c j a

Jakiś czas przed sympozjum CryptCrawler napisał dosyć ponurego posta na deviantarcie, na temat nie dotrzymywania umowy przez conceptart.org i The Art Department. Ten post spowodował lawinę: wyzyskani artyści z różnych stron świata wyłazili z podziemi by podzielić się podobną historią. Po tych postach bardzo dużo ludzi wycofało się z udziału w imprezie.
Przed samym eventem przestała działać strona sympozjum, tak samo jak forum conceptart.org, (co było prawdopodobnie związane ze sprawą CryptCrawlera i innych artystów) Manley przestał też pisać na facebooku. Nie było nawet wiadome, o której w końcu mają pojawić się ludzie, i czy sympozjum w ogóle się odbędzie (zniknięcie forum i strony eventu mogły sugerować różne rzeczy). W końcu pojawił się wpis na fejsie, żeby wszyscy przyszli na 9 rano.
Piątek, godz. 9:00. Ludzie się tłoczą przed drzwiami. Brama jest zamknięta. Nikt nic nie wie. Nawet wykładowcy nic nie wiedzą. Czekamy. Po jakimś czasie ochrona obiektu, w którym sympozjum powinno się odbyć, strasznie nas przepraszała, że nas nie wpuszczają, ale bez organizatora nie mogą tego zrobić, nie mogą się też do niego dodzwonić i nie wiadomo gdzie się podziewa. Więc czekamy dalej.
W końcu, po 3 godzinach podpierania ściany i marudzenia, ni stąd ni zowąd pojawia się Manley, wydzierając się do ludzi, że przeprasza nas za spóźnienie. Mówi, że był problem z przelewem pieniędzy z banku z USA do banku w UK, żeby opłacić miejscówkę, i ponieważ pieniądze nie doszły, nie wpuszczą nas do środka." Ludzie zaczynają szmerać. "Ale!" rzecze Manley "Możemy za to pójść do jakiegoś MUZEUM" (czyli mamy jeszcze płacić za bilet do muzeum?) "Proszę wszystkich wykładowców, żeby zebrali grupki ludzi i zajęli ich czymś w jakimś muzeum. Spotkamy się tutaj za 4 godziny!" (czyli o 16 godzinie, o której wdł pierwszych przewidywań sympozjum powinno się skończyć) Ludzie kręcili nosem, ale część się rozeszła, żeby nie stać kolejnych godzin pod bramą. A bardziej uparta część ludzi została, marudząc na absurdalne pomysły Manleya. A teraz uwaga: po 15 minutach Manley wraca, i mówi,  że jednak otworzą bramę! :P A połowy uczestników już nie było. Dopiero po jakiejś godzinie ktoś zamieścił im na fejsie info (bo oczywiście Manley tego nie ogarnął), że brama otwarta i że sympozjum się jednak rozpoczęło.

sympozjum

Zanim ludzie zajęli miejsca, zanim komputery zostały rozstawione i zanim podłączono je do screenów minęło trochę czasu, w którym Manley opowiadał dlaczego nie działa forum conceptart.org. W końcu zaprosił wszystkich wykładowców na scenę. Zamiast ich jakoś porządnie wprowadzić i przedstawić, dał im mikrofon a sam gdzieś sobie poszedł.

Bilety na ten event były niesamowicie drogie, a co jeszcze bardziej podejrzane - opłaty trzeba było przelewać DOKŁADNIE na adres paypala Jasona Manleya, prościutko do jego kieszeni. Szczęściarze, którzy kupili je wcześniej z pewnością nie byli aż tak sfrustrowani jak ci co zapłacili  $645. To był naprawdę drogi warsztat. A jego organizacja była na niedopuszczalnym poziomie. Na dodatek nie można było wnosić własnego jedzenia i napojów a w środku serwowali tylko redbulle i wodę po wygórowanych cenach. Dodatkowo rzuciło mi się w oczy, że Manley nazwał wszystkich wykładowców "wolontariuszami" - czyli nie płacił im za prowadzenie tych warsztatów. Jedyne co im opłacił to bilety lotnicze i hotel, i strasznie biadolił, że kilku wykładowców zrezygnowało z udziału (z pewnością w wyniku afery z CryptCrawlerem), i został z "biletami w ręku". Nie wiem, jak on mógł w ogóle o tym wspominać, w momencie, gdy organizacja leżała, nawalił z godzinami, trzymał ludzi pod drzwiami, a sympozjum "samo się toczy" bo wykładowcy dzielą się swoją wiedzą za darmo... No po prostu lawina absurdów.
A tak żeby było śmieszniej: w ogóle nie sprawdzali tych biletów. Ani pierwszego dnia, ani później. Za to sprawdzali nam torby, żeby sprawdzić czy nie wnosimy czasem własnej wody czy własnych redbulli ;P Niektórzy ludzie z którymi rozmawialiśmy wbili się tam bez biletów... :P
W ciągu dnia odbywały się 4 wykłady, a po każdym była "15minutowa" przerwa, w trakcie której byłeś w stanie pójść do restauracji, złożyć zamówienie, poczekać, zjeść obiad, napić się kawy, połazić i wrócić. Wykład zwykle trwał ok godziny, czasem trochę dłużej.
Jakby to obliczyć, wychodzi że płaciło się 645$ za 16 godzin wykładów. Cała reszta spędzonego czasu w budynku sympozjum to było dosłownie "czekanie" na następny wykład.


Muszę jednak przyznać, że same wykłady nie były złe, i dla niekórych z nich warto było się na sympozjum pojawić - część grafików się przygotowała, i mieli prezentację na jakiś konkretny temat i mieli coś ciekawego do powiedzenia. Inni po prostu rysowali i odpowiadali na pytania z publiczności. Inni trochę przynudzali o sobie i pokazywali swoje pokaźne profile na linkinie, z pokaźną listą projektów na koncie -__-
Podczas czekania na następny wykład można było z wykładowcami porozmawiać, podsunąć portfolio i zapytać o jakieś rady, albo po prostu wyznać jak wielkim się jest fanem :) Miałam wrażenie, że z powodu braku programu (program po prostu NIE ISTNIAŁ) i przedłużających się przerw, całość eventu przekształciła się w jakiś taki fanowski piknik, w którym młodzi graficy otaczali wianuszkiem jakichś wymiataczy i że tak powiem lizali im tyłki. Także była to impreza ostrych kontrastów- niektórzy jak Kekai lub Bjorn pławili się w sławie, a niektórzy wymiatacze wkurzeni na Manleya, spławiali wszystkich którzy do nich podeszli i nie dało się z nimi pogadać.

Za to kilku weteranów branży poruszyło ważne tematy jak np. "znudzenie tematem" kiedy ktoś pracuje 5 lat na jednym stanowisku w jednej firmie i się wypala, dlaczego ważne jest prowadzenie prywatnych projektów, oraz dlaczego warto całe życie się uczyć, i nie spoczywać na laurach.
Poruszyli też problem głodowania artystów, i jak temu zapobiec (na nowym conceptart.org będziesz mógł sprzedawać printy, tshirty i kubki! już nie będziesz głodować! yeeyy! -____-) 
Znalazł się też nawet czas na panel z prawnikiem Manleya, który opowiadał o branżowych horrorach, o niefajnych sytuacjach, o kradzieży praw autorskich, o wyzyskiwaniu artystów i o tym dlaczego Cię nie stać na porządnego prawnika :P


Co do rysowania z modela, dwa razy modelka się pojawiłą i pozowała chwilę, ale to rysowanie było dokładnie w tym samym momencie co wykłady, więc trzeba było wybrać co jest ważniejsze. My wybieraliśmy wykłady.
Raz nawet zrobili nam imprezę wieczorem, z DJem, ale nie usuneli krzeseł z parkietu, więc piliśmy piwo i staliśmy, i była to najbardziej sztywniacka impreza na której byłam w życiu :P  

To tak w skrócie. Jak dla mnie cały event kulał już przed samym startem. Uważam, że Manley olał temat, bo wiedział, że pod koniec i tak wszyscy będą zadowoleni, w końcu spędzili 4 dni w towarzystwie doświadczonych ludzi z branży.

Manley okazał się osobą, która nie szanuje ani ludzi, którzy mu płacą, ani ludzi którzy mu pomagają. Miał bardzo luzacki i "roztargniony" stosunek do wszystkiego co się dookoła dzieje. Po całym tym evencie mam już poszlaki do tego, by raczej unikać wszelkiego rodzaju działalności Manleya (zwłaszcza panel z jego prawnikiem dosyć dosadnie pokazał, że Manley często babra się w syfie. Nawet nie wiedziałam, że TA BRANŻA może mieć takie problemy ;) Oczywiście Manley kreował się w każdym z przypadków na ofiarę i pokrzywdzoną osobę, ale liczne doniesienia od wielu artystów podkopały jego reputację na tyle, że nie mam do niego kredytu zaufania. Sugeruję zainteresować się tematem, żeby w pełni zrozumieć, dlaczego wydawanie kasy na cokolwiek związanego Manleyem nie jest dobrym pomysłem.

podsumowanie

Uczestnicy nie traktowali tego eventu jako warsztat tylko jako okazję do promowania siebie i swojej galerii. Wszyscy byli skupieni na sobie i swoim portfolio, organizator miał wszystko w dupie, wykładowcom było głupio, że organizacja leży, ale nic nie mieli do powiedzenia. Jak chcieliśmy się z kimś jakoś lepiej poznać to rozmowa ucinała się gdy pytali nas (mnie, Tomka i EC) gdzie pracujemy, i w momencie w którym odpowiedzieliśmy, cała luźna rozmowa zamieniała się w czerstwe wciskanie nam swoich wizytówek i ulotek z próbką portfolio.

Najśmieszniejszym punktem eventu był dla mnie moment, w którym po krótkiej rozmowie z Manleyem wlazł on na scenę, wziął do ręki mikrofon, pokazał na Tomka palcem i zachęcił wszystkich do pokazania mu swojego portfolio bo jest z Rocksteady. :P

Mimo wszystko, świetnie się bawiliśmy, przez wszystkie 4 dni, ale było to spowodowane bardziej doborowym towarzystwem (EC, Resh, Ravirr, Takashmen, Najtkriss) niż samym eventem :). EC okazał się typem o zajebistym poczuciu humoru, więc jeśli ktoś się wybiera na jakieś szemrane imprezy, to dzwońcie po niego, z nim będziecie się dobrze bawić nawet na zlocie szachistów :D

Uważam, że było warto pojechać raz i się na własne oczy przekonać jak te warsztaty w praktyce wyglądają. Doświadczenie z pewnością było ciekawe. Czy pojechałabym na ten event w przyszłym roku? :P Raczej nie :P  Podobnych warsztatów jest wszędzie pełno - na pewno któryś będzie mniej rozlazły ;)



Pozdrawiam,
Telthona

10 komentarzy:

  1. Zastanawiałem sie nad tym albo nad cgma dobrze że wybrałem to drugie... tyle wygrać :D

    tak czy inaczej ciekawe doświadczenie i dobrze że napisałaś tak bez obwijania.

    Co do EC to prawda raz wpadł do wro do jakies rodziny i gadalismy sie na piwo, mega sympatyczny gość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, fajnie było pogadać z jakimiś Polakami dla odmiany ^^ :)
      no, na pewno cgma da Ci więcej xD nie mam pojęcia dla kogo była ta impreza, ale mam wrażenie że dla Manleya. :P

      Usuń
  2. to straszna lipa ze event okazal sie calkowitym niewypalem. chociaz ciekawe towazystwo z noiproxem mieliscie :)
    a tak odnosnie eventow - schoolismowe warsztaty w sierpniu kusza. tylko ta cena (no i dojazd -.-)
    pozdrawiam
    Betty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, schoolism co roku coś urządza w Londynie. Na Fowkesa chętnie bym się wybrała. Słuchałam podcastów z artystami i między innymi z nim, i fajnie gadał :) Pewnie spróbujemy się na nie wbić :)

      Usuń
  3. ehh... Czytając ciężko było mi uwierzyć, że taki przebieg miała tego typu impreza. Z opisu wynika, że samo otwarcie było prawdziwym cyrkiem. Współczuję przybyłym wykładowcom i uczestnikom. Super, że w tych chwilach przynajmniej miałaś doborowych kompanów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :D Towarzystwo dopisało, więc nie mam absolutnie poczucia "straty czasu" czy czegoś w tym stylu :) Doświadczenie interesujące :D Wątpię by jakakolwiek inna impreza przebiła warsztaty Manleya pod względem "organizacji" :D przynajmniej będę mieć punkt odniesienia. xD

      Usuń
  4. No proszę, kto by pomyślał, że takie akcje nie tylko w Polsce, ale i za granicą :D Ale zawsze ciekawe doświadczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D wiesz... artyści... organizujący... cokolwiek... :P czego się po tym spodziewać? XD

      Usuń
    2. Haha pięknie to podsumowałaś :D wyjaśnia cały bałagan imprezy, chociaż to smutne ;)

      Usuń
  5. Troche szkoda. Uwielbiałem Manleya od czasu jak sięgnołem po Ice WInd Dales :)
    a tu takie brudy wychodzą...(czytam ten post Cryptcrawlera). Ale dobrze wiedzieć, dzięki za ciekawy artykuł! :)



    OdpowiedzUsuń