30 czerwca 2013

Niewolnicy stylu || Article PL

Wiem że temat gustu i stylu jest swego rodzaju sakrum, i o "gustach się nie dyskutuje", jednak nikt chyba nie zaprzeczy, że poszukiwanie stylu jest częścią życia każdego artysty, i jest to problem, który wielu z nas chciałoby jakoś rozwiązać, a przynajmniej zrozumieć.

Jak zwykle przypominam, że jestem tylko człowiekiem, mogę się mylić, nie chcę nikogo broń boże krzywdzić, wszyscy artyści wymienieni w tych tekstach są podawani dla >przykładu< i po to, by lepiej zobrazować co mam na myśli. No i wreszcie na końcu, bierzcie poprawkę na to, że wszystko co piszę, to tylko moja osobista opinia - która z resztą może się zmienić z biegiem czasu.

... 
  
Gust nie jest niezmienny.

Problem z mówieniem o stylach jest taki, że odbieranie  wszystkich sztuk (nie tylko wizualnych) jest  bardzo subiektywne. Nawet ludzie, którzy długo się znają, wychowani na tym samym podwórku - mogą mieć zupełnie inny gust. Wszystko co nas w życiu spotyka, i jak na to reagowaliśmy, środowisko, które nas otacza, recenzenci których uznajemy, gry które kochamy, książki które czytamy, ludzi których spotkaliśmy, a przede wszystkim wiedza którą posiadamy* - dosłownie wszystko ma wpływ na to jak postrzegamy świat i co nam się podoba a co nie. Co ciekawe, gust się zmienia z biegiem czasu,  wraz z punktem widzenia. Zmienia się, bo i my się zmieniamy.

* - moim zdaniem to czy posiadamy odpowiednią wiedzę fachową warunkuje to, czy będziemy w stanie rozumieć i zachwycać się chociażby sztuką współczesną.

Dlatego często coś, na co nigdy nie zwracaliśmy uwagi - może nagle wydać się interesujące, jeśli ktoś kogo szanujemy zaprezentuje nam to w odpowiednim świetle. A rzeczy, które wielbiliśmy przez lata mogą nam spowszednieć i porzucimy je na koszt czegoś innego. Zdasz sobie sprawę z tego, jeśli pomyślisz teraz o jakichś swoich przeszłych fascynacjach, których już nie podzielasz.


Jeśli się naprawdę coś kocha i eksploruje, w końcu można się tym przesycić. Z pewnością doświadczyłeś tego w momencie, kiedy znalazłeś utwór muzyczny, który podobał Ci się do tego stopnia że go zajechałeś, słuchając go w kółko. Teraz przewracasz oczami, jak go gdzieś przypadkiem usłyszysz w radiu. Podobną sytuację możesz mieć jeśli jesteś fanem sci-fi - i oglądasz wszystkie filmy powiązane z tematem, czytasz książki, grasz w gry video, a nawet zaczynasz interesować się technologią i nauką by w końcu stać się wykrywaczem wszystkich możliwych klisz powielanych przez te wszystkie lata. Jest to moment w którym przestajesz się cieszyć nowymi produktami o tematyce scifi, bo jesteś w stanie przewidzieć wszystkie twisty, włacznie z zakończeniem, a jak coś przestaje zaskakiwać, to przestajesz się tym interesować.

Są to klasyczne przykłady "wyeksploatowania tematu" połączone z przewidywalnością.

A styl, to niestety, właśnie "przewidywalność". 


Niewolnicy stylu.

Zachwycałam się kiedyś takimi artystami jak Bobby Chiu, Dave Rapoza, Lois van Baarle, Kekai Kotaki czy nawet jakiś czas temu Yue Wang (SakimiChan). Specjalnie dobrałam takich, a nie innych artystów, bo mimo że każda z tych osób jest zupełnie inna to jest parę rzeczy które ich łączą: a) ekstremalnie charakterystyczny styl b) ogromna popularność c) dziesiątki kopistów.
Wybrałam tych artystów ponieważ stanowią idealny przykład tego, co się może stać, kiedy połączysz dobrego skilla w rysowaniu z - internetem i przede wszystkim "sympatyczną osobowością". Tacy artyści najszybciej rozprzestrzeniają swoje wpływy po portalach, bo chętnie udzielają wywiadów, każdemu dziękują za komentarz, biorą aktywny udział w dyskusjach a przy tym ciężko harują na swoje portfolio.
Jednak to co najbardziej ludzi przyciąga do tych konkretnych artystów to unikatowy styl i podejście do rysunku. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny, bo stworzył własny język symboli, którymi się posługuje. W przypadku Lois jest to (mocno uogólniając) pastelowa kolorystyka, w przypadku Bobbiego są to kudłate potworki, Kekai wybrał półmonochromatyczną paletę i czerwone płaszcze, Rapoza ma swój rimlight a SakimiChan ma urocze twarze.
Co do SakimiChan - jej prace wydawały mi się bardzo fajne, bo były renderowane w taki trochę plastikowy/foliowy sposób, którego nie widziałam zbyt często. Postacie z tymi wielkimi oczami i tym śliskim plastikowym renderem bardzo mi się podobały. Tomek się ze mnie śmiał że "wyznaję plastik", a ja broniłam tych prac przez długie miesiące. Dopiero niedawno zauważyłam tą ogromną powtarzalność w jej galerii. Każda praca jest dosłownie taka sama, tylko "rekwizyty" się zmieniają. Mimo wszystko mam wrażenie jakby nikt tego nie zauważał. Zdaje się, że przewidywalni artyści mają największą popularność i publiczność.

Z czego to wynika? Prawdopodobnie jest to wynik tego, że ludzie przyzwyczajają się do pewnych schematów, i lubią "szufladkować" artystów. Jeśli styl jakiegoś artysty im odpowiada, będą oczekiwać od niego: "więcej tego samego". Coś takiego z pewnością spotkało zarówno Lois, jak i Kekaia. Mam wrażenie, że oboje cieszą się popularnością swojego stylu, ale jednocześnie zauważają >ramy< które poprzez wytworzenie stylu wybudowali wokół siebie. Są oni swego rodzaju niewolnikami swojego stylu, robią ciągle to samo, bo >nie mogą zawieść fanów<. W przypadku SakimiChan wydaje mi się to wręcz robieniem pod publikę.

Weźcie więc proszę pod uwagę to, że drugą stroną posiadania charakterystycznego stylu jest właśnie ryzyko stania się niewolnikiem tłumów. Oczywiście nie wszyscy będą uważali to za coś złego, niektórym artystom z pewnością może być to nawet na rękę, ale moim zdaniem wszelkiego rodzaju ograniczenia sprawiają, że artysta przestaje być wolny - a co za tym idzie - >przestaje się rozwijać i  poszukiwać<.

Autor który "nie chce zawieść fanów" jednocześnie popada w kryzys twórczy i staje przed najtrudniejszym zadaniem; spróbowaniem zrobienia czegoś lepszego niż to, co już stworzył. O tego typu rozterkach moralnych wspominał i Notch (twórca Minecrafta), i ThatGuywitheGlasses (próbował zawiesić serię NostalgiaCritic, ale ponieważ wszystkie nowe serie które tworzył nie cieszyły się taką popularnością jak Nostalgia Critic, musiał biedak wrócić do tej formy, mimo że jak sam wspomniał już się w niej wypalił - w efekcie koleś prowadzi ten program z nieco czerstwą i zażenowaną miną i zaczął dołączać na koniec epizodów bardzo sugestywny utwór "The show must go on" :P). Podobne kryzysy mają artyści wszelkiej maści - wystarczy że  odniosą na jakiejś płaszczyźnie sukces. Mają to swoje >dziecko<, które jest ich sztandarem, ich oczkiem w głowie, czymś co ma ogromną ilość fanów, co pielęgnują latami, aż w końcu zdają sobie sprawę, że sprzedają ten sam szajs już za długo, a w momencie kiedy chcą to zmienić - stają pod ścianą do ostrzału, przez "zawiedzionych" fanów. Ten schemat dotyczy wielu artystów - pisarzy którzy napisali BESTSELLER wdł NewTimes'a, aktorka, która dostała Oskara "w zbyt młodym wieku i na początku kariery zawodowej" za pierwszoplanową rolę kobiecą w filmie. Jak ktoś odnosi sukces, to oczekuje się, że każda następna rzecz, którą taki człowiek robi, musi być >lepsza< od poprzedniej. A ponieważ oczekiwania fanów są tak wygórowane, niemożliwym jest, by nowy produkt, tak odmienny od poprzedniego został zaakceptowany przez wyznawców poprzedniego produktu. W efekcie taki autor ma znacznie trudniej; nowe książki Rowling spotkały się z niesamowitą krytyką, tak samo nowa płyta Daft Punka spotkała się z mnogością sceptycznych opinii. Nawet o Peterze Jaksonie mówili, że Hobbit się mu nie udał ;P W stronę takich twórców od razu sypią się komentarze i recenzje typu: "wypalił się", "to już nie to samo", "próbuje ale mu nie wychodzi" bla bla bla. Ludzie mają klapki na oczach, i zamiast z zainteresowaniem oczekiwać na nowe ruchy swoich idoli, z góry zakładają że im się nie uda. A strach przed odrzuceniem przez fanów powoduje, że  w większości przypadków autorzy ciągle klepią to samo - stają w miejscu, są mega przewidywalni i przestają zaskakiwać. A w moim odczuciu, jak ktoś przestaje mnie zaskakiwać, to przestaję się nim interesować.


W pogoni za stylem.

Ok, no to pokazałam Wam jak okropne jest posiadanie stylu, a mimo wszystko dalej ciągnę ten temat? To co chcę tutaj zaznaczyć, to nie to, że styl sam w sobie jest zły - tylko to, że ARTYSTA który sam ogranicza się do jednego stylu JEST ZŁY.  Zawsze mnie dziwiło, że artyści tak często >gonią za stylem< po to by w pewnym momencie pozwolić mu definiować ich twórczość. A ponieważ styl sam w sobie jest : celowym popełnianiem błędów, mądrym łamaniem zasad >ograniczaniem formy wyrazu< to ograniczanie się tylko do jednego >ograniczenia< jest po prostu strzałem w kolano.

To moim zdaniem właśnie różni taką Lois i Kekaia od np Nathana Fowkesa czy chociażby Setha Engenstorma. Ci pierwsi mogą sobie być "artystami" ale ci drudzy są raczej profesjonalistami. Wszystko co robią jest tak samo >zajebiste< mimo że tworzą w różnych stylach. To moim zdaniem odróżnia artystów od profesjonalistów. Profesjonaliści nie boją się wyjść poza "ramy jednego stylu" - ba - oni są nawet w stanie produkować WIELE stylów, i w każdym potrafią się odnaleźć, co sprawia że odbieramy ich jako grafików bardziej wszechstronnych.
A artyści, którzy pierwszy raz zrobią coś dobrego, często boją się to porzucać. I to właśnie sprawia, że muszą się oni potem borykać z takimi problemami jak wściekli fani.


Tworzenie stylu: czyli sztuka samo powtarzania siebie.

Uważam, że jeśli coś będzie się powtarzać dostatecznie długo, w końcu znajdą się tego wyznawcy. W ten sposób można >przepchnąć< bardzo kiepski styl karykatur, lub kreskówkowy - zrobisz jedną postać z ekstremalnie zaburzoną anatomią? Ktoś Cię wyśmieje. Zrobisz ich serię? Przyciągniesz uwagę tłumu.

Wystarczy spojrzeć na style webkomiksiarzy, gdzie im bardziej minimalistyczna kreska na odwal się - tym lepiej. Dobrym przykładem mogą być komiksy Dema, czy Cyanide, czy chociażby Oswalda. Wszystko, jeśli powtórzyć wystarczającą ilość razy, może zostać uznane za styl, i zdobyć fanów.

Dochodzę do wniosku, że styl to właśnie >samo powtarzanie siebie<, i może to działać na różnych płaszczyznach - wystarczy że zaczniesz często operować językiem charakterystycznych symboli. Symbolem może być tematyka, lub postać do której będziesz często wracać. Może to być też ograniczona gama barwna, do której będziesz wracać, mogą to być proporcje, lub kompozycje lub  >jakość< wykonania - finalny render który jeśli uda Ci się powtórzyć kilka razy, to może przekonać do siebie ludzi.

Zwróćcie uwagę na portfolia artystów, których uważacie za profesjonalistów. Prawdopodobnie wrażenie profesjonalizmu jest powodowane między innymi tym, że dany artysta był w stanie zrobić kilkanaście grafik do jakiegoś projektu w tym samym stylu, i zaprezentować to w ten sam sposób. Takie działania powodują poczucie >konsekwencji< - widać że autor ma równomierną galerię, i że potrafi utrzymać taki sam poziom wykonania przez X ilość grafik. Takie coś powoduje, że artysta wydaje się solidny i widać, że to, że jeśli jakaś grafika dobrze mu wyszła to nie był przypadek, tylko świadome działanie.
Jeśli styl w galerii innego kolesia jest również solidny i równomierny, mimo że przedstawia jakieś bahomazy, wtedy łatwiej widzowi zrozumieć, że to też było działanie CELOWE. Że autor systematycznie robi świadomie właśnie takie grafiki. W momencie zdania sobie sprawy, że było to celowe, widz przestaje patrzeć na to jak na bohomazy. Zaczyna rozpoznawać w poszczególnych pracach charakterystyczne cechy, i uznaje to za styl :)

Wynika to z prostego schematu, w którym ludzie muszą dostosowywać swój mózg do tego co widzą. Jeśli widzą coś mega dziwnego pierwszy raz, odrzucą to. Jeśli potem pokażesz im więcej dziwnych rzeczy w tym samym stylu, masz większe szanse na zdobycie przychylnej audiencji. Bo mózg obserwatora po zobaczeniu kilku prac - "dostosuje się" do rozumienia i rozpoznawania charakterystycznych cech, kliszy i rozwiązań, które stosuje autor.

Dlatego własnie artyści z bardzo absurdalnym stylem często zdobywają popularność. Moim zdaniem jest to wynikiem tego, że ludzki mózg jest zaprogramowany na "szukanie patternów", ludzie lubią porównywać rzeczy i znajdywać cechy wspólne. Rozpoznanie czegoś daje im wysoki dopływ dopaniny do mózgu, a co za tym idzie, mają ogromną satysfakcję i czują szczęście :)
Nawet jeśli ich mózg wybadał pattern typu: "Twoja postać wygląda zupełnie jak Scarlet Johanson!"

Trochę odmienną reakcją powstałą na tym samym tle może być  : "to co narysowałeś jest BARDZO podobne do tego co robił Kekai do GuildWarsów" - z tym że w tym drugim przypadku mózg odczuwa złość i rozczarowanie, ponieważ rozpoznał pattern ale się "pomylił", bo praca nie należy do Kekaia, a do jakiegoś początkującego grafika, który zrobił coś swojego używając >symboli< Kekaia.

Czyli za styl możemy uznać cokolwiek - wystarczy, że zobaczymy coś bardzo do siebie podobnego kilka/kilkanaście razy.
Styl więc używa danych symboli ŚWIADOMIE i konsekwentnie, by wytworzyć logicznie powtarzające się patterny, łatwe do zidentyfikowania przez widza.

 ...


Moim zdaniem osoby, które usilnie poszukują stylu i nie mogą go znaleźć, bardziej skupiają się na tym, żeby zadowolić publiczność i zdobyć dużą popularność, niż by zadowolić siebie. A osoby, które to osiągnęły, mogą spać spokojnie, i już robić to co robią do końca świata, ale mogą za pare lat obudzić się w niewygodnym miejscu, w którym jakby coś im odbiło i np. zapragnęli robić ilustracje do książek dla dzieci to mogliby się spotkać z naprawdę negatywnym odzewem fanów.

Sama jestem raczej wyznawcą "cykli" i "projektów" niż stylu. Dzięki temu ma się swego rodzaju  dystans do tego co się robi, bo każdy cykl i projekt traktuje się jako oddzielną całość, i każdy może być czymś zupełnie innym. Takie myślenie przydaje się również w komercyjnej pracy, gdzie w momencie w którym dostajesz za zadanie zdefiniowanie stylu, nie jesteś jedyną osobą która się pod tym podpisuje, i tak naprawdę styl "zostaje" przypisany do produktu, a nie do autora.

Dlatego sugerowałabym wszystkim tworzenie "swoich własnych projektów" zamiast gonić za jakimś jednynym słusznym stylem. Ponadto, jeśli będziecie myśleć "projektami" i trzymać je oddzielnie, nie będziecie aż tak bardzo osobiście do "stylów" podchodzić. Bo charakterystyczny styl to tak naprawdę klatka pełna oczekiwań.

Jeśli więc utworzenie stylu nie jest takie trudne, dlaczego tak wielu grafików ma z tym problemy? Jest to wynik tego, że wszyscy graficy mają jednak takie trochę naiwne i romantyczne myślenie, że "styl sam się jakoś wytworzy", i wolą by ten proces był powolny i "naturalny", w przeciwności do sztucznego implementowania "symboli" do swojej twórczości :)

A jeśli wam tak bardzo zależy, użyjcie mózgu. Spróbujcie zdefiniować styl nawet matematycznie. Eksperymentujcie. Jeśli nie będziecie do czegoś w 100% przekonani, nic się nie stanie. Żeby coś nazwać stylem, musi być tego dużo ;P





Pozdrawiam,
Telka

25 komentarzy:

  1. Nikt nic nie pisze, a tu taki mądry post zawisł :) Telthona, bardzo trafnie sformułowałaś moje przemyślenia na ten temat, jakie miałam jakiś czas temu. Doszłam do tego samego, co Ty wniosku, że ludzkie umiłowanie powtarzalności i wzorów to echo swojego rodzaju ułomności (czy raczej ograniczenia) mózgu, dla którego bezpieczne i przez to komfortowe są sytuacje (tu obrazy) już znane. Jak z piosenkami - najbardziej podobają się te, które już się kiedyś słyszało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko widzisz, najpierw trzeba ten styl wytworzyć, przekonać do niego ludzi, >zapoznać ich z patternem< :) a nowi artyści zamiast tworzyć własne unikatowe patterny, kopiują bezmyślnie klisze od tych >znanych i lubianych< i implementują je w swoją twórczość. To trochę takie bezrefleksyjne działenie bez używania mózgu xD a ponieważ ludzie łatwo są w stanie przypisać symbole do artystów, to taki początkujący grafik mota się z naśladowania mullinsa do naśladowania kekaia, a w miedzyczasie ponaśladuje disneya, i zamiast usiasc i ruszyć głową, mota się od kliszy do kliszy. Eh, ta pogoń za stylem. Widzę to coraz częściej na deviantarcie i po prostu ręce opadają :P

      Usuń
  2. Do przykładu osób potrafiących swobodnie poruszać się w różnych konwencjach i stylach (z niezłym skutkiem) dodałabym tutaj Shoomlah (shoomlah.deviantart.com, która robiła ostatnio concepty do bioshocka.

    I mimo że muszę przyznać Ci wiele racji, nie zgodzę się, że styl zawsze jest kulą u nogi i ograniczeniem i że zawsze wynika z chęci spełnienia oczekiwań fanów. Tak jak piszesz, styl to zbiór pewnych ulubionych rozwiązań i patternów, ale są ludzie, którzy stosując je potrafią uniknąć banalnej powtarzalności i wykorzystywać je wciąż na nowo nadając im nową jakość.

    Dodam jeszcze, że nie każdy przecież dąży do profesjonalizmu i to nie tylko z chęci "bycia prawdziwym artystą". Twoja rada odnośnie myślenia projektami jest cenna, kiedy czyimś celem jest bycie konkurencyjnym na rynku grafiki i sprzedanie za dobrą cenę swoich umiejętności. Ale nie zapominajmy, że nie jest to cel nadrzędny wszystkich artystów i jednolity styl jako pewnego rodzaju marka czy wizytówka może być przydatny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie to ujęłaś: styl może być marką i wyzytówką.. ale wydawało mi się zawsze że artyści chcą zdobyć tą markę i wyzytówkę po to, by ...? No właśnie, do czego marka i wyzytówka może być artyście przydatna? Czy do tego, by dostawać zlecenia od określonych klientów właśnie dlatego że ma się taki i taki styl? Myślenie o stylu zawsze niesie za sobą jakieś potencjalne korzyści, i nie neguję tego, wręcz przeciwnie, uważam że to jest coś czym warto umieć manipulować.

      Sęk w tym, ze artyści bardzo często >zagnieżdżają< się w jednym stylu. Na sympozujm można było zadawać Kekaiowi pytania, i jak zapytaliśmy go, jak widzi rozwój swojego stylu w przyszłości, wydawał się strasznie oburzony; i odpowiedział kręcąc głową z niedowierzeniem: "ale kto, ja?". Że niby on jest na takim poziomie, że nic więcej już nie osiągnie. Potem jak go złapaliśmy przy piwie, to próbowaliśmy ciągnąć temat, ale się strasznie wykręcał :P

      Mam coś takiego, że uznaję za mistrzów tych ludzi, którzy mnie inspirują i zaskakują. Są artyści, tacy jak daniel chavez, lub anthony jones czy thien bao, którzy mimo że mają rozpoznawalną krechę, nie jesteś w stanie przewidzieć co nowego pokażą światu, i zawsze jestem zachwycona, jak próbują nowych rzeczy. A są artyści jak Kekai, czy SakimChan, gdzie widzisz, o, nowa praca Kekaia, znowu czerwone płaszcze i jakiś olbrzym lub smoki w tle. O, nowa praca Sakim, ciekawe co zrobi... o... jednak znowu to samo. Tacy artyści trochę mnie rozczarowują i przestają inspirować. Nie wiem jak to wygląda ze strony ludzi którzy nie zajmują się grafiką, może ja mam wypaczone myślenie na ten temat bo sama rysuję i zaczynam widzieć paterny dosłownie wszędzie :P

      Nieprzewidywalnego artystę który trzyma poziom, cenię znacznie wyżej niż przewidywalnego.

      I serio, czekam na moment w którym Kekai sie ogarnie i zacznie robić coś nowego, i ludzie będą mu marudzić że Kekai się skończył :P myślę że w takiej sytuacji można by popaść w głęboką depresję :P jak to się mówi, upadek z wysokiego szczebla boli bardziej.

      PS: osobiście uważam że sama jesteś świetnym przykładem artysty który potrafi sobie poradzić z wieloma stylami na raz :) Da się? Da się.
      PS2: po za tym nawet jeśli będziesz robić w innych stylach to i tak będą one na siebie odziaływać i będą miały jakieś cechy wspólne :> więc zawsze w jakiś sposób ten "ślad pędzla" widać. Te "cechy wspólne" też można nazwać stylem, z tym że będzie to bardziej subtelne niż klisza: monochromatyczne tło, czerwone szmaty i rogate hełmy XD

      Usuń
    2. W takim razie to chyba kwestia tej granicy, gdzie kończy się styl a zaczyna schemat, bo w gruncie rzeczy chodzi nam o to samo.

      A w kwestii pytania po co styl, skoro nie po to, żeby go sprzedać - chociażby po to, żeby spójnie przekazać jakąś historię. Widać to na przykładzie rysowniczek komiksów takich jak Vyrhelle i Orpheelin, albo po Loiselu i ogółem wielu komiksiarzach. Chociaż po Twoim tekście zauważyłam, że oni faktycznie w obrębie swojego stylu mimo wszystko eksperymentują, zmieniają punkty widzenia i techniki.

      A z deviantartem widzę tutaj kilka problemów:

      - Młodzi artyści mają szansę obserwować prace znanych twórców i uznają ich styl za obiektywną prawdę na temat tego, jak powinien wyglądać dobry rysunek - dlatego kopiują ich rozwiązania bez świadomości z czego te rozwiązania wynikają
      - Wszyscy sobie słodzą. To daje młodym artystom przeczucie, że osiągnęli już wszystko co trzeba i mogą zatrzymać się w punkcie, w którym są.

      Acha i dzięki za komplement, jeżeli studia nauczyły mnie czegoś pożytecznego to na pewno tego, żeby nie popadać w niepotrzebne maniery.

      Usuń
    3. Dodam od siebie, że jest jednak spora różnica w "stylu" i "manierze". Styl jest rzeczą, która moim zdaniem wcale nie ogranicza, ale pozwala obserwować jak dana osoba kreuje świat na swój sposób. Bo chodzi o to, żeby ciągle przekraczać granice swoich możliwości i się dokształcać, a nie zamykać w mydlanej bańce.

      Uwielbiam patrzeć na styl moich ulubionych komiksiarzy i na to, co z nim robią. Może dużo osób nie zgodzi się z tym, co tutaj powiem. Otóż wolę oglądać prace, które mają duszę i ciekawy styl, nawet jeśli nie są perfekcyjne od strony technicznej, od tych, których autor ma naprawdę wysoki poziom, ale nie różnią się one od prac setek pozostałych podobnych im grafik.

      Zgadzam się z Tobą, Telthono, w bardzo wielu rzeczach, oprócz tej jednej. To nie styl ogranicza. To ludzie ograniczają samych siebie. I ja także bardzo cenię sobie nieprzewidywalnych artystów.

      Pisałam to bardziej ze strony komiksiarza, bo z concept artem nie mam i nie będę miała zapewne do czynienia. Chcę jednak, żebyś wiedziała, że bardzo Cię podziwiam. Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Kiciputek - z tym, że schematy bardzo często uchodzą za styl, i np. jak miałabym rozmawiać ze znajomymi, i rzuciła słowo "Kekai" czy "Lois" wszyscy od razu widzą przed oczami ich prace, tak bardzo są one rozpoznawalne i charakterystyczne. To jest właśnie chyba ta "marka" o której mówiłaś, nawet jeśli traktujesz to słowo bardziej szlachetnie niż ja :)

      Co do stylu, który jest po to by spójnie wyrazić historię: to jest właśnie to co ja jak najbardziej aprobuję :D Styl który definiuje produkt - czy to animację, czy to komiks, czy chociażby film lalkowy jak "Fantastyczny Pan Lis". Jestem jak największym zwolennikiem stylizacji, ale uważam też, że nie każdym stylem da się opowiedzieć każdą historię. Dlatego podkreślam, że przyklejenie się do jednego stylu ogranicza artystę - Np taki Bobby Chiu, niekoniecznie mógłby opowiedzieć swoim stylem horror czy dramat.

      Dlatego jeśli Bobby popadłby w depresję, lub dostał zlecenie na zaprojektowanie postaci do horroru, oczekiwałabym że zacznie robić coś innego. Inna sprawa, że jego marka raczej przyciągnie >sympatyczne projekty<... no właśnie :) wchodzimy tu na teren komercyjny. Przepraszam że znowu użyję przykładu Kekaia, ale jest on no idealny do tego celu;

      Kekai wyklarował swój styl podczac pracy w Arena Net nad GuildWarsami. To była jego pierwsza komercyjna praca w studio, wiele się przy niej nauczył, rozwinął swoje umiejętności, zaprojektował pół świata, a przy okazji określił styl Guild Warsów. Styl się przyjął przez fanów, grafiki były używane również do komercyjnych celów, a co za tym idzie, ludzie kojarzą ten styl z guild warsami. Kekai odszedł teraz od Areny Net, bo chyba miał już dosyć tego samego, przeszedł na freelance, ale co robi? Ciągle to samo :P I teraz postaw się w miejscu dyrektora jakiegoś innego projektu, powiedzmy gry fantasy RPG. Wziełabyś Kekaia do robienia konceptów? Albo promo artów? Nie sądzę. Bo ten drugi projekt, zupełnie nie powiązany z NC Softem mógłby być mylony z Guild Warsami. Bo to przecież wygląda DOKŁADNIE jak grafiki z Guild Warsów. Wolałabyś zatrudnić kogoś bardziej uniwersalnego, komu zaufałabyś, że przygotuje nowy, oryginalny design, i zaprezentuje go inaczej niż prezentował go przy poprzednim projekcie.

      Ale tak jak mówiłam - to jest myślenie >komercyjne<. Popularny i charakterystyczny artysta może żyć ze swojej sztuki na wiele innych sposobów. Sprzedając printy na przykład, co z resztą Kekai robi.

      Usuń
    5. Jeszcze raz przypomnę: "To co chcę tutaj zaznaczyć, to nie to, że styl sam w sobie jest zły - tylko to, że ARTYSTA który sam ogranicza się do jednego stylu JEST ZŁY."
      W tym zdaniu chodziło mi o to, że styl jest czymś co warto rozwijać, ale wolałabym gdyby artyści rozwijali wiele stylów na raz, lub modyfikowali ten styl który już mają - dzięki temu powstałaby większa różnorodność styli, i moglibyśmy obserwować ich ewolucję; a niestety artyści często dążą do wykształcenia sobie tylko jednego jedynego słusznego stylu.

      Czyli jeśli uważają cały swój rozwój za konsekwentne dążenie do jednego jedynego stylu, boją się z tej ścieżki zbaczać, w obawie że do tego >idealnego< stylu nigdy nie dojdą. Przez to mało ludzi eksperymentuje, i przez to widać w internecie często powracające schematy i rozwiązania - bo łatwiej sobie przywłaszczyć kilka symboli od róznych artystów i z tego ulepić coś własnego, niż kombinować totalnie od zera. Przez to mamy powódź >niedokończonych speedów enviro< które wszystkie wyglądają tak samo. Z kolei jest też sporo kopistek Lois na necie, które "przywłaszczają" sobie jej styl drobnie go modyfikując.

      Ludzie za dużo się gapią na swoje inspiracje, a za mało na przysłowiową "białą kartkę papieru", i przez to nawet nie wiedzą, gdzie mogliby zajśc, jeśli by się od tego myślenia o swoich idolach choćby na chwilę oderwali.
      A ponieważ te ogromne wpływy mają własnie tacy ultra charakterystyczni artyści, to potem ich fani myślą, że też muszą być ultra charakterystyczni, żeby zaistnieć na tym branżowym poletku.

      Uff ale się rozpisałam :D Mam nadzieję że teraz lepiej się wyraziłam?

      Usuń
    6. Blanka: Tak, własnie to miałam na myśli w zdaniu: "To co chcę tutaj zaznaczyć, to nie to, że styl sam w sobie jest zły - tylko to, że ARTYSTA który sam ogranicza się do jednego stylu JEST ZŁY."
      Ludzie sami się ograniczają.

      I to prawda, że czasem mniej umiejętni artyści są w stanie wykreować styl który ma duszę :) Jestem fanką komiksów Dema, jestem fanką komiksów Cyanide. Nawet TheOatmeal ma świetny styl i czuć emocje które pokazują, mimo że wszystko jest takie minimalistyczne i proste :)

      A co do bardziej zaawansowanych komiksów: ja uwielbiam obserwować ewolucję kreski mangaków :D Weź np takiego Bleacha. Pierwszy tom wyglądał zupełnie inaczej niż 15 xD :) Akurat u komiksiarzy to mam wrażenie że uczą się szybciej i rozwijają się szybciej, bo znacznie częściej niż zwykli rysownicy mają okazje rysować różne pozy, perspektywę i lokacje dookoła :) Np taki nebezial - trzaska te albumy z zawrotną prędkością a wszystko jest tam piękne i kolorowe :O Do komiksiarzy mam zupełnie innego rodzaju szacunek niż do reszty grafików xD to już nie jest zwykły skill. This is madnesss :P Zwłaszcza jeśli ktoś ma świetne poczucie humoru :>

      Usuń
  3. Kupa racji w tym artykule, no i dolaczam sie do grona osob ktore mialy chwilowy zachwyt pracami SakimiChan a teraz wrecz patrza na to z odraza (gotowy model twarzy, zmien kolor oczy, doklej inne wlosy i esy floresy i masz praktycznie gotowa grafike na sprzedaz ;)). Bobbiego nadal lubie, ale to przez ogolna slabosc do wlochatych potworkow i innych stworow z krzywym zgryzem :P
    Mnie czasem irytuje jak slysze od ludzi ze mam wyrobiony jakis tam styl, no bo jak to odebrac? ze powtarzalne i nic nowego w kolejnych pracach nie ma ;)?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy grafik ma swoją bardziej lub mniej charakterystyczną kreskę, i widać w jego pracach pewne cechy wspólne :) Można to nazwać stylem. Grunt to nie dać się zagonić w kozi róg z którego będziie ciężko wyjść :) Ty akurat eksperymentujesz, próbujesz nowych rzeczy, więc póki co moim zdaniem nie jesteś jeszcze >niewolnicą stylu< hahah >:D

      Usuń
  4. Ktoś mi kiedyś powiedział: styl to suma błędów i leniwych skrótów jakie popełniamy rysując.
    Moim zdaniem to prawda.

    Jednak nie szufladkowałbym ludzi którzy robią non stop w jednym stylu.
    Rysować tak by nam samym się podobało to sztuka sama w sobie, oryginalny styl jest często dzieckiem takiego dążenia :P

    Ja tam trochę potrafię rysować, ale co z tego, jak mi te rysunki się nie podobają \o/
    Poszukiwanie środków wyrazu które mi się podobają, a przy tym ich używanie nie doprowadza mnie do szału, ciąg dalszy.

    PS
    Damn 2 razy wysłałem jako komentarz komentarza :/ twój layout oszukuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie powiedziane :> Z tą definicją stylu :>

      A tych ludzi którzy robią ciągle to samo nawet nie trzeba szufladkować XD Oni sami przyklejają sobie etykietki :)

      Usuń
    2. Telka, ale ja właśnie o "Oni sami przyklejają sobie etykietki :)" mówię D:

      Powiedzmy, że kogoś nie interesuje sama ilustracja, tylko jest środkiem do celu, np. szkic, komiks, własny projekt.
      W pracy jak Ci karzą zaprojektować coś "w takim" stylu, to po prostu nie masz wyboru i to robisz. Styl łatwo zmienić, wystarczy podmienić rodzaj używanych proporcji i wykończeniówki. Co nie znaczy, że ta osoba od razu musi lubić to co robi na tyle by w własnym szkicowniku dodawać te nowe style, bo jej to nie obchodzi, woli to robić jak wcześniej.

      Dla mnie osoby które zapychają bloga różnymi stylami to osoby które nie lubią robić ciągle tego samego, a mają bardzo szeroki gust.
      Artyści robiący wszystko w tym samym, albo lekko zmodyfikowanym stylu, po prostu bardzo lubią techniki które wypracowały do tej pory, a jak nikt nie każe im tego zmieniać za mamonę to po co. Czerpią z takiej pracy więcej przyjemności, nie powinniśmy wywierać na nich presji by robili coś inaczej niż tego chcą.

      Każdy jest inny, szanujmy się nawzajem. Wiem, że ten artykuł nie miał na celu nikogo naznaczać, tylko potrząsnąć i wyrwać z szponów ograniczania samego siebie, ale niektórzy mogą źle to zrozumieć i z skrajności popaść w skrajność, co troszkę widzę po komentach.

      Zgadzam się, że artysta pracujący profesjonalnie, potocznie PROs, MUSI potrafić żonglować środkami wyrazu, musi wiedzieć, czym tak naprawdę jest styl i jakimi prawami się rządzi, by móc w nie ingerować.
      Jednak są profesjonalne zlecenia, które nie wymagają takich metod, BA nawet zależy im na różnorodności i zatrudnili artystę ponieważ podoba im się jego/jej ulubiona technika tworzenia.

      Oczywiście, istnieje tok myślenia który hejtuje, a który jest tu powiązany. Mianowicie "głoszenie dobrej nowiny stylizacji" (style to po prostu rodzaje stylizacji).
      Chodzi o osoby które besztają realizm, przeważnie po prostu są za leniwi by się go uczyć, więc ukrywają swoje lenistwo hejtując go i wyśpiewując pieśni pod niebiosa jaka to stylizacja jest bardziej artystyczna. Pfuuu, nienawidzę :/


      Podsumowując, zgadzam się, że ograniczanie się jest szkodliwe, ale przestrzegam przed ocenianiem czyjejś pracy lub osoby.
      Widzimy tylko to co nam pokazują, nie wiemy co leży w szufladzie i co mają w głowie.
      Szufladkowanie jest be, be-be-be :>

      Usuń
    3. Haha, ale sam właśnie dyskryminujesz ludzi, którzy wolą rysować komiksowo, bo uznajesz że są za leniwi żeby robić realizm ;) To też forma szufladkowania Pingu! Że aż pozwolę sobie zacytować: "Każdy jest inny, szanujmy się nawzajem" :>

      Ale masz trochę racji w tym, że nie powinno się wywierać presji.. ale ja właśnie widzę presję narsatającą dookoła wśród wszystkich grafików - presję właśnie na to, żeby zaistnieć jako charakterystyczna rozpoznawalna jednostka, z unikatowym stylem. I wszyscy się cisną na styl, kopiują mullinsa, kekaia, obviusa... trochę się w tym gubią i drepczą w miejscu ze stresem burcząc pod nosem że muszą w końcu się określić i wytworzyć własny styl... więc ja chciałam cisnąć ideę: miejcie gdzieś styl, róbcie wszystko na co macie ochotę. To była próba przekazania idei: totalnej wolności w tworzeniu. Ale jeśli ktoś odbiera to jako zmuszanie do wolności.. to no cóż :D Nie o to mi chodziło.

      Ale jak najbardziej dzięki Pingu za wyrażenie swojej opinii :> Ile artystów tyle poglądów na ten temat.

      Usuń
    4. Źle mnie zrozumiałaś :) ogólnie jestem hejterem i straszny ze mnie dupek i nie szanuje wielu ludzi xD ale to wszystko osobiste pobudki. Chodziło mi raczej o szacunek do ludzi którzy po prostu robią swoje i nikomu nie wadzą :3

      Uraz mam do "osób które _besztają_ realizm".

      Nie mam nic do osób które lubią stylizacje, sam rysuje przeważnie stylizując xD chodzi mi o takie kwiatki które wojują i wywyższają się nad artystami robiącymi np. portrety, czy bardzo realistyczne wypieszczone promo-arty, a sami stosują stylizacje głównie z lenistwa, a ta ich stylizacja jest na mizernych fundamentach, ewentualnie maja realistyczny background, ale umniejszają pracy artystów którzy robią co innego.

      Takie "nie robisz tego co ja to jesteś gorszy".

      Tak, też widzę tą presje i wilczą pogoń za stylem, dlatego zgadzam się z twoim artykułem, chce tylko przestrzec by z dobrych chęci nie wyszła nagonka na osoby które wypracowały swój własny styl.
      Bo było by to niesprawiedliwe wobec tych osób "nie lubimy cię bo ciężko pracowałeś/aś na to co umiesz albo miałeś/aś szczęście a my nie".

      Usuń
    5. O, aha. No to masz rację. :D Aczkolwiek ja mam też takie trochę podzielone zdanie na temat realizmu kontra stylizacji. Może napisze o tym artykuł, bo to fajny temat w sumie do poruszenia :)

      Ale prawda jest taka, że są ludzie którzy uznają tylko ten rodzaj sztuki którym sami się zajmują :D I to faktycznie jest takie poronione podejście.

      Usuń
  5. Zgadzam się z tym co napisałaś i jak podsumowałaś. W jakiś sposób styl może stać się pułapką, ale chyba dzieję się tak tylko wtedy, kiedy artysta sam w taki sposób go tworzy. Chodzi mi o świadomość artysty w tym procesie. Dla mnie taką ścieżką, pozwalającą uniknąć tego, jest po prostu ciekawość artysty na nowe techniki, na nowe środki wyrazu, które pozwolą mu poszerzyć pole swych działań. Prawda, że są ci, którzy spotkawszy się z wielką aprobatą tego co tworzą, mogą wpaść w niewidzialną bańkę tego co już osiągnęli, nie czując aspiracji na rozwinięcie. Podświadomie każdy z nas chce być doceniany bardziej lub mniej. Więc kiedy w końcu dochodzi do tego, może dojść do uśpienia tej "ciekawości artystycznej". Plusem może okazać się to, że w takim okresie, artysta do perfekcji wypracuje pakiet swoich schematów. Teraz kwestia jest tego, czy go to nie nuży, powielanie wciąż tego samego, czy może w ogóle tego nie dostrzega, albo może bardzo mu to odpowiada. Jak już wspomniałaś rozbija się to też o samych fanów i obawę, że się ich straci, kiedy odbiegnie się od tego co oni uwielbiają i znają. W nich to wzbudza jakiś niepokój, a zarazem nieufność, że artysta może zacząć tworzyć coś co im się nie spodoba. Czyli w momencie, kiedy obserwujący zachwyca się nad pracami artysty dochodzi do jakiegoś zawarcia paktu zaufania.

    Zawsze uważam, że nie można przestać się rozwijać, bo właśnie człowiek jest taką istotą, która potrafi na bazie doświadczeń spojrzeć na coś nowym okiem. Ale właśnie, musi tego chcieć. Podsumowując, myślę, że styl i to jak się go rozwija jest kwestią indywidualną. Niektórym wystarczy to co osiągnęli i czerpią z tego radość, inni będą działać dalej, ciekawi nowych umiejętności.

    I prawda, że aby zrozumieć pewne rzeczy, czy nurt w sztuce trzeba posiadać wiedzę, która pozwoli nam spojrzeć na całość z innej perspektywy. A może i nie wiedza, ale znowu napiszę, że ta ciekawość :) Chociaż ciekawość i wiedza raczej idą w parzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to co napisałaś o tym "pakcie zaufania" zawartym między artystą a fanami - to jest chyba bardzo żywa i prawdziwa rzecz. Fajnie to nazwałaś. Nie myślałam o tym w ten sposób :)

      Ciekawość artysty na nowe techniki? To też brzmi bardzo sensownie!

      Chyba faktycznie w stylu chodzi własnie też o czerpanie radości z posiadania fanów i bycia przez nich docenianym. Ja to nazwałam robieniem pod publikę xD I trochę jest w tym racji, ale faktycznie nie powinnam oceniać takich ludzi, jeśli są dzięki temu szczęśliwi. I tak jak mówisz: innym będzie to wystarczyć, a inni będą szukać dalej.

      :> Fajnie że się udzielasz Olga ^^ Masz takie trochę łagodniejsze podejście do tych spraw, ale jest to fajnie uzasadnione :>

      Usuń
  6. Hehe :D Widzisz, bo ja lubię psychoanalizować i zaczynać od motywów człowieka, którymi się moze kierować w wyborze danej ścieżki :)

    Bo jest coś w tym pakcie zaufania. Artysta daje fanom to co oni lubią, ufają mu, że kolejna praca będzie również zachwycająca co poprzednia, a jak się tak nie dzieje, no to jest rozgoryczenie. Po prostu jakby ktoś cię oszukał :D Dodając, że człowiek na wszelkie zmiany działa dość niepokojąco.

    Ale ostatnio zauważyłam, że czynnik stylu nie zawsze decyduje o tym czy dana osoba wejdzie na dłużej do galerii artysty. I czy on stanie się popularny. Raczej chodzi mi tutaj o osoby, które hmm nie mają tego spojrzenia artystycznego i oceniają pracę pod innym kątem niż np takie osoby jak my, czy po prostu te mające pewną wrażliwość na obraz. Często się spotykam z tym, że co z tego, że artysta ma ciekawy styl, niesamowity warsztat. Obecnie ludzie doceniają to dopiero wtedy, kiedy praca przedstawia jakąś ich ulubioną postać, czyli będzie to jakiś fanart. Bo przecież od razu włącza się cała nasza sympatia do postaci, a tym samym możemy wychwalać artystę i jego umiejętności xD To nieco inne zjawisko, ale pomyślałam, że właśnie ten styl często jest budowany na początku zupełnie na innym podłożu, i z czasem wychodzi na pierwszy plan. Nie bez znaczenia słyszę od znajomych, że jak chce się być zauważonym to powinno się zacząć od fanartów ;) I tutaj, jak pisałaś, powielania podobnego sposoby rysowania, doboru kolorów może sprytnie zachwycić obserwatorów, po tym jak zachwyci się przedstawioną postacią :D Oczywiście nie jest to 100% metoda na złapania do wora miliona fanów, ale takie sukcesywne tworzenie fanartów prędzej czy później zbierze fanów danej postaci, a przy okazji staną się oni również wyznawcami stylu danego autora.

    Sama pewnie pamiętasz, że gdybyś się nie zaciekawiła pewnymi technikami, albo postrzeganiem świata innych artystów (czy to tych dawnych, czy współczesnych) Twoja wyobraźnia i możliwości mogłyby się ograniczyć tylko do tego co znasz. Myślę, że ta ciekawość wynika z samej radości rysowania i tworzenia, ale wiadomo, że też umysłem nie można być zamkniętym na jedną ścieżkę. Niestety, i znowu odniosę się do fanów, że sami oni wmawiają artyście, że jest idealnie i nie warto wychodzić poza to. Ostatnio się spotkałam z pewną pracą, w stylu manga, gdzie postać miała bardzo rozjechane oczy. Wiadomo, ze ten styl ma takie manipulacje anatomią, ale jak wiemy trzeba robić to sensownie i pamiętać o proporcjach. Ale chodzi mi o to, że ktoś zwrócił uwagę na to i automatycznie odezwał się fan artysty, tłumacząc, że to jest taki styl tworzącego! Czyli mamy jeszcze tutaj nie tylko blokadę artysty na nowe techniki itp, ale też blokadę w rozwinięciu umiejętności podstawowych, jakim jest znajomość anatomii.

    :D Jak się nie udzielać jak temat bardzo ciekawy ^^ I dzięki, moze wynika to z tego, że nie siedzę tak jak Ty, głęboko w otoczeniu takich artystów itp Więc mogę spojrzeć z boku na wszystko. Ja po prostu za dużo myślę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dużo słyszałam o tej metodzie na "fanarta". W sumie to nawet często widać po deviantartach, że te które są fanartami, zwykle są bardziej popularne :D I galerie pełne fanartów tak samo. Trochę to w sumie zabawne, że czasem fanarty są bardziej popularne niż oryginalne koncepty etc XD Heh, podziemie fanowskie.. :D

      Usuń
  7. Niesamowicie trafny wpis! Muszę powiedzieć, że faktycznie masz rację. Wiele lat rysowałam prace w jednym stylu (mroczna kolorystyka, gruby lineart). Nie byłam jakaś popularna, ale zawsze zdobywałam całkiem sporo favów na deviantarcie. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, dokąd to wszystko zmierza. Co mi da taki toporny styl? Przecież nie zamierzam się tym zajmować w przyszłości. Zaczęłam rysować zupełnie inne rzeczy, by być bardziej "wszechstronna" (jakieś eksperymenty z akwarelami i typowe, koncepcyjne rysunki) i jaka była reakcja na deviantarcie? żadna. :) Zupełnie, jakby wszyscy przestali obserwować moje prace. Wtedy zrozumiałam, że wcześniej trzymałam się jednego stylu tylko dlatego, bo wiedziałam, że zawsze znajdzie się ktoś, kto da jakiegoś fava. Skomentuje. Cokolwiek. Teraz z tym skończyłam. Zaczęłam też inaczej patrzeć na prace popularnych artystów- akurat tak się składa, że tez uwielbiałam SakimiChan, ale ten styl stał się w pewnym momencie sztuczny i nużący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie o tym pisałam! Że odbiorcy, followerzy czy fani bardzo łatwo chcą Cię zklasyfikować, wrzucić do worka, podpisać i zaszufladkować, i chcą widzieć więcej tego samego. Bez względu na to co Ty chcesz. Brak odzewu z ich strony mógł być spowodowany tym, że nawet nie kliknęli w miniaturkę, bo nie skojarzyli tego z tym co Ty robisz, jeśli lubili to co robiłaś wcześniej :P Grunt to się nie poddawać, i dalej robić swoje :) Życie nie jeden raz mi udowodniło, że jeśli wierzysz w to co robisz, znajdą się tego odbiorcy. :)

      Usuń
  8. Otworzyłaś mi oczy, że się tak ładnie wyrażę :)
    Próbuję tworzyć, uczę się, próbuję różnych rzeczy. Jakiś czas temu jak przeglądałam to wszystko co robiłam pomyślałam, że w sumie każda praca jest jakoś inna. Tutaj patrząc przykładem tych rozpoznawalnych artystów pomyślałam, że w sumie to jest słabe, nie ma konkretnego stylu. Próbowałam się jakiś czas zamknąć w tej klatce, ale szybko się znudziło. Teraz rysuję co chcę, jak chcę, próbuję, eksperymentuję, mam nadzieję, że za jakiś czas dołączę do grona tych profesjonalnych rysowników/malarzy, bawiąc się świetnie i bez ograniczeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Nie ograniczaj sie, eksperymentuj! To jest świetne podejście :]

      Usuń