19 stycznia 2015

2015 art challenge || Styczeń {17}

24 komentarze:

  1. Bardzo klimatyczne, w sumie super pomysł na pofarbowanie sobie włosów xD.
    BTW mam do Ciebie pytanie (z tyłka, ale mnie naszło, bo ostatnio dużo o tym czytam :P). Kończyłaś jakieś studia graficzne etc? Pytam, bo ja na swoich się strasznie męczę, a wciąż się zastanawiam jak patrzą na "papierek" pracodawcy. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje podejście do uczelni artystycznych jest raczej negatywne. ASP bardzo mnie rozczarowało ich podejściem do grafiki komputerowej i komercyjnego jej zastosowania. W większości przypadków moje projekty były oceniane na "zbyt kiczowate" i "zbyt komercyjne", zmuszałam się do malowania ekspresyjnych bahomazów i "wyrażania siebie", kiedy tak na prawdę nie miałam nic do przekazania i powiedzenia, i wciąż marudziłam na mój brak znajomości prawdziwego warsztatu. Nie uczyli nas realizmu, nie uczyli nas technik (przynajmniej na wydziale Grafiki) i robili nam pranie mózgu na temat ministerstwa kultury ;P Koniec końców uczelni nie skończyłam, spędziłam tam 3 lata ale nie zrobiłam dyplomu więc nie mam nawet papierka licencjata. Generalnie to jest takie łatwe, obwiniać uczelnię o to, że nie miało się czasu na robienie tego co się kocha, i podsumowywać to tym, że zmarnowało się kilka lat. Myślę że dzisiaj bym podchodziła do tych samych sytuacji z większą dozą luzu, ale wtedy naprawdę miałam stres i parcie na to by zrobić portfolio, i otoczenie na ASP raczej mną z tego powodu gardziło :P Wiesz, jak się sięga w przeszłość, to człowiek uśmiecha się na myśl o tym, jak bardzo naiwnym i upartym był dzieciakiem. Odejście z uczelni wyzwoliło mnie ze wszystkich tych mało znaczących deadlinów, projektów których nie miałam ochoty robić, i dało mi czas na łapanie coraz lepszych zleceń i budowania tym portfolio dobrego na tyle by w końcu wylądować w studio. Odejście z ASP było najlepszą z decyzji jakie podjęłam podczas studiowania tam. Wiadomo, po studiach zostały mi długotrwałe przyjaźnie, i niektórzy z moich przyjaciół niedawno ukończyli ASP i czuję się z nich bardzo dumna, nawet jeśli sama w życiu nie chciałabym poświęcać dodatkowych dwóch lat swojego życia w murach akademii :) W każdym bądź razie paru przyjaciół którzy mi zostali po tym okresie wystarczają bym mówiła ludziom że warto iść na uczelnię artystyczną. To czy warto ją kończyć - to już zupełnie inna para kaloszy.

      Usuń
  2. Trochę jakbym czytała o sobie. Jestem na 3 roku, ale muszę się zmuszać do robienia nic nie znaczących projektów na uczelnię (mój kierunek jest na Politechnice, także muszę dodatkowo zakuwać wiele techniczno/chemicznych rzeczy z laborek). Od jakiegoś czasu biję się z myślami, bo rodzina twierdzi, ze powinno się skończyć studia, że szkoda tych 3 lat... Ale ja tego nie czuję zupełnie. Fakt, nauczyłam się paru rzeczy na moim kierunku, ale wciąż kiedy dowiaduję się, że nie mogę zrobić dyplomu z konceptami przedstawiającymi mitologię Słowiańską w czasach współczesnych (bo tacy są wykładowcy tutaj, to zbyt "hardcorowe" dla nich) to mam ochotę podziękować. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy zawsze są konserwatywni co do tematu studiów i patrzą na osobę która się wyłamuje jakby działała nieracjonalnie lub została "wyrzucona" bo nie są w stanie pojąć jak ktokolwiek mógłby zrezygnować ze studiowania na prestiżowej uczelni. :P Do dzisiaj jak wspominam, że rzuciłam ASP i nie mam nawet licencjata to ludzie patrzą na mnie sparaliżowani jakbym z innego wymiaru przybyła. A ja naprawdę się cieszę tym jak postąpiłam, i gdzie w konsekwencji tego wylądowałam dzisiaj. Także myśl O SOBIE. Jakby nie było, to Twoje życie, i to Twój czas. Masz prawo decydować na co go poświęcisz. To nie oni będą się męczyć dwa następne lata na uczelni i stresować się zaliczeniami. :P Mam przyjaciela który wysiedział na ASP 5 lat tylko po to by rodzice byli usatysfakcjonowani. Także różni ludzie, różne wybory. Wszystko zależy od tego co jest dla Ciebie ważniejsze.

      Usuń
    2. Naprawdę dziękuję za Twoje wpisy :)

      Usuń
    3. Postanowilam dolaczyc sie do dyskusji z racji tego, ze wasze doswiadczenia sa mi bliskie. Tez przedluzalam sobie studia "dla rodziny", tez rzucilam ASP (dokladnie z tych samych powodow, co Telthona lecz wytrzymalam znacznie krocej :P).
      Na podstawie wlasnych doswiadczen moge stwierdzic, ze czas jest najwazniejszy. Czas to niezwykle cenne dobro, ktorego nie wolno marnowac - nalezy raczej myslec jak go zainwestowac, by w przyszlosci miec z tego profity. Nie ma jednej drogi, ze studia sa zawsze "be" a praca zawodowa zawsze super. W nieciekawej, slabo platnej i nierozwojowej pracy czas marnujesz tak samo jak na studiach.
      Papierek dobrze miec ale w zadnym razie nie powinnas na niego marnowac pieciu czy nawet trzech lat, bo szkoda czasu. Da ci to tylko tyle, ze obudzisz sie w wieku 24-26 lat z reka nocniku majac dyplom gowno-kierunku i zadnych kwalifikacji do podjecia jakiejs bardziej sensownej pracy. A niestety takie gadanie rodzicow typu "skoncz juz, bo zaczelas/idz na magistra, by miec ciaglosc" powoduje tylko zycie w zawieszeniu i odwlekanie decyzji, ktore i tak predzej czy pozniej bedziesz musiala podjac.
      Z drugiej strony swiadomie i dobrze(!) wybrane studia maja wiecej plusow niz minusow - zaplecze w postaci pracowni i modeli, kontakty z ludzmi, plan zajec pomagajacy ci organizowac prace i najwazniejsze - daja ci czas na spokojne expienie (wiekszosc rodzicow jednak jest sklonna utrzymywac studenta a nie kogos kto expi tylko i wylaczniena wlasna reke). Z tego wzgledu pozniej zdecydowalam sie ponownie na ASP - tym razem wybierajac taka uczelnie, kierunek i prowadzacych, by moc szlifowac warsztat w spokoju a przedmioty zbedne ograniczyc do absolutnego minimum (da sie tak), wiec w sumie jestem zadowolona.

      W efekcie koncowym licza sie i tak umiejetnosci ale odnosze wrazenie (moze sie myle), ze warsztat masz duzo slabszy niz rzucajaca studia Telthona (a jesli dobrze zrozumialam i tak musiala troche doexpic, by znalezc stala prace), wiec musisz sie liczyc z tym, ze czy ze studiami czy bez, pracy teraz nie znajdziesz (wiem, ze nie trzeba byc Fengiem, by pracowac ale jakis entry level jest) i warto miec to na uwadze, by ewentualnie zabezpieczyc sobie jakos kolejne lata na ukierunkowana nauke (bez wzgledu na to czy na studiach, kursach czy samodzielnie).

      Usuń
    4. Zdarzają się też przypadki osób, które pracują w branży, ale odchodzą z pracy by pójść na studia :D może to kwestia tego, że niektórzy chcą poczuć się lepiej z dyplomem. Trochę to zabawne, ale naprawdę znam parę takich osób :) Wszyscy mają bardzo indywidualne podejście do studiów, więc dużo zależy od osoby i sytuacji w jakieś się znalazła i doświadczeń jakie ma. Niektórzy uważają dyplom z prestiżowej uczelni za sposób nobilizacji swojej osoby :P niektórzy tego potrzebują by poczuć się konkurencyjni na rynku pracy, a niektózy akceptują studia jako etap w życiu który trzeba po prostu zaliczyć żeby być kimś. Różne historie, ale tak jak Leilira napisała, i tak w koncowym rozliczeniu liczy się skill. Jak się do niego dochodzi to już inna bajka.

      Usuń
    5. Teraz coraz wiecej ludzi ma dyplom. Z jednej strony wartosc wyzszego wyksztalcenia maleje a z drugiej wlasnie z tego powodu "nie wypada" go nie miec tak jak kiedys nie wypadalo nie miec matury. Wiele firm uznaje wyzsze wyksztalcenie za spory plus, w czesci korporacji jest to warunek konieczny do awansu. Prestiz uczelni tez dziala na wyobraznie tych, ktorzy nigdy na niej nie byli. "Dostac sie na ASP" to bylo cos do tego stopnia, ze ludzie probuja po kilka razy, zimuja na prywatnych uczelniach itd.
      Z drugiej strony studia maja w sobie wiele wartosciowych rzeczy o ktore w samodzielnym ksztalceniu trudno - te wszystkie wyklady z historii sztuki, designu czy architektury - niby sa w necie ale zawsze czlowiek znajdzie wymowke, ze w tym czasie expil i nie mial czasu a uczelnia cie zmusza, by isc i przez te 1,5h posluchac :P No i poszerza horyzonty, sprawia ze twoja wiedza i spojrzenie nie ogranicza sie tylko do "Practical color and light" i audycji Wojtka Fusa. Ja sie ciesze, ze moge poznac ludzi o roznym spojrzeniu i roznych priorytetach - zarowno tych od "kupy na srodku galerii" jak i malarzy o swietnym warsztacie badz wyznawcow technik metalowych.
      Tez znam ludzi pracujacych w branzy, ktorzy czasowo zawiesili swoja dzialalnosc by poexpic (niekoniecznie na studiach). Mam wrazenie, ze zaczynajac z niskim skillem bardzo latwo jest wpasc w nizsza polke cenowo-jakosciowa i ciezko pozniej z niej wyjsc, bo to wymaga szlifowania podstaw na co zwyczajnie w pracy nie ma czasu.
      Swoja droga to troche paradoks jest, ze nie czujesz sie artysta a czas na ASP uwazasz za zmarnowany (choc nie dziwi mnie twoje zniechecenie, bo oni wszyscy strasznie probuja "przycinac" studentow pod siebie, nawet tych co chca robic "wielka sztuke" ale niemieszczaca sie w trendach akademickich), bo twoje prace z koncowki ASP uwazam za jeden z najmocniejszych punktow w twojej teczce na 3dmaxie. Nawet te bohomazy to sa dobre, ciekawe bohomazy (a ja ogolnie bohomazow nie lubie) a te glowy to juz super wyszly ^^ Innymi slowy gdybys chciala, to moglabys sie wystawiac w galeriach, bez tej calej ASPowatej otoczki, dorabiania ideologii, manifestow itd. bo takich ludzi (dobrych, majacych sukcesy za granica artystow, ktorych srodowisko ASP nie uznaje) jest sporo. Nawet te twoje prace na blogu sa bardziej artystyczne (masz zalazki jakiegos "wlasnego stylu") niz komercyjne. A przynajmniej ja twoje prace odbieram jako znacznie mniej "komercyjne" niz chociazby Noiproxa.

      Usuń
    6. No właśnie, "papier wypada mieć". Ale czemu mamy się na siłę zamykać w tych ciasnych mentalnych szufladkach? Kiedyś wypadało mieć maturę, i jak ktoś się tym przejmował i jej nie miał, to czuł się do końca życia gorzej. Bo co sąsiedzi pomyślą, co rodzina pomyśli. To taka polska mentalna krótkowzroczność, która zostałą nam jeszcze po dziadkach i rodzicach. Że aby coś osiągnąć w życiu, trzeba mieć maturę, trzeba mieć dyplom. Realia jednak pokazują, że to nie jest już "złotą zasadą", i że nie zapewni to pracy i statusu społecznego. Tak jak już kiedyś pisałam, nastąpiła dewaluacja tytułu magistra. Zawsze jak podaż prześciga popyt to mamy taki problem. Jest teraz znacznie więcej magistrów ze znacznie wyższymi wymaganiami apropo "progu wejścia" na rynek, niż kiedykolwiek, i niestety te osoby mają niewiele więcej do zaoferowania "ponad ten papier". Dzisiaj, dzięki dobie internetu szefowie firm mają dostęp do bardziej hermetycznych informacji niż kiedyś, i mogą się doedukować na temat jednej czy drugiej uczelni. Wystarczy wklepać jej nazwe w google i sobie poczytać, albo popatrzeć na zdjęcia i statusy jej studentów na FB. A studenci, zamiast zastanowić się, jakie umiejętności będą atrakcyjne dla pracodawcy, zastanawiają się jaki dodatkowy kierunek zrobić, by zwiększyć swoją szansę w wyścigu szczurów. W efekcie pracodawca przeglądając CV ma do czynienia z litanią fakultetów. Oczekiwania takiego studenta są takie, że jak ktoś zobaczy że ma dwa kierunki skończone, i z któregoś ma doktorat, to że będzie wyglądać na bardzo inteligentnego człowieka, który ma wysokie ambicje, a jego wykształcenie powinno zagwarantować mu wyższe wynagrodzenie na start. A realia wyglądają tak, że jak ktoś widzi takie CV, to się śmieje, że ktoś miał przedłużone dzieciństwo, i że mu rodzice pomagali, i że właśnie stara się o pierwszą pracę w branży, mając na karku 28 czy 30 lat :) A rubryka z umiejętnościami wygląda dokładnie tak samo jak w CV osoby bez tych wszystkich dyplomów i tytułów. I myślisz że kogo się zatrudni. Doktora/magistra z zadartym nosem i większymi wymaganiami finansowymi, czy pana X, który ma te same umiejętności i nie będzie kręcić nosem jak będą go chcieli doedukować i nakierować wewnątrz firmy? Wiec te tutuły to ogólnie tylko blichtr i brokat na CV. (przynajmniej w przypadku pracy kreatywnej - wiadomo lekarze i prawnicy muszą mieć stosowne wykształcenie) Można mieć, ale nie jest to konieczne, jak wielu ludzi twierdzi. Niektórzy z moich znajomych próbowali mnie straszyć, że za parę lat sytuacja się może zmienić, i że papier może stać się naprawdę ważny. I co wtedy?! Jak ja tak bez dyplomu? Moja odpowiedź jest taka, że nikt nie pyta grafika z 10 letnim doświadczeniem w branży o wykształcenie na rozmowie kwalifikacyjnej. To by było naprawde nie na miejscu, nie uważasz? :P

      Usuń
    7. Nie zrozum mnie zle - ja nie uwazam, ze taka presja jest ok aczkolwiek zauwazylam, ze poddaja sie jej rowniez pracodawcy (przynajmniej w Polsce) ktorzy wymagaja by na stanowiskach w obsludze klienta/asystenta/inne proste prace byly osoby z wyzszym wyksztalceniem. Stad pewnie biora sie osoby, ktore chca miec papier nawet jesli go nie potrzebuja.

      Wszystko, co piszesz jest prawda chociaz kolejne kierunki i doktoraty nie zawsze sluza ozdobnictwu w CV - sa moim zdaniem skutkiem braku swiadomosci i konsekwencja nietrafionych decyzji "za mlodu". No bo dlaczego ty poszlas na ASP, gdzie robi sie bohomazy i projektowanie graficzne skoro chcialas sie uczyc warsztatu i isc w concept art? Dlaczego Ves wybrala jakies dziwne studia z fizyka i chemia skoro chce rysowac? Moje wybory po maturze wcale nie byly lepsze niz wasze. Moim zdaniem niewielu maturzystow posiada taka swiadomosc, by rozumowac tak jak ty napisalas - zastanowic sie co chca w zyciu robic, jakie zawody sa z tym zwiazane, jakich umiejetnosci (slowo klucz) potrzebuje pracodawca zatrudniajac czlowieka na takim stanowisku itd. i dopiero wtedy dopasowac ksztalcenie do wybranej drogi. Wiekszosc idzie na studia, bo "tak trzeba" i licza, ze tak jak przechodzili plynnie z gimnazjum do liceum, tak ze studiow przejda do pracy w zawodzie. Tak bylo "za moich czasow" i z tego co widze po paru latach nic sie w tej materii nie zmienilo (i chyba nie ma jak zmienic skoro szkoly srednie nie sa zainteresowane doradztwem zawodowym ani niczym innym, co mogloby nakierowac mlodych na "wlasciwy"tok myslenia). W efekcie koncowym hordy ludzi ida na gownostudia bez pomyslu na siebie a pozniej na doktorat, by uciec przed bezrobociem, bo to jedyna forma "pracy w zawodzie" (tych co chca pracowac naukowo i maja urojenia, ze znajda etat na uczelni nie licze), inni faktycznie tak jak piszesz bawia sie w kolekcjonerstwo tytulow a jeszcze inni konczac gownokierunek bez zadnych umiejetnosci decyduja sie na drugie, bardziej "konkretne" studia, na ktorych faktycznie realnie expia.

      Niemniej zaciekawilas mnie, bo myslalam ze mimo wszystko mlodzi sa swiadomi swojej pozycji na rynku pracy, wartosci "papierka" i nie maja zbyt wygorowanych wymagan. Spotkalas sie juz podczas rekrutacji z takim przypadkiem (30 lat, kupa fakultetow, zero skilla i ogromne wymagania)?

      Usuń
    8. Trafiają się dosyć często portfolia średnich artystów po dwóch kierunkach artystycznych (np 3 lata na jednej uczelni artystycznej i dwa lata na innym kierunku designu, czyli bachelor i master degree) albo że ktoś wysiedział na jakiejś uczelni 5 lat, a potem dodatkowo zrobił jakiś dwuletni kurs gdzieś tam. Albo że studiował coś zupełnie nie związanego z grafiką, a potem poszedł na 3letnie studia designu i ukonczyl szkołe z wyróżnieniem. I papierki wyglądają cudnie, a potem patrzysz na portfolio, oceniasz że tak, ta osoba nie jest jeszcze super pro ale ma potencjał, jak się ją nakieruje to bedzie świetnym dodatkiem do teamu, a potem na rozmowie kwalifikacyjnej wyłażą nierealistyczne wymagania finansowe. (nierealistyczne w stosunku do skilla i doświadczenia który taka osoba reprezentuje) A najgorsze jest to, że taka osoba MUSI mieć takie a nie inne wymagania bo np zadłużyła się, żeby opłacić studia. :P Także z mojej perspektywy to czysty paradoks.

      Usuń
    9. Nie jest troche tak, ze wymagania z kosmosu biora sie tez z niewiedzy tj. zarobki nie sa jawne a ludzie nie zrobili wczesniej wywiadu srodowiskowego?
      Ogolnie sie zgodze i przy okazji poruszylas wazny aspekt - ze nie zawsze edukacja jest warta zainwestowanych w nia srodkow finansowych. Tyczy sie to zwlaszcza USA i UK, gdzie szkoly artystyczne kosztuja niewspolmiernie duzo w stosunku do pozniejszych zarobkow grafikow a czesto lepsza edukacje mozna otrzymac w znacznie tanszych atelier, ktore jednak nie oferuja papierka. Studia w Polsce sa bardziej finansowo oplacalne, bo sa darmowe i oprocz znizek studenckich zapewniaja ci zaplecze (pracownie, modele itd.) za ktore w innym wypadku bys musiala zaplacic badz z niego zrezygnowac. Natomiast uczciwie powiem, ze gdybym miala za ASP placic jakies sumy z kosmosu, to zwyczajnie bym tam nie studiowala.
      Natomiast mysle, ze warto placic za nauke, ktora nas faktycznie rozwija i pcha nasze portfolio do przodu. Jesli trafiamy na dobrego nauczyciela albo na dobry kurs (ludzie z branzy chwala sobie CGMA, osobiscie nie korzystalam), ktory pozwala nam przyspieszyc rozwoj to mysle, ze warto. A jak ty sie na to zapatrujesz? Korzystalas badz korzystasz z takiej formy nauki?

      Usuń
    10. Jeśli ktoś po dwóch kierunkach nie potrafi zrobić wywiadu środowiskowego, to tymbardziej źle to nim świadczy :P
      :)
      O CGMA się nie wypowiadam bo nigdy nie korzystałam. Jest pare szkoleń w których chętnie bym wzięła udział, ale niestety nie za bardzo mam w tej chwili na nie czas. Po za tym jeszcze nie wyczerpałam źródła darmowych materiałów edukacyjnych :P Nie trzeba się nigdzie oficjalnie zapisywać i uiszczać żadnych opłat w momencie kiedy pełno wiedzy leży na youtubie, vimeo czy livestreamie. Nic tylko sięgnąć.

      Usuń
    11. Na co komu uczelnie czy kursy "branżowe", skoro weterani branży świetnie poradzili sobie bez nich, bo takich rzeczy po prostu nie było?
      Teraz ludzie mają łatwiej niż ci, którzy budowali tą branżę, bo mają mnóstwo materiałów na ten temat w Internecie. A ilośc materiałów rośnie geometrycznie z prostego powodu - część ludzi, którzy nauczą się czegoś z materiałów w Internecie po jakimś czasie robi swoje materiały, z których uczą się inni co nie do końca jest dobre dla ludzi próbujacych wbić się w game dev. Trochę pesymistycznie mówiąc, im później będziesz starać się wbić do branży (czyt. - będziesz spędzać lata na studiach, nieważne czy darmowych czy płatnych), tym większą będziesz mieć konkurencję bo jest coraz więcej ludzi chcących mieć "-artist" w job title - co niestety jest oczywiste dla każdego kto ma wgląd w składane papiery do dobrego studia growego. Kilka lat rosnącej ilości darmowych materiałów tworzy sytuacje, że normalnością jest to że 150osób ubiega się o jedno stanowisko koncepciarza, a ta tendencja zaczyna nie tylko rosnąć, ale wzrost zaczyna przyspieszać. Tak samo cały czas zmieniają się wymagania pracodawcy, kto wie czego będzie się wymagać za 10 lat - pewnym jest tylko to, że papierek uczelni na pewno nie będzie jedną z nich :)
      Już niedługo nie wystarczy być gwiazdką Internetu żeby dostać zlecenia albo mieć gwarancję zatrudnienia, a kiedy 200 osób składających papiery będzie miało zajebisty warsztat to pracodawca będzie patrzył na inne wartości kandydata niż skill, a takich wartości nie nauczy cię żaden kurs.

      A skoro już tak zostałem wywołany do tablicy to cóż... praca ode mnie wymaga komerchy bo moje grafiki nie są częścią produkcji tylko mają przekonać klienta - który nie zawsze jest 'wyedukowany' artystycznie - do zakupy gry, mózg potrafi się od czegoś takiego mocno skrzywić ;)

      Usuń
    12. Telthona - masz racje ale to moze byc przyczyna, bo ludzie generalnie nie lubia szukac ani pytac :P

      Noiprox - troche dziwny argument, bo to tak jakbys stwierdzil, ze w sumie pralka jest niepotrzebna, bo kiedys ludzie radzili sobie bez niej i prali w rzece :P Zwlaszcza w kontekscie tego, co powiedziales pozniej - ze w branzy mamy rosnaca konkurencje. Jesli kursy sa dobre, ktos ma czas i pieniadze to czemu nie? No chyba, ze faktycznie ktos jest wstanie otrzymac to samo za darmo. Inna sprawa, ze nie wiadomo ilu z weteranow zaczynalo nauke od roznych atelier czy innych szkolek a imo to na tym etapie podstaw dobry nauczyciel, ktory cie ukierunkuje jest najwazniejszy, bo pozniej, majac podstawy duzo latwiej jest sie rozwijac samemu. Widac jak wielu "kandydatow na profesjonalistow" jara sie nowa paczka brushy a podstawy leza i kwicza.

      I nie zrozumcie mnie zle - nie jestem wyznawca papiera. Ogolnie sie z wami zgadzam tyle, ze ja caly czas o oplacalnosci studiow mowie w kontekscie osob, ktore dopiero expia i nie maja jeszcze tego skilla, by isc do pracy w branzy. W takim wypadku uwazam, ze dobrze wybrane studia moga byc fajna alternatywa dla calkowicie samodzielnej nauki. To nie jest tak, ze takie osoby spedzaja czas na studiach i go marnuja zamiast isc do pracy, bo one i tak do tej pracy by nie poszly. Skill to jednak lata ciezkiej pracy i kazdy musi przez to przejsc w tej czy innej formie.
      Inna sprawa, ze jesli ktos jest juz na tyle mocny, by zlapac dobra prace i sie w niej fajnie rozwijac a mimo tego zwleka, by miec papier czy chce pracowac dopiero po studiach to imo robi glupio. Zwlaszcza jesli jest na ostatnich latach, gdzie oblozenie zajeciami jest na tyle male, ze spokojnie mozna godzic studia z praca full time.

      To co piszesz o konkurencji jest interesujace. Jak przedstawia sie poziom takich osob? Czy macie poczucie, ze przy obecnej sytuacji na rynku nie dostalibyscie sie na swoje stanowiska z takimi umiejetnosciami jakie wtedy mieliscie? Zastanawiam tez na ile sytuacja w UK jest podobna do polskiej, bo mam wrazenie ze u nas jest troche inaczej (wszystko dochodzi z pewnym opoznieniem). I czy w ogole mozliwe jest (poza jakims wielkim krachem), by na jedno stanowisko startowalo 200 super grafikow? W wielu branzach dostep do wiedzy jest nieograniczony. Mimo tego dobrych ludzi jest wciaz malo, bo nie wystarczy obejrzec tutorial by byc uber pro. To, ze musisz ciezko pracowac przez kilka lat nad skillem jest i tak dla wiekszosci bariera nie do przeskoczenia i to niezaleznie o jakiej branzy mowimy.

      Ja nigdy nie wartosciuje prac na zasadzie "komercyjne znaczy kiczowate" i "artystyczne znaczy ambitne", wiec "komercyjnosc" nie byla zadnym zarzutem wobec twojej tworczosci. Osobiscie mi sie ona podoba i ja lubie "komercyjny" styl, tak jak lubie "klasyczny" realizm. Natomiast jak na standardy branzy to w moim odczuciu to nie ty jestes "komercyjny", tylko Telthona jest "artystyczna", co uznalam za dosc zabawny paradoks, bo broni sie przed jakimikolwiek powiazaniami ze sztuka rekami i nogami :P I tyle :)

      Usuń
    13. No właśnie, ty nie wiesz, ilu weteranów zaczynało naukę w szkołach artystycznych... nie chcę tu zabrzmieć jak buc, ale ja mam z nimi do czynienia na codzień i skończenie szkoły artystycznej to naprawdę rzadka rzecz wśród takich osób.

      To że uważasz, że sytuacja o której tu się rozpisuję jest w wielu branżach i to wcale tym branżom nie przeszkadza świadczy tylko o tym, że nie do końca wiesz o czym mówisz. Przykładem może być web design, który kiedyś był megawartościowy i dochodowy bo niewiele osób potrafiło to robić, ale przez tutoriale i dzielenie się wiedzą zrobiło się web designerów jak mrówków i potem zamiast brać normalne, dawne ceny rynkowe po kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy złotych, ludzie zaczęli robić za kilkadziesiąt-kilkaset złotych.

      Mówisz, że chodzi o to żeby znaleźć dobrego nauczyciela - jest stara mądrość która mowi, że jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, to po prostu to robi, a nie uczy. Albo z angielskiego: "Those who can, do; those who can't, teach". Są oczywiście wyjątki, jak na przykład Feng Zhu, ale powiem Ci coś o jego studentach z perspektywy innej, niż znasz ją z hurraoptymistycznych postów w Internecie i filmikach przepełnionych kilogramami PRu. Taka szkoła to jest biznes jak każdy inny, im chodzi o to żeby zarobić i jeśli powiedzą że taki kurs zagwarantuje ci pracę w branży to oni to zrobią nawet jeśli zdają sobie sprawę, że prawda jest kompletnie odwrotna, o czym poniżej.
      Kiedy z Telthoną byliśmy na warsztatach na Koniu Trojańskim, ludzie poznawali mnie po identyfikatorach na których była nazwa firmy i job title. Zaczepiali nas z prośbą żeby zreviewować im portfolio. Takie rozmowy zawsze były naprawdę sympatyczne, ale tak się złożyło, że u kilku z nich bardzo łatwo było wypatrzeć styl Fenga Zhu, ale to do tego stopnia i na takim poziomie, że serio gdyby ktoś mi pokazał te prace i powiedział że FZ zupdatował portfolio to był bym w stanie to uwierzyć. To oczywiste, że na zajęciach mocno cisną codzienne rysowanie i każdy wychodzi stamtąd jako wymiatacz-klon Fenga, więc to naturalne że oczekujesz, że nie mają potem problemów z wbiciem sie w branżę. Spytałem sie go, czy studiował na FZDschool. On powiedział, że tak. Ja na to zdziwiony "w takim razie czego ode mnie oczekujesz? Co ja mam ci powiedzieć, czego ci tam nie powiedzieli?" On mówi, że nie może znaleźć nigdzie pracy i prosi o jakieś rady które moga go nakierować na dobrą drogę. Kiedy spytałem, czy w ogóle rozesłał folio do więcej niż 10 firm, powiedział, że tak, że cały czas gdzieś je rozsyła. To naprawdę smutne, bo identyczna sytuacja z absolwentami FZDS trafiła się kilka razy w czasie jednego wyjazdu. Takich rzeczy nie przeczytasz na necie, bo ludzie na forach czy fejsie chcą się chwalić osiągnięciami (a poznanie Fenga i ukończenie jego szkoły takim osiągnięciem jest) niż marudzić na swoją sytuację. Ludzie robią się szczerzy dopiero wtedy, kiedy przychodzą prywatnie porozmawiać (nie publicznie na forum albo przy innych ludziach!) z prośbą o pomoc i tak naprawdę dopiero z tej perspektywy poznaje się prawdziwą sytuację w branży - w której notabene potrzeba jakieś tysiąc koncepciarzy łącznie na całym świecie, a choćby taka grupa facebookowa Daily Spitpaint ma już teraz 52k członków!

      To teraz jeszcze bardziej pesymistyczny wariant - powiedzmy, nie idziesz na kurs bo nie masz kasy, a trafiasz na uczelnię. Pomijając to że mi mniej czasu zajęło od momentu kiedy zacząłem się uczyć rysować (w trakcie studiów informatyki, które skutecznie mi utrudniały naukę rysowania na własną rękę, więc nie mogłem sie temu w pełni poświęcić) do momentu aż wbiłem się w branżę niż komuś zajęłoby samo ukończenie takiej specjalistycznej szkoły, to taka szkoła wyrabia studentom mylne wyobrażenie o branży i najzwyczajniej na świecie skrzywia człowieka.

      Usuń
    14. soba, która idzie na uczelnię (mówie tu o kierunkach typowo game artowych, bo studenci ASP mają jeszcze bardziej przechlapane), oczekuje że studia nauczą ich fachu i w ten sposób automatycznie uzyskują dla siebie coś co bym nazwał Wymówką Ostateczną dla prokrastynacji. No bo jak, tyle czasu spędzam na uczelni, jestem zmęczony po nudnych kilkugodzinnych wykładach, chcę odpocząć, nie mam siły na malowanie wieczorami. Na takiej uczelni na assignment polegający na narysowaniu jakiejś conceptu-pierdułki dostajesz dwa tygodnie, potem przynosisz i dostajesz ocenę i czekasz na kolejny assignment a w międzyczasie masz spokój. Potem słyszę i czytam, jak studenci marudzą że mają ciśnienie i nie wyrabiają się z taskami. Że co? Masz raz na jakiś czas jedno zadanie na które masz dwa tygodnie, podczas gdy w pracy dostajesz kilka na dzień, i to stanowi dla ciebie problem? Realizujesz swój własny pomysł na dany temat, nie masz problemów z realizacją czyjejś wizji (w czasie gdy w studio koncpeciarze prawie nigdy nie dostają wolnej ręki i przyjmuja rolę ołówka art directora!), nie masz nieskończonych iteracji, nie musisz robić 10 konceptów na raz w międzyczasie kiedy czekasz na feedback... mówiąc krótko unikasz WSZYSTKICH frustracji związanych z zawodem koncepciarza i marudzisz, że się nie wyrabiasz? To jak ty masz się sprawdzic w zawodzie? Najbardziej mnie rozwala, jak ktoś mówi, że na prace magisterską zostały mu "tylko dwa miesiące", podczas gdy taką pracę magisterską ma się w pracy co tydzień.
      O ile nie będzie to nauczanie prywatne - czyt. jeden nauczyciel na jednego studenta, co z oczywistych względów nidgy nie ma miejsca - to poziom nauczania będzie zawsze ściagany w dół przez najsłabszych uczniów.
      Jest jeszcze inna sprawa. Marudzenie na niewyrabianie się z taskami potęguje to, że kiedy jest się przymuszanym do robienia zadania to nie sprawia to absolutnie frajdy, zaczynasz wytwarzać sobie w umyśle negatywne kotwice i tracisz motywację, którą potem koszmarnie ciężko odzyskać. Podczas gdy realizujesz swój własny projekt na własną rękę i we własnym tempie to nie tylko masz cały czas satysfakcję, ale i większą frajdę w tym, co robisz. Możesz się wypalić zanim w ogóle wbijesz się w branżę!
      Jeśli nie wierzysz, że tak jest, zapytaj sie kogoś, kto był przymuszany przez rodziców do chodzenia do szkoły i nauki gry na pianinie albo skrzypcach jaką frajde sprawia mu granie na tym instrumencie i porównaj to z osobami, które uczyły się grania na gitarze na własną rękę.

      Usuń
    15. Powiesz - ale przecież są osoby, które są ambitne i w czasie szkoły będą spędzać czas wolny na rozwoju i rysowaniu, to przecież podwójny wygryw. Oczywiście, że są takie jednostki, i to własnie tych ludzi portfolio trafia potem do galerii absolwentów szkoły, a prace całej reszty studentów się pomija!
      I wiesz co, trzeba by zacząć od tego że takie osoby w ogóle nie potrzebowały takiej szkoły! Z tego co orientowałem się od studentów takich kierunków, to to czego ich uczą na studiach to jest dalekie od rzeczywistości. Nauczyciele uczą tam tego, co im się >wydaje< że jest branżą i takie coś naprawdę może wyrobić krzywe spojrzenie na sprawę i potem, jeśli jakimś cudem dostanie się pracę w branży, trzeba wszystkiego i tak uczyć się na nowo. Już więcej dałoby spędzenie miesiąca na czytaniu archiwów zagranicznych for branżowych, gdzie wszystko już napisano, niż zmarnowanie pięciu lat na studia.
      Uczelnia nigdy ci nie dostarczy takiego szkolenia jak np. FZDSchool i jeśli FZDS nie może ci zagwarantować pracy, to uczelnia tym bardziej.

      Jedyną pozytywną rzeczą, która wiąże się z kursami i uczelniami jest ewentualność, w której pozna się ludzi, z którymi będzie się cały czas nakręcać i motywować. Takie motywowanie jednak jest bardzo złudne, bo im wieksze masz nadzieje, tym bardziej boli każda sytuacja, w której studio odrzuca ci portfolio i tym bardziej boli zderzenie się z rzeczywistym charakterem pracy, kiedy w końcu uda się wbić do branży.

      Dzisiaj oczywiście nie ma sytuacji że na jedno stanowisko jest 200super grafików, póki co wśród tych dwustu osób większość jest średnia, ale ci średniacy w końcu sie rozwiną (na własną ręke, nie dzięki uczelni), zostaną wymiataczami, a do nich dołączą nowi średniacy, którzy w końcu sami zostaną wymiataczami. Niestety wszystko idzie w tym kierunku że będzie coraz więcej wymiataczy startujących na jedno stanowisko i proces ten przyspiesza. Jeśli uważasz, że będą powstawać kolejne miejsca pracy, to nie zostało już tak wiele miejsca na nowe studia, bo rynek po prostu się zapycha. Z całego serca współczuję osobom, które będą próbowały wbić się w branżę dopiero za kilka lat.

      Dostanie się do branży i dostanie się do dobrej firmy zawsze wiązało się nie tylko ze skillem, ale w dużej mierze z łutem szczęścia (dla przykładu, trzeba mieć farta trafiając na osobę która cię reviewuje - to, co jedna osoba uzna za pewnośc siebie i ogarnięcie, inny nazwie przemądrzaniem się), i niestety z powodów o których pisałem wyżej tego szczęścia trzeba będzie mieć coraz więcej :)

      Usuń
    16. Na wstepie dziekuje za tak rozbudowana wypowiedz, bo wiele sie mozna dowiedziec :)

      Nie brzmisz jak buc:P Na moje oko calkiem sporo ludzi ma pokonczone studia ale raczej jeszcze w czasach gdy nie bylo takiego dostepu do wiedzy.
      Prawda jest, to co napisales odnosnie stawek przy czym nie chodzilo mi o to, ze "nic sie nie zmienilo" tylko o to, ze nadal mozna zarobic. Pomimo tego, ze masz mase gimbazy, ktora ci zrobi "lągo" za 50zl czy domoroslych webdesignerow siedzacych na freelansie to wciaz firmy szukaja dobrego projektanta od ui/ux, front/back end developera itd. Oczywiscie nie sa to stawki rzedu kilkudziesieciu tysiecy zlotych. Niemniej czy dobrego designu badz ux da sie nauczyc z tutoriali? Wydaje mi sie, ze zawsze w danej dziedzinie beda umiejetnosci nazwijmy to mechaniczne, ktore latwo ogarnac i stawki beda lecialy w dol jak i takie skille, ktorych rozwoj wymaga czasu i ludzie beda gotowi za nie zaplacic. Inna sprawa, ze dobrych projektantow przepychajacych sie z gimbaza za niskie stawki tez jest sporo, wiec ja nie podchodze do tego super optymistycznie.
      W ogole rozmawiajac ostatnio ze znajomymi specjalistami z roznych dziedzin - technicznych, medycznych, artystycznych moge dojsc do wniosku, ze wszedzie jest zle. Konkurencja coraz wieksza, coraz gorsze pieniadze i umowy. Moze tylko programisci maja dobrze, bo akurat jest ssanie. Ale to zawod taki sam jak kazdy inny - trzeba miec predyspozycje i ciagle sie rozwijac. Wiec nie wiem czy obecnie jakikolwiek zawod sie oplaca bardziej niz inne :D Ale to efekt wielu czynnikow - dostepu do wiedzy, masowej edukacji ale tez (a moze przede wszystkim) ekonomii, ktora sie bardziej zwija niz rozwija stad miejsca pracy sie kurcza zamiast powstawac.

      Ja znam kilka przypadkow dobrych nauczycieli. Zazwyczaj dziela sie na 2 grupy - pracujacy na codzien komercyjnie, prowadza zajecia na uczelni majac tytul magistra i nie sa zainteresowani doktoratami czy innymi duperelami. Ucza dla kaprysu badz prestizu. Druga grupa to ludzie majacy wlasne szkoly/pracownie. Sa dobrzy w tym co robia, maja warsztat ale z racji niekomercyjnosci dziedziny (malarstwo/grafika itd.) nauczanie traktuja jako bufor, staly dochod majacy im zapewnic utrzymanie pomiedzy wiekszymi zleceniami. Tez raczej doktoratow nie maja :P Czyli sa dobrzy nauczyciele ale tak jak mowisz - trzeba sie uczyc od praktykow (czyli tych co robia) a nie od profesorow, ktorzy ostatni raz wystawili swoja prace 20 lat temu w galerii w koziej wolce.

      Z trzeciej strony na fali popularnosci gamedevu powstaje masa kursow i szkolek o znikomej wartosci. Widzialam w Polsce kursy.prowadzone przez calkiem uznanych specjalistow z branzy (co tez jest dziwne, bo oni nie sa biedni by takie rzeczy robic(?)), ktorych cena jest wysoka a wartosc znikoma (troche tego, troche tamtego) i to nie jest nic, czego by czlowiek nie ogarnal w amatorskim projekcie, wiec sciemy widzialam :P Ale z FZD nieco mnie zaskoczyles. Czy jest to kwestia bardziej konkurencji czy bycia klonem Fenga? Tj. ze studia wola zatrudniac grafika nawet nieco slabszego ale z wlasnymi pomyslami niz podrobe Fenga?

      Jesli tobie udalo sie w 3 lata na informatyce nauczyc w dziedzinie concept artu tyle, by byc pro to szczerze (bez cienia ironii) gratuluje. Oznacza to, ze masz dobra metodyke pracy, charakter (zazdroszcze, bo ja nie umiem ciagnac kilku srok za ogon :P) i byc moze dosc sporo rysowales jeszcze wczesniej, bo ciezko o taki progress w 3 lata zaczynajac zupelnie od zera. Patrzac po moich znajomych grafikach, ktorzy studiowali informatyke badz inne kierunki z dupy, do branzy wbili sie ci, ktorzy rysowaniem/modelowaniem zajmowali sie wczesniej od dobrych paru lat. Ci, ktorzy dopiero zaczynali badz mieli bardzo slaby warsztat przpadli w wirze zajec i pozniejszej pracy. Kwestia charakteru i determinacji.

      Usuń
    17. Mysle, ze w tym co piszesz jest sporo racji i byc moze ja mam skrzywione spojrzenie, bo patrze na to wszystko z perspektywy osoby, ktora poszla na studia troche pozniej i juz po liznieciu branzy (ale tylko liznieciu stad uwaznie slucham i czytam roznych informacji ;) choc z tamtego okresu pozostalo mi troche doswiadczenia, kilka gier z creditsami i projektow amatorskich). Uczciwie powiem, ze mi szkola nie robi roznicy (chcialam isc, by miec cale zaplecze w jednym miejscu) i po prostu robie swoje jak czesc starszych znajomych z roku. Widze jednak, co sie dzieje z ludzmi, ktorzy poszli po maturze myslac, ze uczelnia ich czegos nauczy i twoje spostrzezenia sa trafne - zamiast expic planuja kolejne kierunki studiow juz na poczatku pierwszych (nie wiem po co o.o), nie robia nic ponad niezbedne minimum i do tego bohomazy pod dyktando profesorow. Wypalaja sie, marnuja czas, ktorego maja coraz mniej.
      Z drugiej strony ja mam tak, ze mnie akurat uczelnia mobilizuje do tych mniej przyjemnych cwiczen (studia, rysunki anatomiczne), ktore sa potrzebne a ktorych samemu nie za bardzo sie chce robic. I tez meczenie dupy profesorow, by poprawiac ciagle jedna prace, wypalenie traktuje jako cenna lekcje. Troche to masochistyczne ale wiem, ze w branzy nie zawsze sa fajne projekty, ktore robi sie z przyjemnoscia, moze byc toksyczna atmosfera a creative director bedzie meczyc dupe gorzej niz profesor ASP. Umiejetnosc pracy pod presja czynnikow zewnetrznych jest przeciez czescia bycia profesjonalista a jednoczesnie wielu ludzi sie lamie i to zle wplywa na nauke. Szkola wiec nie jest dla mnie niezbedna (zwlaszcza, ze ciezko o sensowna korekte) ale feedback juz tak. Ja zaczynalam nauke od zupelnego zera, kiedy nie umialam prostej kreski postawic. Bardzo potrzebowalam kogos kto mnie nauczy podstaw, pokaze jak zaczac, jak patrzec. Teraz (choc jestem na innym etapie) nadal potrzebuje kogos, kto wskaze mi (czesto subtelne) bledy i da overpainting/wskazowke co zrobic, by to poprawic. Wiem, ze bez tego moje postepy bylyby znacznie wolniejsze a w internetach czesto nic ponad "ojjjaaa jakie to sliczne" sie nie uslyszy. Wy pewnie tego tak nie odczuwacie, bo macie feedback w firmie ale ja bardzo potrzebowalam kogos, kto mi powie co robie zle i jak to poprawic i z moich doswiadczen wynika, ze majac solidne podstawy ogolnoplastyczne duzo latwiej jest sie nauczyc calej reszty samemu niz samego malowania/rysowania od zera. Innymi slowy - bardzo sceptycznie podchodze do uczenia sie "samemu" w prozni, bez korekt lepszych od siebie. Zwlaszcza, ze dobry prowadzacy (i mala grupa) umozliwia podchodzenie bardziej indywidualne do danej osoby przez co nie ma "rownania w dol". Niemniej zgadzam sie z wiekszoscia tego, co napisales.

      Pamietam, ze 2-3 lata temu do branzy wejsc bylo stosunkowo latwo jesli sie mialo jakies amatorskie projekty i praktyki na koncie (przynajmniej na te niskie stanowiska) i firmy zawsze narzekaly, ze nie maja grafikow, bo dostaja portfolia ludzi, ktorzy nie potrafia rysowac w ogole a jesli juz to nic pod gry. Teraz tez widze, ze wiele firm szuka grafikow praktycznie non stop ale nie wiem na ile sytuacja sie zmienila. Niewatpliwie jednak trzeba sie streszczac i expic, by jak najszybciej miec dobre portfolio :P a szczescie jest kluczowe w kazdej branzy.

      Usuń
  3. fajne wloski, wrzucaj dalej, juz niewiele dni zostalo :) nawet jesli styczen przeciagnie sie troche na luty ;)
    pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieje, że się nie przeciągnie na luty ^^""

      Usuń